Wybuchowa reakcja Rose nie przeszła bez odpowiedzi:
- Przez Was idioci mogliśmy stracić drugi eksponat! Rozdzieliłem je w ostatniej chwili po uprzednim ostrzeżenieniu, to nie moja wina, że jesteście bandą niedouczonych... - nausznik rozplaskał się na jego twarzy i przez moment brunet próbował go złapać, choć bezskutecznie. Widać było, że jest w podobnych emocjach co pozostałe osoby, ale też zmiarkował się przez wzgląd na obecność najprawdopodobniej głównie samej zarządzającej Towarzystwem.
Ostatecznie rzeczywiście Abbot, po pożegnaniu się z Norą, zdecydowała się podejmować ich osobno. Wysłuchała racji każdego (w tym Uruquata), zapewniła że tuba i ziemia zostaną w roślinach wymienione, na podstawie przedstawionych analiz ziemi zaleciła zwiększenie w proporcji nawozów.
Mirabella Abbott zdziwiła się sugestią Roselyn, że mandragora mogłaby pozyskiwać również energię z ludzi i wyrażnie dodała znak zapytania do tej hipotezy, której nie mieli szans potwierdzić w trakcie przeprowadzonych badań. Z wyraźną ulgą przyjęła deklarację Victorii i z radością powitała ją, jako nową członkinię Towarzystwa. Drabiny zasugerowane przez Ambroise'a również znalazły się w notatkach, choć Abbott wyraźnie zmęczona, wspomniała coś o magii kształtowania, czy transmutacji które zwykle, nawet na niskim poziomie, mogą zaspokoić potrzeby na tak prymitywne przedmioty w otoczeniu. Mimo wszystko, nie zamierzała się już z nikim kłócić, przyjęła kolejną skargę na swojego asystenta obok pozostałych danych wynikających z tego - mimo wszystko - owocnego spotkania. Victoria i Roselyn zostały również zanotowane, jako osoby chętne do dalszego eksplorowania możliwości rośliny.
Poprosiła też oczywiście Jonathana o podesłanie informacji dotyczących kraju, najlepiej konkretnego miasta czy regionu z którego sprowadzono roślinę, oraz kontakt do jej poprzedniego właściciela i rzeczywiście kilka dni później zainteresowani dostali informację, że eksponat pochodził z Tunezji, a poprezdni właściciel niestety umarł ze starości, zaś jego synowie nie zamierzali kontynuować biznesu ojca i sprzedali go wraz z całą, mocno zabałaganioną dokumentacją. Zgodnie z zeznaniami urzędników pracujących na grnaicy - nic nie wskazywało wcześniej na to, aby pudło zawierało niebezpieczne składniki - mandragory miały byc zasuszone i absolutnie normalnych rozmiarów, a gdy tylko pojawił się smród i dziwne dźwięki - OMSHM został o tym poinformowany. Abbott zarządziła pozostawienie rośliny w spokoju do czasu wypuszczenia charakterystycznej róży i obiecała, że da wtedy ochotnikom znać.
Rany zostały opatrzone, herbata wypita, a - w przypadku niektórych - topory odkopane. Nieco chaotyczne przebieg spotkania sprawił, że asystent Abbott wypadł nieco z jej łask, niektórzy z co bardziej ambitnych badaczy roślin zaczęło rozważać przejęcie jego "funkcji". Czy jednak było to ostatnie słowo Ururquata w tej sprawie? Czy owe dziwnie wynaturzone przedstawicielki pustynnego gatunku były szansą na eliksiry lecznice? A może zmyślną broń biologiczną? A może pokusa rozprowadzenia egzotycznego afrodyzjaku wzmocnionego surową magią na czarnym rynku byłaby zbyt wielka, by tak łatwo pozostawić różę bez należytej opieki?
Na te odpowiedzi miał przynieść odpowiedź czas, a cierpliwość była jedną z najznamienitszych cech każdego botanika.
- Przez Was idioci mogliśmy stracić drugi eksponat! Rozdzieliłem je w ostatniej chwili po uprzednim ostrzeżenieniu, to nie moja wina, że jesteście bandą niedouczonych... - nausznik rozplaskał się na jego twarzy i przez moment brunet próbował go złapać, choć bezskutecznie. Widać było, że jest w podobnych emocjach co pozostałe osoby, ale też zmiarkował się przez wzgląd na obecność najprawdopodobniej głównie samej zarządzającej Towarzystwem.
Ostatecznie rzeczywiście Abbot, po pożegnaniu się z Norą, zdecydowała się podejmować ich osobno. Wysłuchała racji każdego (w tym Uruquata), zapewniła że tuba i ziemia zostaną w roślinach wymienione, na podstawie przedstawionych analiz ziemi zaleciła zwiększenie w proporcji nawozów.
Mirabella Abbott zdziwiła się sugestią Roselyn, że mandragora mogłaby pozyskiwać również energię z ludzi i wyrażnie dodała znak zapytania do tej hipotezy, której nie mieli szans potwierdzić w trakcie przeprowadzonych badań. Z wyraźną ulgą przyjęła deklarację Victorii i z radością powitała ją, jako nową członkinię Towarzystwa. Drabiny zasugerowane przez Ambroise'a również znalazły się w notatkach, choć Abbott wyraźnie zmęczona, wspomniała coś o magii kształtowania, czy transmutacji które zwykle, nawet na niskim poziomie, mogą zaspokoić potrzeby na tak prymitywne przedmioty w otoczeniu. Mimo wszystko, nie zamierzała się już z nikim kłócić, przyjęła kolejną skargę na swojego asystenta obok pozostałych danych wynikających z tego - mimo wszystko - owocnego spotkania. Victoria i Roselyn zostały również zanotowane, jako osoby chętne do dalszego eksplorowania możliwości rośliny.
Poprosiła też oczywiście Jonathana o podesłanie informacji dotyczących kraju, najlepiej konkretnego miasta czy regionu z którego sprowadzono roślinę, oraz kontakt do jej poprzedniego właściciela i rzeczywiście kilka dni później zainteresowani dostali informację, że eksponat pochodził z Tunezji, a poprezdni właściciel niestety umarł ze starości, zaś jego synowie nie zamierzali kontynuować biznesu ojca i sprzedali go wraz z całą, mocno zabałaganioną dokumentacją. Zgodnie z zeznaniami urzędników pracujących na grnaicy - nic nie wskazywało wcześniej na to, aby pudło zawierało niebezpieczne składniki - mandragory miały byc zasuszone i absolutnie normalnych rozmiarów, a gdy tylko pojawił się smród i dziwne dźwięki - OMSHM został o tym poinformowany. Abbott zarządziła pozostawienie rośliny w spokoju do czasu wypuszczenia charakterystycznej róży i obiecała, że da wtedy ochotnikom znać.
Rany zostały opatrzone, herbata wypita, a - w przypadku niektórych - topory odkopane. Nieco chaotyczne przebieg spotkania sprawił, że asystent Abbott wypadł nieco z jej łask, niektórzy z co bardziej ambitnych badaczy roślin zaczęło rozważać przejęcie jego "funkcji". Czy jednak było to ostatnie słowo Ururquata w tej sprawie? Czy owe dziwnie wynaturzone przedstawicielki pustynnego gatunku były szansą na eliksiry lecznice? A może zmyślną broń biologiczną? A może pokusa rozprowadzenia egzotycznego afrodyzjaku wzmocnionego surową magią na czarnym rynku byłaby zbyt wielka, by tak łatwo pozostawić różę bez należytej opieki?
Na te odpowiedzi miał przynieść odpowiedź czas, a cierpliwość była jedną z najznamienitszych cech każdego botanika.
Koniec sesji