09.12.2024, 22:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.03.2025, 21:20 przez Anthony Shafiq.)
Cisza po drugiej stronie drzwi tylko na moment uspokoiła Anthony'ego. Zaraz potem jednak przypomniał sobie o istnieniu ciotecznego siostrzeńca w swojej przestrzeni i jego brwi ściągnęły się niepokojem.
- Nic nie jest w porządku Jasper, musimy jak najszybciej opuścić Ambasadę i iść znaleźc jadeitowy targ. Weź różdżkę, ale spróbuj prosze nic nie czarować na razie. Wytłumaczę Ci po drodze. - rzucił enigmatycznie, i w kilku bardzo długich krokach przeszedł kolejne kilka metrów do kolejnych drzwi. Sprawdzał tylko ich korytarz, gdzie była cała delegacja. Finalnie okazało się, że byli tylko oni, na tej nieoczekiwanej rodzinnej wycieczce.
Szli pieszo. Hotel zdawał się być opustoszały. Gdy znaleźli się na głównym holu, chłopak miał szansę zauważyć (i przypomnieć sobie przy tym), że nie tylko jego lustro było "dziwne". Wielkie przeszklone ściany były teraz matowe. Odbijały conieco z otoczenia, nie było to jednak odbicie jakkolwiek wyraźne, ledwie plamy kolorów i ruch - ich ruch, dwóch osób przemieszczających się przy akompaniamencie szurania stóp.
Buty były bardzo niewygodne. A potem skręcili w inną stronę, niż Jasper zapamiętał, że jest recepcja i wyjście. I zegary. Ich liczby były.. nie w tą stronę.
- Niestety, nie wiem... to może moja siostra. Wykorzystała to, że jestes tu po raz pierwszy, a ja nigdy nie dawałem się jej złapać. Nie wiem jak nas nakuła, ale oto jesteśmy. Witaj w egipskiej krainie luster Jasperze. Mamy tylko kilka godzin, by znaleźć drogę do domu, ale co to dla nas, czyż nie? - próbował mieć lekki ton, ale widać było po jego twarzy zmęczenie i irytację, choć oczywiście chłopak nie był adresatem żadnej z tych emocji.
Niedługo po opuszczeniu hotelu znaleźli się w mugolskim parku choć... może nie do końca mugolskim? Pośród strzelistych palm, rozbudowanych fontann i eleganckich kompleksów restauracyjnych włóczyły się cienie. Dziwne. Smętne. Zszarzałe. Shafiq bardzo starał się na nie nie patrzeć. Nie przywoływał żadnej magii, parł przed siebie pieszo.
- Nic nie jest w porządku Jasper, musimy jak najszybciej opuścić Ambasadę i iść znaleźc jadeitowy targ. Weź różdżkę, ale spróbuj prosze nic nie czarować na razie. Wytłumaczę Ci po drodze. - rzucił enigmatycznie, i w kilku bardzo długich krokach przeszedł kolejne kilka metrów do kolejnych drzwi. Sprawdzał tylko ich korytarz, gdzie była cała delegacja. Finalnie okazało się, że byli tylko oni, na tej nieoczekiwanej rodzinnej wycieczce.
Szli pieszo. Hotel zdawał się być opustoszały. Gdy znaleźli się na głównym holu, chłopak miał szansę zauważyć (i przypomnieć sobie przy tym), że nie tylko jego lustro było "dziwne". Wielkie przeszklone ściany były teraz matowe. Odbijały conieco z otoczenia, nie było to jednak odbicie jakkolwiek wyraźne, ledwie plamy kolorów i ruch - ich ruch, dwóch osób przemieszczających się przy akompaniamencie szurania stóp.
Buty były bardzo niewygodne. A potem skręcili w inną stronę, niż Jasper zapamiętał, że jest recepcja i wyjście. I zegary. Ich liczby były.. nie w tą stronę.
- Niestety, nie wiem... to może moja siostra. Wykorzystała to, że jestes tu po raz pierwszy, a ja nigdy nie dawałem się jej złapać. Nie wiem jak nas nakuła, ale oto jesteśmy. Witaj w egipskiej krainie luster Jasperze. Mamy tylko kilka godzin, by znaleźć drogę do domu, ale co to dla nas, czyż nie? - próbował mieć lekki ton, ale widać było po jego twarzy zmęczenie i irytację, choć oczywiście chłopak nie był adresatem żadnej z tych emocji.
Niedługo po opuszczeniu hotelu znaleźli się w mugolskim parku choć... może nie do końca mugolskim? Pośród strzelistych palm, rozbudowanych fontann i eleganckich kompleksów restauracyjnych włóczyły się cienie. Dziwne. Smętne. Zszarzałe. Shafiq bardzo starał się na nie nie patrzeć. Nie przywoływał żadnej magii, parł przed siebie pieszo.