- Też je lubię, wiele jeszcze przed nami. - Nie ugryzła się w język, może powinna, bo zabrzmiało to dość dwuznacznie, ale wierzyła w to, że wiele jeszcze przed nimi. W końcu byli tak blisko siebie ledwie kilka miesięcy, mogli robić razem dużo nowych rzeczy, wspólnie. Nie wydawało jej się, aby szybko mieli się od siebie odsunąć, nie widziała takiej potrzeby, nie umiała sobie wyobrazić swojego życia bez niego. Nie po tym wszystkim, co się między nimi działo. Wiedziała, że ta więź, która ich połączyła istnieje, nie bez powodu szukali przecież informacji o jakiejś klątwie, jakby to miało dać im odpowiedzi. Niczego się nie dowiedzieli, pozostawało więc zaakceptować to, że ich do siebie ciągnęło, ją może nawet w nieco inny sposób niż jego. Wyznaczli sobie tę granicę, którą nazywali przyjaźnią, było to całkiem rozsądnym podejściem, chyba? Przynajmniej przez to bardzo mocno pilnowała się, aby jej nie przekroczyć, chociaż by chciała. To stawało się coraz trudniejsze, ale nie była w stanie zrezygnować z tej relacji, mimo, że zaczynała jej ciążyć, mimo, że przyłapywała się na tym, że czasem zbyt długo mu się przygląda i chciała ponownie poczuć smak jego ust. Przyjaciele nie powinni myśleć o sobie w ten sposób, tutaj wyjątkowo trzymała się tego, co wypada, co wcale nie było w jej przypadku typowym zachowaniem. Nie chciała niczego spieprzyć, starała się więc panować nad sobą i swoimi pragnieniami, chociaż były bardzo uciążliwe.
- To brzmi lepiej od kłamczuchy, więc akceptuję tę sugestię. - Nie do końca się z nią może zgadzała, ale skoro tak mówił, to po prostu to zaakceptowała. Najwyraźniej widział w niej nieco więcej, niż ona sama. Był jej przyjacielem, miał do tego prawo? Czyż nie. Przyjaciele byli dla siebie mili, nie było w tym nic złego.
- To na pewno złudzenie, to zwyczajne, niebieskie oczy, może przez światło wyglądaja dziwnie. - Nie dopatrywała by się w tym niczego innego. Odruchowo też mrugnęła dwa razy, jakby to miało przywrócić kolor jej oczu do normalności. Nigdy jakoś specjalnie się nad nim nie zastanawiała. Za to bardzo dobrze pamiętała odcień jego zielonych oczu, to, jak się zmieniał, kiedy targały nim różne emocje.
- To nic takiego, to tylko włosy. - Uśmiechnęła się do niego, kiedy poczuła dłoń mężczyzny na swojej twarzy, ciepło jego palców było przyjemne, szkoda, że tak szybko zabrał rękę. Wiele by dała, aby poczuć ten dotyk nieco dłużej, miała wrażenie, że poczuła pod skórą iskry, kiedy jej dotykał. To nie było zdrowe, przecież tylko schował jej włosy za ucho, aby się nimi nie udławiła.
- Na szczęście akurat ty wiesz, co jest prawdziwe, chyba zdążyłeś już się co nieco dowiedzieć. - Co najważniejsze - nie uciekł, wręcz przeciwnie rozgościł się dosyć mocno w jej życiu, i nie wydawało jej się, aby chciał z niego odchodzić. Miała świadomość, że ludzie lubią mówić, niekoniecznie mając pojęcie o tym, o czym mówili. Przestało jej to przeszkadzać. Pamiętała zresztą, jakie przedstawienie kiedyś im urządzili, bo przecież Roise również nie miał nieskazitelnej opinii, teraz też pojawiali się dosyć często razem, co mogło przynieść kolejne plotki.
- Będziesz mi musiał kiedyś pokazać te wszystkie różnice, może wtedy bardziej uda mi się to zrozumieć. - Tak, zdecydowanie wolała uczyć się w praktyce, kiedy sobie to wszystko wizualizowała nie do końca odnajdywała się w sytuacji. - Czy one rosną gdzieś koło siebie? - Nie wspominał nic o ich miejscu występowania, a może mogliby wybrać się na łąkę, do lasu, chuj jeden wiedział, gdzie właściwie rosły te kwiatki.
Wzdrygnęła się kiedy usłyszała dźwięk tłuczonego szkła, chyba ktoś już miał dość alkoholu na dzisiaj, a może był to przypadek? Nie udało jej się niestety dostrzec sprawcy zamieszania, w sumie średnio ją to obchodziło, miała przecież najlepsze towarzystwo, jakie tylko mogła sobie wymarzyć.
- Jesteśmy całkiem niezłym wyjątkiem od tej reguły, nie sądzisz? - Nie miała pojęcia, jak to się stało, że tak łatwo potrafili ze sobą koegzystować. To nie powinno się zdarzyć, według tych dziwnych norm, które zostały przyjęte w towarzystwie, ale jakoś sobie z tym radzili. Umieli się dogadać, bez najmniejszego problemu, nie przeszkadzało jej nawet to jego gadanie o roślinach, może nie rozumiała z tego zbyt wiele, ale była w stanie tego słuchać, a to był naprawdę spory sukces.
- Nie przeszkadza mi bycie kontrowersyjnym, chociaż nie mogę zaprzeczyć, że te prowokacje też były całkiem niezłą zabawą. - Sama świadomość, że tak łatwo można wodzić innych za nos, a oni nie mieli o tym zielonego pojęcia była satysfakcjonująca. Byli całkiem niezłym zespołem i doskonale się uzupełniali. Nie spodziewała się nawet, że kiedykolwiek przerodzi się to w przyjaźń, zresztą wtedy zastanawiała się nawet nad tym, czy nie połączyłoby ich coś innego. Polubiła go od samego początku, może nie w ten sposób, w jaki aktualnie próbowała go lubić, ale nie dało się zaprzeczyć, że od zawsze wzbudzał w niej jakieś emocje.
Spędzali ze sobą wiele czasu, bywali u siebie przez całe noce, może nie do końca w sposób, w jaki by chciała, ale jednak prędzej, czy później ktoś na pewno to zauważy. Zresztą podczas tych przyjęć też nie kryli się ze swoją znajomością. Nie byli już sobie obcy, też nie w oczach innych ludzi. Lubiła mieć go przy sobie, chciała wierzyć, że to się nigdy nie skończy, że kiedyś może ewoluuje w kierunku, który bardziej by ją satysfakcjonował. Może jeszcze nie teraz, ale kiedyś? Może znajdzie w sobie odwagę, może jej nie odrzuci? Póki co jednak postanowiła cieszyć się z tego co mieli, skoro nie mogła mieć czegoś więcej. Nie, żeby jej to wystarczało, ale może chociaż odrobinę pocieszało.
- Rycerz brzmi jeszcze lepiej, chociaż daleko mi do księżniczki. - Gdyby była królewną, to nie widziałaby nikogo lepszego do przyjęcia podobnej roli. Tyle, czy w bajkach rycerze nie mieli w zwyczaju spędzać reszty życia z księżniczką? Cóż, na pewno nie chodziło mu o coś takiego, bo przecież byli tylko przyjaciółmi, właściwie, to przyjaciele przecież też mogli spędzić ze sobą całe życie? Może nie było to jej wymarzone zakończenie, ale i takim by nie pogardziła.
- Nie mogę zaprzeczyć, bo wyjątkowo dobrze idzie ci oswajanie mnie, ale nie wiesz też do końca na co mnie stać, bywam naprawdę upierdliwa. - Wolała go ostrzec, bo miała wrażenie, że jeszcze nie do końca wiedział na co się pisze, chociaż, czy aby na pewno? Miał wątpliwą przyjemność już widzieć ją w najróżniejszych sytuacjach i nadal trwał obok. - Z tobą nigdy nie jest nudno Roise i ciągle mnie zaskakujesz. - Od samego początku ich znajomości ją zaskakiwał i nic się w tym nie zmieniło. Nigdy się przy nim nie nudziła, nawet kiedy zaczynał opowiadać jej o tych swoich roślinach. Naprawdę lubiła spędzać z nim czas, mogli razem milczeć, a było to zdecydowanie lepsze milczenie od wszystkich innych, które znała. Wystarczyło, że znajdował się obok, a wszystko zaczynało wyglądać inaczej.
Nie mogła sobie wymarzyć lepszego kompana na spędzenie wieczoru, nie musiała się przy nim ograniczać, no może trochę, ale nie do końca w ten sposób, w który zazwyczaj to robiła. Udało im się całkiem szybko nadgonić kilka kolejek alkoholu, czuła, że zrobiło jej się lekko i przyjemnie, świat delikatnie wirował, nie widziała jednak jeszcze kilka wersji Roisa obok siebie, więc nie było tak źle.
Udało jej się nawet utrzymać równowagę, kiedy okręcił ją wokół własnej osi, nie była więc bardzo mocno nawalona, ale do trzeźwości też sporo jej brakowało. Idealny stan, jak na takie przyjęcie.
Gdy usiadła w końcu na jego płaszczu sięgnęła do swojej twarzy i zdjęła z niej maskę, nie była szczególnie wygodna, postanowiła więc się jej pozbyć.
- Nie miałam nigdy takiego przyjaciela. - Sama nie do końca wiedziała o co jej chodziło, ale chyba chciała się z nim podzielić tym, że miał specjalne miejsce w jej hierarchii znajomych, znajdował się chyba najwyżej na całej liście, znaczy gdyby istniała, to znajdowałby się najwyżej tej listy, bo oczywiście, że nie tworzyła czegoś takiego.
Przeniosła na niego spojrzenie, kiedy położył się na ziemi. Wpatrywała się w Ambroisa dłuższą chwilę, chętnie by mu zawtórowała, ale ta sukienka... nie była szczególnie wygodna, jeśli chodzi o takie wyczyny. Dlatego też po prostu się do niego przesunęła. - Będzie ci wygodniej, jak położysz głowę na mnie, te kawity są całkiem miękkie. - Przyjaciele ułatwiali sobie życie i proponowali podobne rzeczy, prawda? Nie było w tym nic złego.