08.12.2024, 15:21 ✶
- Hm - powiedziała, nie patrząc na niego. Był daltonistą? Możliwe, że jej kiedyś o tym wspominał, ale w sumie to nie pamiętała. Z reguły ludzie bardzo dużo jej mówili o sobie, wierząc, że ich sekrety są u niej bezpieczne. I mieli rację, tak w zasadzie: lecz nie dlatego, że Faye była jakąś twierdzą, której nie dało się sforsować. Po prostu zapominała o wielu szczegółach. Jej umysł był skupiony na zupełnie innych rzeczach, niż takich błahostkach. Oczywiście że plotkowała, jak większość kobiet w jej wieku, ale daltonizm nie był nowinką, przy której ktokolwiek by się zatrzymał na dłużej. - Nie wiem, ja tam z nikim nie konkuruję. Chcę tylko wykonać swoją robotę, żeby było bezpiecznie, wie pan?
Zapytała, gdy przełknęła już to, co miała w ustach. Odruchowo sięgnęła po serwetkę i otarła nią kącik ust. Dopiero wtedy postanowiła unieść wzrok.
- Zgodzę się. Ale mało jest takich ludzi. Takich, czyli tych którzy myślą podobnie - wzruszyła ramionami. Może i bywała naiwna, w każdym widziała dobro, lecz przecież nie była skończoną kretynką. Widziała, jak ci którzy wiedzą o jej klątwie na nią patrzą. Widziała, że się jej boją - że ich nastawienie się diametralnie zmienia, gdy tylko mówi, jak ma na nazwisko. Starała się z tym nie afiszować, ale niektóre rozmowy niemalże wymuszały na niej ujawnienie się. Kolejne wzruszenie ramion, by strzepnąć z siebie te dziwne myśli. - Hm.
Powtórzyła po raz kolejny lecz nie dlatego, że nie miała nic do powiedzenia, a dlatego, że znowu miała pełne usta. A można było o niej powiedzieć naprawdę wiele, lecz nie to, że nie znała manier. Po prostu zwykle miała je głęboko w dupie, chyba że właśnie jadła przy kimś, kto na nie zwracał uwagę. Dlatego najpierw przełknęła kolejny kęs mięsa.
- Jak oni tam podchodzą do tych stworzeń? Tak jak my? Nie interesowałam się nigdy tym tematem - zapytała, przekrzywiając lekko głowę. Sięgnęła po ziemniaka, ukrojonego w łódeczkę. - I czy podróż tam będzie bezpieczna? Jak coś mi się stanie, to matce pęknie serce. Wie pan, nie jest najlepszego zdrowia. A jak coś się stanie z matką, to mój brat pewnie wpadnie w szał. Zna go pan, prawda? Nicholas Travers. Taki wysoki, zimny jak lód. Ale jak się wkurzy... Nie chciałabym tego nigdy widzieć.
Czy widziała kiedyś Nicka wkurzonego? Nie, chyba nie. Ale tym bardziej bała się momentu, w którym to nastąpi, chociaż sama często umyślnie się z nim droczyła.
Zapytała, gdy przełknęła już to, co miała w ustach. Odruchowo sięgnęła po serwetkę i otarła nią kącik ust. Dopiero wtedy postanowiła unieść wzrok.
- Zgodzę się. Ale mało jest takich ludzi. Takich, czyli tych którzy myślą podobnie - wzruszyła ramionami. Może i bywała naiwna, w każdym widziała dobro, lecz przecież nie była skończoną kretynką. Widziała, jak ci którzy wiedzą o jej klątwie na nią patrzą. Widziała, że się jej boją - że ich nastawienie się diametralnie zmienia, gdy tylko mówi, jak ma na nazwisko. Starała się z tym nie afiszować, ale niektóre rozmowy niemalże wymuszały na niej ujawnienie się. Kolejne wzruszenie ramion, by strzepnąć z siebie te dziwne myśli. - Hm.
Powtórzyła po raz kolejny lecz nie dlatego, że nie miała nic do powiedzenia, a dlatego, że znowu miała pełne usta. A można było o niej powiedzieć naprawdę wiele, lecz nie to, że nie znała manier. Po prostu zwykle miała je głęboko w dupie, chyba że właśnie jadła przy kimś, kto na nie zwracał uwagę. Dlatego najpierw przełknęła kolejny kęs mięsa.
- Jak oni tam podchodzą do tych stworzeń? Tak jak my? Nie interesowałam się nigdy tym tematem - zapytała, przekrzywiając lekko głowę. Sięgnęła po ziemniaka, ukrojonego w łódeczkę. - I czy podróż tam będzie bezpieczna? Jak coś mi się stanie, to matce pęknie serce. Wie pan, nie jest najlepszego zdrowia. A jak coś się stanie z matką, to mój brat pewnie wpadnie w szał. Zna go pan, prawda? Nicholas Travers. Taki wysoki, zimny jak lód. Ale jak się wkurzy... Nie chciałabym tego nigdy widzieć.
Czy widziała kiedyś Nicka wkurzonego? Nie, chyba nie. Ale tym bardziej bała się momentu, w którym to nastąpi, chociaż sama często umyślnie się z nim droczyła.