08.12.2024, 14:50 ✶
Faye lubiła Kocioł. Było tu tak swojsko, przyjaźnie... A przynajmniej zawsze tak myślała - nigdy nie spotkała jej tu żadna nieprzyjemność, obsługa była miła, a i ludzie, których tu widywała, byli w porządku. Przez głowę nie przyszło jej to, że być może to nie była zasługa miejsca, lecz jej samej - jej usposobienia, łagodności i optymizmu, który zdawał się rozświetlać każdy mrok, w który wkraczała z niezachwianą pewnością siebie.
Cóż... Tak było do tej pory. Ta pewność siebie została zachwiana dość mocno pod koniec sierpnia. Faye była zagubiona, rozkojarzona, lecz nie wyglądało na to, by miała zamiar zatracić siebie przez drobne potknięcie, chociaż czy na pewno można było to nazwać drobnym potknięciem? Przecież przemieniła się na oczach obcych ludzi, naraziła ich na niebezpieczeństwo... I świat czarodziejów, oczywiście. O sobie samej nie wspominając.
Te myśli był w stanie zagłuszyć wyłącznie alkohol, a jako że ostatnio starała się unikać baru U Lizzy w Dolinie, wybrała właśnie Dziurawy Kocioł. Gdy tylko otworzyła drzwi, miała zamiar się kulturalnie przywitać i udać prosto do kontuaru, lecz nie zdążyła. W jej stronę poleciała główka czosnku, gdy któryś z rzucających źle wymierzył. Traversówna nie miała nawet szans na to, by spróbować jej uniknąć - pewnie gdyby wcześniej zorientowała się w sytuacji, mogłaby spróbować wykonać unik, ale dopiero co weszła i... Czosnek odbił się od jej czoła.
- KURWA MAĆ! - wrzasnęła, unosząc dłoń do czoła. Zabolało, czosnek to nie była roślina, która była mięciutka i milutka. To było cholernie twarde warzywo, którym można było wydłubać komuś oko, gdyby się postarać. - Jeden spokojny dzień, JEDEN, a rzucają w ciebie przyprawami, jakbyś był garem zupy.
Oburzyła się, zatrzaskując z impetem drzwi. Rozmasowała bolące miejsce, starając się omieść wzrokiem tę dziwną scenerię. Zmarszczyła brwi. Rozpoznała Isaaca, byli razem w Gryffindorze, chociaż ona była od niego starsza o rok. Kojarzyła go jednak z widzenia w pokoju wspólnym, mimo że nie mieli zbytnio okazji, by się lepiej poznać w Hogwarcie.
Jej wzrok oczywiście podłapał postać w płaszczu, nienaturalnie bladą, dziwną. Instynktownie uniosła górną wargę, jakby chciała obnażyć kły. Jak pies. Zaraz jednak zdusiła w sobie ten dziwaczny, pierwotny odruch. Doskonale wiedziała, w kogo rzucali - nie w wampira, w odmieńca. Odmieńca, którym ona również była.
- Pojebało was do reszty?! - Faye zmarszczyła gniewnie brwi, sięgając po paczkę papierosów do kieszeni kurtki. - Tak się traktuje gości w Dziurawym Kotle?
Cóż... Tak było do tej pory. Ta pewność siebie została zachwiana dość mocno pod koniec sierpnia. Faye była zagubiona, rozkojarzona, lecz nie wyglądało na to, by miała zamiar zatracić siebie przez drobne potknięcie, chociaż czy na pewno można było to nazwać drobnym potknięciem? Przecież przemieniła się na oczach obcych ludzi, naraziła ich na niebezpieczeństwo... I świat czarodziejów, oczywiście. O sobie samej nie wspominając.
Te myśli był w stanie zagłuszyć wyłącznie alkohol, a jako że ostatnio starała się unikać baru U Lizzy w Dolinie, wybrała właśnie Dziurawy Kocioł. Gdy tylko otworzyła drzwi, miała zamiar się kulturalnie przywitać i udać prosto do kontuaru, lecz nie zdążyła. W jej stronę poleciała główka czosnku, gdy któryś z rzucających źle wymierzył. Traversówna nie miała nawet szans na to, by spróbować jej uniknąć - pewnie gdyby wcześniej zorientowała się w sytuacji, mogłaby spróbować wykonać unik, ale dopiero co weszła i... Czosnek odbił się od jej czoła.
- KURWA MAĆ! - wrzasnęła, unosząc dłoń do czoła. Zabolało, czosnek to nie była roślina, która była mięciutka i milutka. To było cholernie twarde warzywo, którym można było wydłubać komuś oko, gdyby się postarać. - Jeden spokojny dzień, JEDEN, a rzucają w ciebie przyprawami, jakbyś był garem zupy.
Oburzyła się, zatrzaskując z impetem drzwi. Rozmasowała bolące miejsce, starając się omieść wzrokiem tę dziwną scenerię. Zmarszczyła brwi. Rozpoznała Isaaca, byli razem w Gryffindorze, chociaż ona była od niego starsza o rok. Kojarzyła go jednak z widzenia w pokoju wspólnym, mimo że nie mieli zbytnio okazji, by się lepiej poznać w Hogwarcie.
Jej wzrok oczywiście podłapał postać w płaszczu, nienaturalnie bladą, dziwną. Instynktownie uniosła górną wargę, jakby chciała obnażyć kły. Jak pies. Zaraz jednak zdusiła w sobie ten dziwaczny, pierwotny odruch. Doskonale wiedziała, w kogo rzucali - nie w wampira, w odmieńca. Odmieńca, którym ona również była.
- Pojebało was do reszty?! - Faye zmarszczyła gniewnie brwi, sięgając po paczkę papierosów do kieszeni kurtki. - Tak się traktuje gości w Dziurawym Kotle?