08.12.2024, 01:45 ✶
Rozmarzony Charles nie tylko miał piękne wizje, ale też zupełny brak zrozumienia, jak działają kobiety i jak powinien je adorować w sytuacji, w której się znaleźli. Odyn jeden wiedział, że jego próby podrywu były co najwyżej nieporadne, ale Scylla przynajmniej dorównywała mu umiejętnościami.
- Co ma? - Dopytał, nie będąc zaznajomiony z terminologią medyczną, która nie była używana wśród magicznego społeczeństwa. - Pracuję przecież. Na miłość. - Uściślił, a chcąc powstrzymać niezręczność, upił duży łyk z kubka. - Nie wiem, czy to ta. Teraz mi się tak wydaje. A s-skoro ją znasz, to nie muszę ci nic więcej o niej mówić. - Zawstydził się, opierając wygodniej i wciągając nogi, by oprzeć je przed sobą. - Jak przyjdzie czas, to może coś z tego będzie. A jak nie, to nie.
Rozmawianie o miłościach nie było łatwe, gdy obok siedziała siostra, tak bliska sercu. Charlie westchnął na samą myśl o Scylli i musiał przetrzeć dłonią twarz, by zmyć z niej ten głupi uśmieszek. Panna Greyback sprawiała, że działy się z nim dziwne rzeczy.
- Domyślam się, co znaczy spiknąć. - Powtórzył kolejne nieznane sobie słowo. - I naprawdę, nie musisz. Radzę sobie doskonale sam i to mój wybór. I Scylli, ale ona widzi przyszłość. - Podkreślił, nie podzielając wesołości siostry, bo przecież był bardziej zawstydzony, niż zadowolony, a do tego wciąż niewyspany.
Przyszłość i plany na nią musiały jednak poczekać, bo uderzała w nich przeszłość i teraźniejszość, gdy ojciec potrzebował pomocy i wsparcia, którego Scarlett mu odmawiała.
- Zapomnij, poproszę Sophie! - Podniósł nieco głos, rozeźlony podejściem Scarlett. - Nie nocujesz w kamienicy? To gdzie się włóczysz? Wiesz co, nie, nie mów mi. - Parsknął suchym śmiechem. - Zostawiasz go samego w domu, tylko to się liczy. Więcej się po tobie spodziewałem. - Rzucił kąśliwie, odstawiając kubek na stół. - Ojciec potrzebuje przestrzeni, ale potrzebuje też czuć, że jesteś tam, dla niego! I dla Sophie, skoro tak ciężko to przeżywa! A teraz to ja jestem ten zły, co? Ja i Leonard? - Charles poczuł, jak napełnia go złość. Nie tego spodziewał się z samego rana, nie wypominania miłostek i tego, że zapominał o ojcu. On, jako jedyny z rodzeństwa, w ogóle interesował się dobrem Richarda! - A ty jesteś niby lepsza? Ty się poświęcasz, włócząc się po Londynie? Masz chociaż pracę, Scarlett? Masz poważne zajęcie, skoro nie masz czasu dla taty?!
- Co ma? - Dopytał, nie będąc zaznajomiony z terminologią medyczną, która nie była używana wśród magicznego społeczeństwa. - Pracuję przecież. Na miłość. - Uściślił, a chcąc powstrzymać niezręczność, upił duży łyk z kubka. - Nie wiem, czy to ta. Teraz mi się tak wydaje. A s-skoro ją znasz, to nie muszę ci nic więcej o niej mówić. - Zawstydził się, opierając wygodniej i wciągając nogi, by oprzeć je przed sobą. - Jak przyjdzie czas, to może coś z tego będzie. A jak nie, to nie.
Rozmawianie o miłościach nie było łatwe, gdy obok siedziała siostra, tak bliska sercu. Charlie westchnął na samą myśl o Scylli i musiał przetrzeć dłonią twarz, by zmyć z niej ten głupi uśmieszek. Panna Greyback sprawiała, że działy się z nim dziwne rzeczy.
- Domyślam się, co znaczy spiknąć. - Powtórzył kolejne nieznane sobie słowo. - I naprawdę, nie musisz. Radzę sobie doskonale sam i to mój wybór. I Scylli, ale ona widzi przyszłość. - Podkreślił, nie podzielając wesołości siostry, bo przecież był bardziej zawstydzony, niż zadowolony, a do tego wciąż niewyspany.
Przyszłość i plany na nią musiały jednak poczekać, bo uderzała w nich przeszłość i teraźniejszość, gdy ojciec potrzebował pomocy i wsparcia, którego Scarlett mu odmawiała.
- Zapomnij, poproszę Sophie! - Podniósł nieco głos, rozeźlony podejściem Scarlett. - Nie nocujesz w kamienicy? To gdzie się włóczysz? Wiesz co, nie, nie mów mi. - Parsknął suchym śmiechem. - Zostawiasz go samego w domu, tylko to się liczy. Więcej się po tobie spodziewałem. - Rzucił kąśliwie, odstawiając kubek na stół. - Ojciec potrzebuje przestrzeni, ale potrzebuje też czuć, że jesteś tam, dla niego! I dla Sophie, skoro tak ciężko to przeżywa! A teraz to ja jestem ten zły, co? Ja i Leonard? - Charles poczuł, jak napełnia go złość. Nie tego spodziewał się z samego rana, nie wypominania miłostek i tego, że zapominał o ojcu. On, jako jedyny z rodzeństwa, w ogóle interesował się dobrem Richarda! - A ty jesteś niby lepsza? Ty się poświęcasz, włócząc się po Londynie? Masz chociaż pracę, Scarlett? Masz poważne zajęcie, skoro nie masz czasu dla taty?!