Tego dnia Richard zastępował Roberta w gabinecie, jeżeli nie powiedzieć, zajmował jego gabinet. Brat miał pilne wyjście tego konkretnego dnia, to zajął się podstawowymi sprawami za niego, dotyczącymi interesu ze świecami. Odpowiadanie klientom na listy, analizowanie zamówień.
Odkąd chłopcy się przeprowadzili, było dziwnie spokojnie. Choć, nie do końca. Bo przecież ich córki czasami potrafiły zaskakiwać swoimi pomysłami. Tak miało być też teraz, kiedy usłyszał już za drzwiami nawoływanie go. I wiedział, że to była Scarlett.
Ta dziewczyna, umiała zawsze zwracać na siebie uwagę. Zawsze chciała, aby ją dostrzegał. Widział ją i nie zapominał o tym, jak bardzo też przypominać zaczynała swoją matkę.
Richard westchnął, kończąc zdanie i odkładając pióro. Ona nie miała za grosz cierpliwości, aby pozwolić dokończyć pracę. Tę jedną rzecz, jaką się w chwili obecnej zajmował. Jego dom w Norwegii zawsze tętnił życiem. Nie było dnia, kiedy któreś coś nie spsociło, albo od niego wymagało uwagi. Z jednej strony narobił dzieciaków, aby się sobą zajmowały. Nie przewidział konsekwencji w późniejszym czasie. Może faktycznie na dwóch czy jednym dziecku powinien się zatrzymać?
Spojrzał na Scarlett nieco poważniej. Przy takich słowach już czuł problemy. Tylko jedno przychodziło mu do głowy "Co tym razem zbroiłaś?"
Dwa krótkie słowa odpowiedzi, niczym mantra, kiedy zawsze jej tak odpowiadał, aby to zaznaczyć. Nawet, jeżeli nie było wiadomo, czy te słowa są prawdziwe.
Czekał na jej kolejne wyznanie, co nabroiła, że czekała na odpowiedni moment nieobecności jego brata. Oby nie było to nic, żeby miał coś innym teraz sąsiadom tłumaczyć i przepraszać za jej zachowanie. To jednak chciała mu coś pokazać.
Już miał przeczucie że będzie to coś, czego nie chciałby tutaj. Wystarczyło, że Robert sprowadził jednego wypłosza z Francji.
Scarlett mając odpowiedzi od niego, dopiero wtedy weszła do środka pomieszczenia, podeszła do biurka i wyciągnęła ręce aby pokazać… kociaka?
Normalnie jak piorunem strzelił, pozbierał wszystkie papiery z biurka, gdyby ten mały wypłosz postanowił jej z dłoni spaść na blat biurka.- Trzymaj go z dala od biurka.
Od razu z poważnym tonem zwrócił jej uwagę. Koty nie miały wstępu do tego pomieszczenia.
- Skąd go masz?
Zadał stanowcze pytanie, nie odpowiadając na jej wcześniejsze i pozwolenie na jego zatrzymanie. Podebrała sąsiadom?
- Wiesz, że jakiekolwiek ostateczne decyzje w tej kamienicy nie ja podejmuję, tylko Robert.
Przypomniał, że nie byli w Norwegii tylko w Anglii. Jak go Scarlett przekona? Jakie ma argumenty, że ten kot powinien tutaj zostać? Samo zajmowanie się nim, w chwili obecnej nie przekonało Richarda.