08.12.2024, 20:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.12.2024, 20:12 przez Erik Longbottom.)
Jednym z przymiotów, jakie pozwalały wyróżnić Erika Longbottoma z tłumu, była jego wiara w ludzi. Za wszelką cenę chciał utrzymać w sobie przekonanie, że inni czarodzieje bez względu na swoje... niecodziennie... czasem decyzje, byli naturalnie dobrymi istotami, którym po prostu czasem mogła powinąć się noga. Chociaż ostatnie miesiące konfliktu Ministerstwa Magii ze zwolennikami Czarnego Pana uświadomiły mu, że na świecie były osoby, których nadrzędnym celem było zrujnowanie życia innym tylko po to, aby osiągnąć własne ambicje, tak detektyw dalej uważał, że wiarę w dobro należało pielęgnować.
Takie incydenty przy pracy uświadamiały mu, jak trudne zadanie sobie wybrał, starając się nie zbaczać z tej ścieżki. Czy powinien się frustrować jak Atreus? Dać się ponieść gniewowi w stosunku do tego pijusa i pokazać mu gdzie jego miejsce? A może wykazać się empatią, postawić się na jego miejscu i spróbować zrozumieć czemu zachowywał się w taki, a nie inny sposób? Kto wie, co dane było mu zobaczyć na tym opuszczonym przez Merlina osiedlu? Może w ten specyficzny sposób troszczył się o tutejsze dzieciaki? A może po prostu szuka okazji do tego, żeby się na kimś wyładować, pomyślał przelotnie Erik, kiwając powoli głową.
— Mhmm, do widzenia — sarknął Longbottom, odprowadzając mężczyznę spojrzeniem, aby zaraz zwrócić się ku Atreusowi. — Mniej więcej? — Podrapał się po policzku. Chyba jasne było, że nie miał jak zapisać tych wszystkich zeznań, ale przecież z jego pamięcią dalej było całkiem nieźle, prawda? — Zawrę wszystko w raporcie. O to akurat nie musisz się martwić.
Skrzywił się minimalnie, dopiero po chwili zauważając, że ich obecność na Alei nie spotkała się z jakimiś wyjątkowymi pokładami wdzięczności czy pozytywności ze strony okolicznych mieszkańców. Na Merlina, mam nadzieję, że tego po nas nie widać, pomyślał, starając się skupić na swym towarzyszu, a nie postronnym ludziom. Ludzie różnie reagowali na służby bezpieczeństwa, jednak Nokturn był dosyć specyficzną dzielnicą. Teoretycznie sięgała tu ręka Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, jednak można było też odnieść wrażenie, że co po niektórzy prędzej przyjęliby pomocną dłoń od złodzieja i mordercy niż brygadzisty lub aurora.
Zła reputacja pracowników Ministerstwa Magii w okolicy? Przekonania przekazywane z pokolenia na pokolenia przez osoby, które przez lata mieszkały w sąsiednich kamienicach? Całkiem możliwe, zdał sobie sprawę Erik, nie przykładając jednak większej wagi do swoich przemyśleń. Nawet gdyby chciał, to nie mógłby po prostu machnąć różdżką i uzmysłowić tym wszystkim ludziom, że chcą im pomóc. Oszustwo. Manipulacja. To by sobie pomyśleli. A kto wie, jak zareagowaliby więksi przestępcy z okolicy, gdyby dowiedzieli się, że Ministerstwo Magii próbuje zawojować nową magiczną dzielnicę? Erik westchnął ciężko.
— Chyba nie uda nam się tutaj za wiele już dzisiaj ugrać — mruknął, rozglądając się z wyraźnym niezadowoleniem na prawo i lewo. — Chyba nawet mój uśmiech nie zachęci tutaj nikogo do gadania.
Uśmiechnął się krzywo. Ehh, gdyby tylko sesja zdjęciowa z Czarownicy mogłaby tutaj posłużyć za ich tajną broń.
Takie incydenty przy pracy uświadamiały mu, jak trudne zadanie sobie wybrał, starając się nie zbaczać z tej ścieżki. Czy powinien się frustrować jak Atreus? Dać się ponieść gniewowi w stosunku do tego pijusa i pokazać mu gdzie jego miejsce? A może wykazać się empatią, postawić się na jego miejscu i spróbować zrozumieć czemu zachowywał się w taki, a nie inny sposób? Kto wie, co dane było mu zobaczyć na tym opuszczonym przez Merlina osiedlu? Może w ten specyficzny sposób troszczył się o tutejsze dzieciaki? A może po prostu szuka okazji do tego, żeby się na kimś wyładować, pomyślał przelotnie Erik, kiwając powoli głową.
— Mhmm, do widzenia — sarknął Longbottom, odprowadzając mężczyznę spojrzeniem, aby zaraz zwrócić się ku Atreusowi. — Mniej więcej? — Podrapał się po policzku. Chyba jasne było, że nie miał jak zapisać tych wszystkich zeznań, ale przecież z jego pamięcią dalej było całkiem nieźle, prawda? — Zawrę wszystko w raporcie. O to akurat nie musisz się martwić.
Skrzywił się minimalnie, dopiero po chwili zauważając, że ich obecność na Alei nie spotkała się z jakimiś wyjątkowymi pokładami wdzięczności czy pozytywności ze strony okolicznych mieszkańców. Na Merlina, mam nadzieję, że tego po nas nie widać, pomyślał, starając się skupić na swym towarzyszu, a nie postronnym ludziom. Ludzie różnie reagowali na służby bezpieczeństwa, jednak Nokturn był dosyć specyficzną dzielnicą. Teoretycznie sięgała tu ręka Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, jednak można było też odnieść wrażenie, że co po niektórzy prędzej przyjęliby pomocną dłoń od złodzieja i mordercy niż brygadzisty lub aurora.
Zła reputacja pracowników Ministerstwa Magii w okolicy? Przekonania przekazywane z pokolenia na pokolenia przez osoby, które przez lata mieszkały w sąsiednich kamienicach? Całkiem możliwe, zdał sobie sprawę Erik, nie przykładając jednak większej wagi do swoich przemyśleń. Nawet gdyby chciał, to nie mógłby po prostu machnąć różdżką i uzmysłowić tym wszystkim ludziom, że chcą im pomóc. Oszustwo. Manipulacja. To by sobie pomyśleli. A kto wie, jak zareagowaliby więksi przestępcy z okolicy, gdyby dowiedzieli się, że Ministerstwo Magii próbuje zawojować nową magiczną dzielnicę? Erik westchnął ciężko.
— Chyba nie uda nam się tutaj za wiele już dzisiaj ugrać — mruknął, rozglądając się z wyraźnym niezadowoleniem na prawo i lewo. — Chyba nawet mój uśmiech nie zachęci tutaj nikogo do gadania.
Uśmiechnął się krzywo. Ehh, gdyby tylko sesja zdjęciowa z Czarownicy mogłaby tutaj posłużyć za ich tajną broń.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞