24.01.2023, 19:07 ✶
Patrzył na nią i słyszał jej słowa. Nie był pewien tylko czy ich słuchał, czy docierały do niego przez tą złość i bezsilność, która dławiła w gardle. Miał już dość tego dnia, tego odczuwania, tego poczucia winy, żalu i niezrozumienia ze strony Sophie. Nie była jednak winna. Nikt wokół nie ponosił winy a on nie potrafił pogodzić się sam ze sobą. Obrywali wszyscy wokół a on zamiast im opowiedzieć co mu dolega to odpowiadał ogólnikami a potem miał pretensje do wszystkich, że nie rozumieją podstawowych rzeczy. Uwaga Sophie wyzwoliła w nim największą złość bowiem powiedziała to w najgorszym momencie. "Dobre imię" nie miało związku tylko z wypadkiem w gabinecie. "Dobre imię" miało związek również z uczuciem do niego żywionym i skandalem jaki się wytworzy jeśli popełni kolejny błąd. Czuł, że tonie a Sophie nie wiedziała czy on unosi się na wodzie bo pływa czy naprawdę zapada się do dna.
Nie odpowiedział jej nawet słowem bo ledwie na nią nawrzeszczał to poczuł się po stokroć gorzej. Miał się z nią pogodzić bo zaczynał ją rozumieć. Zaczynał od najgorszej strony. Był wykończony na każdej płaszczyźnie i nie dawał już rady. Tchórzył, uciekał do wody. Spędził tam dużo czasu do momentu pełnego uspokojenia się. Zaczynał w końcu normalnie oddychać i odczuwać zmęczenie. Zakręcił wodę i nagła cisza jaka zapadła była szokująca. Zdjął z siebie ubranie i nałożył w pasie ręcznik, a na to znaleziony jakiś szlafrok, który na szczęście nie był tak tragicznie krótki. Wyżął z włosów wodę i przeczesał je do tyłu. Wściekał się w duchu na brak różdżki, bez której czuł się jak bez ręki. Ferugs prawie ją stracił. Popatrzył w swoje odbicie i ujrzał żałosny widok. Dość tego przeżywania tragedii bo czasu już nie cofnie. Powinien skupić się na tym aby do reszty nie rozpierdzielić sobie życia. Nabrał tchu i wyszedł z łazienki w akompaniamencie bardzo gorącego powietrza. Zdziwił się na widok Sophie bo był przekonany, że go tu zostawiła i postanowiła wymazać sobie go z pamięci. Zacisnął mięśnie wokół ust na wspomnienie słów jakie między sobą wymienili. Dziewczyna myliła się w tak wielu sprawach jeśli chodzi o jego osobę i to nie była jego wina bo nie pozwolił jej siebie poznać.
- Przepraszam. Niepotrzebnie się wydarłem. - usłyszał swój wysuszony głos, pozbawiony już wszelkich emocji.
- Nadepnęłaś na czuły punkt i wybuchłem. To do mnie niepodobne. - dodał i podszedł do odłamków szkła stłuczonej szklanki. Kucnął i zaczął je ostrożnie zbierać na dłoń.
- Nie uważam, że jesteś w czymkolwiek gorsza. To był najgorszy dzień w moim życiu. Nie chciałem się na tobie wyładować. Nie będę też ci przeszkadzać. Zaraz zorganizuję sobie transport i będziesz miała spokój. - co było kłamstwem bo nie miał ani różdżki ani suchych ubrań ani na tyle przytomności by o tak późnej godzinie zorientować się w terenie. Duma jednak nie pozwalała znów prosić o pomoc. Choćby miał przypłacić to zapaleniem płuc to nie zamierzał więcej się narażać. Wystarczająco paskudnie się czuł a jeśli jeszcze raz dojdzie do kłótni to jego serce pęknie i nic z niego nie zostanie. Zbierał szkło jak najdłużej, każdą błyszczącą drobinę i widział w tych odłamkach swoje pokruszone opanowanie.
Nie odpowiedział jej nawet słowem bo ledwie na nią nawrzeszczał to poczuł się po stokroć gorzej. Miał się z nią pogodzić bo zaczynał ją rozumieć. Zaczynał od najgorszej strony. Był wykończony na każdej płaszczyźnie i nie dawał już rady. Tchórzył, uciekał do wody. Spędził tam dużo czasu do momentu pełnego uspokojenia się. Zaczynał w końcu normalnie oddychać i odczuwać zmęczenie. Zakręcił wodę i nagła cisza jaka zapadła była szokująca. Zdjął z siebie ubranie i nałożył w pasie ręcznik, a na to znaleziony jakiś szlafrok, który na szczęście nie był tak tragicznie krótki. Wyżął z włosów wodę i przeczesał je do tyłu. Wściekał się w duchu na brak różdżki, bez której czuł się jak bez ręki. Ferugs prawie ją stracił. Popatrzył w swoje odbicie i ujrzał żałosny widok. Dość tego przeżywania tragedii bo czasu już nie cofnie. Powinien skupić się na tym aby do reszty nie rozpierdzielić sobie życia. Nabrał tchu i wyszedł z łazienki w akompaniamencie bardzo gorącego powietrza. Zdziwił się na widok Sophie bo był przekonany, że go tu zostawiła i postanowiła wymazać sobie go z pamięci. Zacisnął mięśnie wokół ust na wspomnienie słów jakie między sobą wymienili. Dziewczyna myliła się w tak wielu sprawach jeśli chodzi o jego osobę i to nie była jego wina bo nie pozwolił jej siebie poznać.
- Przepraszam. Niepotrzebnie się wydarłem. - usłyszał swój wysuszony głos, pozbawiony już wszelkich emocji.
- Nadepnęłaś na czuły punkt i wybuchłem. To do mnie niepodobne. - dodał i podszedł do odłamków szkła stłuczonej szklanki. Kucnął i zaczął je ostrożnie zbierać na dłoń.
- Nie uważam, że jesteś w czymkolwiek gorsza. To był najgorszy dzień w moim życiu. Nie chciałem się na tobie wyładować. Nie będę też ci przeszkadzać. Zaraz zorganizuję sobie transport i będziesz miała spokój. - co było kłamstwem bo nie miał ani różdżki ani suchych ubrań ani na tyle przytomności by o tak późnej godzinie zorientować się w terenie. Duma jednak nie pozwalała znów prosić o pomoc. Choćby miał przypłacić to zapaleniem płuc to nie zamierzał więcej się narażać. Wystarczająco paskudnie się czuł a jeśli jeszcze raz dojdzie do kłótni to jego serce pęknie i nic z niego nie zostanie. Zbierał szkło jak najdłużej, każdą błyszczącą drobinę i widział w tych odłamkach swoje pokruszone opanowanie.