08.12.2024, 18:11 ✶
Skinęła głową, aby potwierdzić jej pierwsze pytanie. Na kolejne z ust Mulciber wydobył się śmiać, jakby ta powiedziała coś zabawnego. Powiedziała, zaiste była niezwykle rozczulającą istotą.
-Wręcz przeciwnie, Scyllo, wręcz przeciwnie - Lodowe tęczówki wyłapały jej spojrzenie, dłuższą chwilę się w nią wpatrując - Lubię Ciebie - wyznała powoli, mrużąc ślepia, tym samym dodając im kociego wyrazu.
Na jej usta wpłynął leniwy uśmiech
-Nie znam Cię, ale Cię lubię... - pochwyciła jeden z kosmyków jej ciemnych włosów - Tylko jeszcze nie rozumiem dlaczego... - wyznała, puszczając jej włosy. Nie znała odpowiedzi na to pytanie, nie wiedziała czy kiedykolwiek znajdzie odpowiedź. Z jakiegoś powodu czuła do niej dziwnego rodzaju słabość i Bóg jeden wiedział, czy było to spowodowane jej eterycznością, która zdawała się tak obca. A może tym, że jej umysł zdawał się jednocześnie wirować gdzieś w innej galaktyce, co stąpać twardo po ziemi. Była niczym nimfa, która delikatnie stąpa po trafie, spijając rosę z porannych liści. Jutrzenka, która delikatnie opatula swym blaskiem porannej zorzy jej zgorzkniałe serce. Czymś nieznanym, niezbadanym, niezrozumiałym. Jak gdyby spotkała anioła, tak czystego i niewinnego, a jednak bez naiwności, którą przypisywało się zwykle niewinnym ludziom.
W tej całej aurze było też coś niepokojącego, powodującego delikatne drżenie źrenic.
Słuchała jej słów. Kwestia obowiązku. Brzmiało znajomo i niezwykle piekło w uszy.
-Jeśli Ci się spodoba, oczywiście - zaśmiała cicho - a jeśli nie przypadnie Ci do gustu, mówi się trudno... A jednak z jakiegoś powodu byłabym Ci wdzięczna, jakbyś została gdzieś w zasięgu mojej ręki, bo chciałabym w przyszłości zobaczyć nasze nici i to, czy z tego niespodziewanego spotkania rozkwitnie przyjaźń... - wzruszyła ramionami - Z moim bratem czy bez niego - wzruszyła ramionami. A jednak fajnie by było mieć ją w rodzinie. Trochę tego chciała, a trochę nie. Prawdą było, że rodzinę mieli dość dysfunkcyjną i raczej nikomu by nie życzyła do niej wstąpić. W dodatku nazwisko potrafiło wśród niektórych budzić niesmak. A jednak taka szwagierka byłaby czymś wyjątkowym.
Rodzina ma swoje oczekiwania, my mamy swoje... ale czy te dwie rzeczy kiedykolwiek się spotykają? - na powrót pochwyciła jej spojrzenie, chyba powoli rozumiejąc tą niezrozumiałą anomalię jaką była dziewczyna. Spokój jej głosu koił nerwy, upajał. A słowa nie były podyktowane konserwatywnym zaślepieniem, jakiego zdawało jej się, dopuszczali się wszyscy dookoła. W jej słowach było przyzwolenie na wolność, były podporą, nie skalane zbędnym i pustym pierdoleniem "będzie dobrze". Tak jakby czuła i rozumiała zupełnie to samo.
-Czy ty też jesteś skrzywdzonym szczenięciem, moja droga? - lodowe tęczówki powoli przesunęły się na korony drzew. Dysfunkcyjna rodzina? Jaka była twoja historia?
Piłeczka była po stronie dziewczyny, a gdy ta zaczęła uchylać rąbka tajemnicy na temat swojego ojca, blondwłosa westchnęła cicho.
-Ojcowie mają to do siebie by być zbyt zajęci... zbyt dorośli by dzielić się planami z dziećmi, wierząc że stali się omnibusem... - zerknęła w jej kierunku. Widziała te subtelne zmiany, przegryzanie wargi. Temat nie był dla niej lekki, był niewygodny, z pewnością palił żywym ogniem, a jednocześnie mroził osamotnieniem.
-Kiedyś na pewno znajdziecie coś co jest wasze - zapewniła - sami lub z delikatną pomocą. Będę w to wierzyć... To nie wymarzę co prawda straconych lat, ale patrząc w przeszłość nigdy nie zobaczymy przyszłości... czy coś - zaciągnęła się papierosem, wypuszczając zaraz stróżkę dymu.
Temat wrócił do jej brata, a Scarlett wraz z nim poczuła jak atmosfera zaczyna się rozrzedzać.
-Szwagierką będziesz najlepszą na świecie, czuje to swoimi zmysłami - zapewniła ją widocznie rozbawiona - a żoną możesz być okropną - dodała ze śmiechem. Kochała Charliego, bardzo a jednak liczyła, że Scylla potrafiłaby wpłynąć nieco na pewne irytujące przekonania- do których należała chociażby rola kobiety w małżeństwie- bez których Charlie byłby cudownie rozkosznym kandydatem.
-Możesz go bić - wyznała całkiem serio, a jednak rozbawienie nie schodziło z jej twarzy - Masz moje pełne poparcie i przywzwolenie w kwestii jego wychowania
W końcu chłopaka trzeba było sobie wychować, ponaprawiać tu i ówdzie. Zresztą Charlie chyba by się nie zdziwił jej słowom, on sam mówił Mulciber, że ta musi znaleźć sobie kogoś z charakterem silniejszym od niej samej, bo kandydata zajedzie, biorąc pod but.
-Wręcz przeciwnie, Scyllo, wręcz przeciwnie - Lodowe tęczówki wyłapały jej spojrzenie, dłuższą chwilę się w nią wpatrując - Lubię Ciebie - wyznała powoli, mrużąc ślepia, tym samym dodając im kociego wyrazu.
Na jej usta wpłynął leniwy uśmiech
-Nie znam Cię, ale Cię lubię... - pochwyciła jeden z kosmyków jej ciemnych włosów - Tylko jeszcze nie rozumiem dlaczego... - wyznała, puszczając jej włosy. Nie znała odpowiedzi na to pytanie, nie wiedziała czy kiedykolwiek znajdzie odpowiedź. Z jakiegoś powodu czuła do niej dziwnego rodzaju słabość i Bóg jeden wiedział, czy było to spowodowane jej eterycznością, która zdawała się tak obca. A może tym, że jej umysł zdawał się jednocześnie wirować gdzieś w innej galaktyce, co stąpać twardo po ziemi. Była niczym nimfa, która delikatnie stąpa po trafie, spijając rosę z porannych liści. Jutrzenka, która delikatnie opatula swym blaskiem porannej zorzy jej zgorzkniałe serce. Czymś nieznanym, niezbadanym, niezrozumiałym. Jak gdyby spotkała anioła, tak czystego i niewinnego, a jednak bez naiwności, którą przypisywało się zwykle niewinnym ludziom.
W tej całej aurze było też coś niepokojącego, powodującego delikatne drżenie źrenic.
Słuchała jej słów. Kwestia obowiązku. Brzmiało znajomo i niezwykle piekło w uszy.
-Jeśli Ci się spodoba, oczywiście - zaśmiała cicho - a jeśli nie przypadnie Ci do gustu, mówi się trudno... A jednak z jakiegoś powodu byłabym Ci wdzięczna, jakbyś została gdzieś w zasięgu mojej ręki, bo chciałabym w przyszłości zobaczyć nasze nici i to, czy z tego niespodziewanego spotkania rozkwitnie przyjaźń... - wzruszyła ramionami - Z moim bratem czy bez niego - wzruszyła ramionami. A jednak fajnie by było mieć ją w rodzinie. Trochę tego chciała, a trochę nie. Prawdą było, że rodzinę mieli dość dysfunkcyjną i raczej nikomu by nie życzyła do niej wstąpić. W dodatku nazwisko potrafiło wśród niektórych budzić niesmak. A jednak taka szwagierka byłaby czymś wyjątkowym.
Rodzina ma swoje oczekiwania, my mamy swoje... ale czy te dwie rzeczy kiedykolwiek się spotykają? - na powrót pochwyciła jej spojrzenie, chyba powoli rozumiejąc tą niezrozumiałą anomalię jaką była dziewczyna. Spokój jej głosu koił nerwy, upajał. A słowa nie były podyktowane konserwatywnym zaślepieniem, jakiego zdawało jej się, dopuszczali się wszyscy dookoła. W jej słowach było przyzwolenie na wolność, były podporą, nie skalane zbędnym i pustym pierdoleniem "będzie dobrze". Tak jakby czuła i rozumiała zupełnie to samo.
-Czy ty też jesteś skrzywdzonym szczenięciem, moja droga? - lodowe tęczówki powoli przesunęły się na korony drzew. Dysfunkcyjna rodzina? Jaka była twoja historia?
Piłeczka była po stronie dziewczyny, a gdy ta zaczęła uchylać rąbka tajemnicy na temat swojego ojca, blondwłosa westchnęła cicho.
-Ojcowie mają to do siebie by być zbyt zajęci... zbyt dorośli by dzielić się planami z dziećmi, wierząc że stali się omnibusem... - zerknęła w jej kierunku. Widziała te subtelne zmiany, przegryzanie wargi. Temat nie był dla niej lekki, był niewygodny, z pewnością palił żywym ogniem, a jednocześnie mroził osamotnieniem.
-Kiedyś na pewno znajdziecie coś co jest wasze - zapewniła - sami lub z delikatną pomocą. Będę w to wierzyć... To nie wymarzę co prawda straconych lat, ale patrząc w przeszłość nigdy nie zobaczymy przyszłości... czy coś - zaciągnęła się papierosem, wypuszczając zaraz stróżkę dymu.
Temat wrócił do jej brata, a Scarlett wraz z nim poczuła jak atmosfera zaczyna się rozrzedzać.
-Szwagierką będziesz najlepszą na świecie, czuje to swoimi zmysłami - zapewniła ją widocznie rozbawiona - a żoną możesz być okropną - dodała ze śmiechem. Kochała Charliego, bardzo a jednak liczyła, że Scylla potrafiłaby wpłynąć nieco na pewne irytujące przekonania- do których należała chociażby rola kobiety w małżeństwie- bez których Charlie byłby cudownie rozkosznym kandydatem.
-Możesz go bić - wyznała całkiem serio, a jednak rozbawienie nie schodziło z jej twarzy - Masz moje pełne poparcie i przywzwolenie w kwestii jego wychowania
W końcu chłopaka trzeba było sobie wychować, ponaprawiać tu i ówdzie. Zresztą Charlie chyba by się nie zdziwił jej słowom, on sam mówił Mulciber, że ta musi znaleźć sobie kogoś z charakterem silniejszym od niej samej, bo kandydata zajedzie, biorąc pod but.