07.12.2024, 18:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.12.2024, 18:34 przez Enzo Remington.)
- Nie przepraszaj, zawsze jesteś mile widziany! - Laura nie uznała jego przeprosin, za to już miała udać się po ręcznik, by Isaac mógł się wysuszyć, gdy szybkie zaklęcie spowodowało, że problem zniknął jeszcze szybciej, niż się pojawił. Pani Remington oparła dłoń na krągłym biodrze, wykrzywiając lekko usta. - Ach, wy i wasza magia! Nie pozwolisz sobie pomóc, prawda? - Brzmiała na niezbyt zadowoloną, ale uśmiech, który szybko wpłynął na jej usta, zdradził, że była to tylko gra.
Dom Remingtonów był przestronny, elegancki i drogi, lecz mimo to dało się czuć, że ktoś tam mieszka i dba o przestrzeń nie tylko jak o dzieło sztuki, ale również jak o miejsce, które zajmowała rodzina. Niewielka, bo Lorenz, jego matka i Gustawa byli jedynymi mieszkańcami, lecz mieli gości wystarczająco często, by nie narzekać na samotność.
- Pan Isaac! - Również Gustawa ucieszyła się na widok gościa. Czarnoskóra gosposia zajmowała się ugniataniem ciasta, ale oderwała się od robótki, rozkładając ręce, zapraszając w nie mężczyznę. Była jednak brudna od mąki, dlatego tylko przycisnęła się krótko do gościa, pozostawiając dłonie poza zasięgiem jego ubrań. - Proszę siadać, herbata! Już się robi!
W domu były lepsze miejsca spotkań, aniżeli kuchnia, lecz nikomu wydawało się nie przeszkadzać, że akurat tam zasiadł Isaac. Pani Remington usiadła obok niego, w wyrazie matczynej troski zaraz zabierając z jego ramienia jakiś paproch czy nitkę, gdy tylko ją zauważyła. Zaraz później wzięła w dłonie pudełko z żabą.
- Pamiętam, pamiętam! Mój John przysięgał, że w nocy słyszy kumkanie przez cały kolejny tydzień! - Śmiała się, wspominając z czułością zmarłego męża. - Dziękujemy. Ach, Isaacu, co ty mówisz? Mój Lorenz pracownikiem miesiąca? Pokazał mi złoty laur, który dostał na tym wydarzeniu, do którego tak długo się przygotowywał, ale nie wydawał się ani trochę z niego zadowolony. - Poskarżyła, lecz zaraz ucichła, bo rozbrzmiał dźwięk stóp na drewnianych stopniach. - Prawdę mówiąc, od tamtej pory jest jakiś przygaszony. - Dodała szeptem, nim w kuchni pojawił się Enzo.
Dom Remingtonów był przestronny, elegancki i drogi, lecz mimo to dało się czuć, że ktoś tam mieszka i dba o przestrzeń nie tylko jak o dzieło sztuki, ale również jak o miejsce, które zajmowała rodzina. Niewielka, bo Lorenz, jego matka i Gustawa byli jedynymi mieszkańcami, lecz mieli gości wystarczająco często, by nie narzekać na samotność.
- Pan Isaac! - Również Gustawa ucieszyła się na widok gościa. Czarnoskóra gosposia zajmowała się ugniataniem ciasta, ale oderwała się od robótki, rozkładając ręce, zapraszając w nie mężczyznę. Była jednak brudna od mąki, dlatego tylko przycisnęła się krótko do gościa, pozostawiając dłonie poza zasięgiem jego ubrań. - Proszę siadać, herbata! Już się robi!
W domu były lepsze miejsca spotkań, aniżeli kuchnia, lecz nikomu wydawało się nie przeszkadzać, że akurat tam zasiadł Isaac. Pani Remington usiadła obok niego, w wyrazie matczynej troski zaraz zabierając z jego ramienia jakiś paproch czy nitkę, gdy tylko ją zauważyła. Zaraz później wzięła w dłonie pudełko z żabą.
- Pamiętam, pamiętam! Mój John przysięgał, że w nocy słyszy kumkanie przez cały kolejny tydzień! - Śmiała się, wspominając z czułością zmarłego męża. - Dziękujemy. Ach, Isaacu, co ty mówisz? Mój Lorenz pracownikiem miesiąca? Pokazał mi złoty laur, który dostał na tym wydarzeniu, do którego tak długo się przygotowywał, ale nie wydawał się ani trochę z niego zadowolony. - Poskarżyła, lecz zaraz ucichła, bo rozbrzmiał dźwięk stóp na drewnianych stopniach. - Prawdę mówiąc, od tamtej pory jest jakiś przygaszony. - Dodała szeptem, nim w kuchni pojawił się Enzo.