08.12.2024, 20:14 ✶
Faye lubiła zbierać grzyby, jednak nie przyszłoby jej do głowy, że mogą pojawić się już teraz, w takim miejscu. Z reguły na swoje grzybobrania chodziła w Szkocji, gdzie miała swoje miejscówki, o których nigdy nikomu nie mówiła. Kochała las i kochała naturę, a za grzyby marynowane w occie dałaby się pochlastać najbardziej paskudnym zaklęciem. To jednak nie była Szkocja, a chociaż było faktycznie dość wilgotno, to nie przyszłoby jej do głowy, by szukać grzybów na bagnach. Bo przecież właśnie w ich stronę zmierzała. Drażnił ją nieco fakt, że las tak naprawdę miała tuż pod nosem, ale Ministerstwo go zamknęło: niby nie powinna się dziwić, bo przecież sama natrafiła na jedno z tych stworzeń, przez które zakazano im wchodzić do Kniei, ale... Jej wewnętrzny wilk wciąż się buntował i obnażał kły.
Gdy usłyszała ciche plaśnięcie, sugerujące że coś wpadło w grząski grunt, machinalnie zwróciła głowę w tamtym kierunku. Nie wyciągała różdżki, bo ten odgłos na pewno nie wydało zwierzę. Może spadła tu gałąź albo szyszka? Na pewno nie zwierzak, z ich odgłosami była zaznajomiona. Przez chwilę jednak nie wiedziała, czy oczy nie płatają jej figla, bo przecież powinna być tu sama. A nie była - w niewielkiej odległości jawiła jej się sylwetka nieznajomego mężczyzny, który najwyraźniej zgubił buta.
- Eeee, nie - powiedziała głupio, marszcząc brwi z namysłem. - Nie moje bagno i nie moje kalosze, grzyby też nie moje.
Odpowiedziała, przesuwając wzrokiem po grząskim bajorku, które postanowiło pochłonąć kalosza nieszczęśnika. Dobrze, że nie było tu aż tak niebezpiecznie, by jego but zrobił ciche plop i zniknął po wsze czasy pod błockiem.
- Przyszłam tu łapać żaby, grzyby nie rosną na bagnach, wie pan? - ostrożnie ruszyła w stronę bagniska, które zaatakowało Williama. Nie pakowała się jednak w nie jak skończony debil, tylko stanęła na jeszcze solidnym, stabilnym gruncie, a potem wyciągnęła różdżkę. - Obrodziło? Wcześniej niż zwykle.
Jej głos wyrażał szczere, dziecięce wręcz zdziwienie. Jakie były szanse, że dwóch grzybiarzy spotka się akurat na bagnach? Cóż, bliskie zeru chyba.
Faye machnęła różdżką, chcąc wydostać kalosz Lestrange'a przy pomocy jednego z prostszych zaklęć translokacyjnych.
Translokacja x2
Gdy usłyszała ciche plaśnięcie, sugerujące że coś wpadło w grząski grunt, machinalnie zwróciła głowę w tamtym kierunku. Nie wyciągała różdżki, bo ten odgłos na pewno nie wydało zwierzę. Może spadła tu gałąź albo szyszka? Na pewno nie zwierzak, z ich odgłosami była zaznajomiona. Przez chwilę jednak nie wiedziała, czy oczy nie płatają jej figla, bo przecież powinna być tu sama. A nie była - w niewielkiej odległości jawiła jej się sylwetka nieznajomego mężczyzny, który najwyraźniej zgubił buta.
- Eeee, nie - powiedziała głupio, marszcząc brwi z namysłem. - Nie moje bagno i nie moje kalosze, grzyby też nie moje.
Odpowiedziała, przesuwając wzrokiem po grząskim bajorku, które postanowiło pochłonąć kalosza nieszczęśnika. Dobrze, że nie było tu aż tak niebezpiecznie, by jego but zrobił ciche plop i zniknął po wsze czasy pod błockiem.
- Przyszłam tu łapać żaby, grzyby nie rosną na bagnach, wie pan? - ostrożnie ruszyła w stronę bagniska, które zaatakowało Williama. Nie pakowała się jednak w nie jak skończony debil, tylko stanęła na jeszcze solidnym, stabilnym gruncie, a potem wyciągnęła różdżkę. - Obrodziło? Wcześniej niż zwykle.
Jej głos wyrażał szczere, dziecięce wręcz zdziwienie. Jakie były szanse, że dwóch grzybiarzy spotka się akurat na bagnach? Cóż, bliskie zeru chyba.
Faye machnęła różdżką, chcąc wydostać kalosz Lestrange'a przy pomocy jednego z prostszych zaklęć translokacyjnych.
Translokacja x2
Rzut O 1d100 - 60
Sukces!
Sukces!
Rzut O 1d100 - 70
Sukces!
Sukces!