Przecież nie robiła sobie jaj, ani nie straszyła go, bo miała taki kaprys i chciała nim wstrząsnąć. Nie odpowiedziała więc na to, jedynie westchnęła.
– Okej, chociaż nadal jest dla mnie dziwne, że na aż tak ogromną odległość działa jakieś magiczne przywoływanie i podawanie dokładnych współrzędnych – i to ją prawdę mówiąc tak bardzo martwiło: że można było się do kogoś teleportować, nie znając tego miejsca i nie do końca się na nim skupiając, a na osobie, to podważało prawa teleportacji w pewnym sensie… Brzmiało jak anomalia. Jak anomalia, którą sama była. I jednocześnie doskonale wiedziała, że nie ma rzeczy niemożliwych, tylko, że wszystko ma swoją cenę. Wszystko. Nawet legendarny kamień filozoficzny, który w teorii pozwalał czerpać bez ponoszenia kosztów. Bo ten został zapłacony przy jego tworzeniu. – Ale być może może twoje, jedną część rozmowy, wszystkie emocje, które odczuwasz tutaj w stosunku do tego, o czy mówimy, do mnie, do czegokolwiek, co przepłynie przez twoją głowę. To bardzo prywatne miejsce, głowa. A ja nie bez powodu zapłaciłam za wyciszenie tego budynku przed możliwością podsłuchu z zewnątrz, bo chciałam się tu czuć… wolna, bez masek i bez barier – uśmiechnęła się do Laurenta i było w tym uśmiechu chyba coś smutnego. – Może panikuję bez potrzeby, może to jest najbezpieczniejsza rzecz pod słońcem, ale ciężko mi w to uwierzyć z wielu powodów – które oczywiście mogła mu przedstawić, ale chyba nie za bardzo nawet chciał. – Łatwo powiedzieć i trudniej zrobić, zwłaszcza jeśli przekroczyło się swoje granice – odparła Laurentowi, słysząc jego wycofanie. Nie wiedziała, czego on doświadczył, zanim się tam spotkali, ale tak samo on nie wiedział, czego doświadczyła ona. Nikt nie wiedział, oprócz samego zainteresowanego, a ją to gniotło, bo nie czuła się z tym dobrze, nawet jeśli to nie była ona. Nadal jednak było to jej ciało i pamiętała to doskonale. Mógł za to pamiętać jej oburzenie, kiedy wyczuła wtargnięcie Perseusa do jej głowy, by zobaczyć tylko aury – nie wymyśliła sobie więc tego teraz.
Spojrzała na niego zaskoczona doborem słownictwa.
– Och. Myślałam, że… – zmarszczyła brwi, bo sądziła, że Philip właśnie oczekiwał czegoś więcej, tylko, że i on i Laurent zupełnie się rozmijali w potrzebach. Pokręciła jednak głową do tej ulotnej myśli. – Wiem, że nie myślisz tak normalnie – i wiedziała, że ma gorszy okres, ale przy tym… – Skoro było tak źle, mogłeś mi powiedzieć. Zabrałabym cię do domu, wyrwałabym się stamtąd szybciej. Przecież nie zostawiłabym cię z tym samego – ale… chciał się zająć sierotką Astarothem, wiedząc, że ten nad sobą nie panuje. Lestrange przyglądała się Laurentowi przez moment w ciszy. – Wiem, że mu ufasz, ty zawsze widzisz w ludziach to, co najlepsze, zwłaszcza, kiedy bardzo chcesz to widzieć – czy nie tak było zawsze? Laurent potrafił dość nieświadomie wręczyć drugiej osobie część swojego serca na dłoni. – Ale ja słyszę o tym mężczyźnie od ciebie drugi raz, a pierwszy był bardzo… Bardzo negatywny – dla Laurenta mogła być to długa i ważna relacja, ale ona widziała to zupełnie inaczej. – Wiem, że bardzo cię skrzywdził, że pojechał po twoich strachach i emocjach i to mi się nie podoba. To nie jest stabilne – a Laurent też przecież… tak jak mówił: rozpadał się, było coraz gorzej. Ten mężczyzna wzbudzał w nim wiele emocji, skrajnych, i chyba dlatego tak go do siebie przyciągał. – Teraz się cieszysz, a ja się boję, co się stanie, jak znowu postanowi sobie podciąć żyły w twojej łazience – przecież dla Laurenta to będzie zbyt wiele. – Czyli ten komplet robił ktoś inny? – osoba trzecia w równaniu, która mogła przecież tak wiele w ufności do wszystkiego zmienić. Victorii było przykro, że Laurent tego nie widział, że to, że ufał jednej osobie, nie znaczyło wcale, że twórca tego czegoś nie dodał czegoś od… siebie.
– Z Egiptem… – westchnęła, widząc w Laurencie ucieczkę i próbę zmiany tematu. Nawet nie tknął tej herbaty, którą dla nich zrobiła. – Z Egiptem to jest tak, że cieszę się, że nie byłam tam sama. Niestety nie było tak kolorowo, jak mógłbyś przypuszczać. Coś tam się dowiedziałam, oczywiście zupełne przeciwieństwo tego, co wiedziałam do tej pory, więc mogę sobie wybrać teorię, która mi będzie bardziej leżeć – przewróciła oczami. – Ale ta, na moje, ma więcej sensu. Raczej nagle nie umrzemy, ja i reszta – ale to, co miała do powiedzenia, było ważne, bardzo ważne i bardzo… Lepiej, żeby nie wiedziało o tym dużo osób. Zerknęła tutaj na pierścionek Laurenta. – Jeśli mam ci powiedzieć to co wiem, to wolałabym mieć pewność, że nikt niepowołany tego nie usłyszy i że zostanie to pomiędzy nami – dodała ciszej.