10.12.2024, 23:20 ✶
Lestrange uśmiechnął się kącikiem ust. Małe faux pas - nie nazwałby tak tego. Być może dla niego takie było, lecz on sam zdawał sobie sprawę z tego, jak potężną moc miały słowa. Obojętnie czy były to słowa pisane, czy mówione. Słowa potrafiły ranić dużo bardziej, niż czyny. To one wygrywały bitwy, które przyczyniały się do wygranych wojen. Nie miecze, nie różdżki - właśnie słowa.
Wyczuwał zmianę tonu głosu, wyczuwał niewypowiedziane słowa, które opinały struny głosowe Perseusa. Nie musiał zadawać tego pytania, skoro nie chciał znać na nie odpowiedzi, lecz jednak to pytanie padło. Jednocześnie unikał jego spojrzenia, wodząc wzrokiem wszędzie, tylko nie po twarzy. Jak kochanka, która po upojnej nocy pyta zajętego mężczyzny, czy istnieją jakieś szanse na zerwanie zaręczyn, małżeństwa czy porzucenia rodziny. Kim dla niego był Perseus? Milczał, bo sam nie znał na to pytanie odpowiedzi. Dziwił się w zasadzie, że to pytanie tak szybko padło, bo przecież dopiero co mieli okazję zamienić ze sobą więcej słów poza wymuszonymi uprzejmościami na którymś z kolei przyjęciu, na którym się przypadkowo znaleźli. Gdy otworzył usta, by mu odpowiedzieć, poczuł na nich miękki dotyk ciepłych warg. Mruknął coś niezrozumiale, nie mając mu za złe takiego urwania tematu. Co nie znaczyło, że nie planował dorzucić do tej konwersacji swoich trzech sykli. Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił.
- Gdy tylko poznam odpowiedź na to pytanie, udzielę ci jej - szepnął, przesuwając dłonią po materiale czarnego szlafroka. - Chcę jednak żebyś wiedział, że nie planowałem nic z tego, co się wydarzyło tego wieczoru.
Zadziwiające, jak bardzo nie musiał kłamać w tej rozmowie. Nie musiał dbać o przyspieszający podczas kłamstw puls i oddech, bo mówił szczerze i prawdziwie. Nie planował zaciągać Perseusa do łóżka, nie miał pojęcia do tej pory o jego preferencjach. Nie planował również w ogóle go spotkać w Fontannie Szczęśliwego Losu. Chociaż, co zabawne, to właśnie kapryśny Los rzucił ich sobie w objęcia.
Nie tylko ruszył za nim, ale również użyczył mu swojego ramienia, jeżeli tylko Black się nie odsunął. Ludzie mogli być słabi na wiele sposobów, lecz słabość fizyczna nigdy nie była dla Rodolphusa czymś, czego należało się wstydzić. Ludzkie ciało było niedoskonałe i potrzeba było naprawdę niewiele, by doprowadzić je do ruiny. Często nie z własnej woli. W tym wypadku nie oceniał - dla niego liczyło się to, co człowiek miał w głowie. Jakie miał poglądy, jak się wysławiał i jak bardzo był odporny na propagandę, którą jątrzyło Ministerstwo. To umysł był tym, co pociągało Lestrange'a: na ciałach zawiódł się zbyt wiele razy.
Najpierw usiadł przy stole, obserwując jak Perseus szuka różdżki, a potem zapałek. Uniósł nieco brwi, gdy podjął temat zemsty i zasugerował, że być może szuka niewłaściwej osoby. Urwał jednak, co spotkało się z grymasem na twarzy Rodolphusa. Nie lubił, gdy ktoś przerywał w połowie zdania, jego myśli pędziły wtedy jak wściekłe i żądały odpowiedzi tu i teraz, najlepiej natychmiast. Wstał więc, nie mogąc również znieść widoku krzywo pokrojonych kromek. Delikatnie ujął obie dłonie Blacka, przyklejając tors do jego pleców. Nakierował je odpowiednio, by nadać wypiekowi odpowiedniego kształtu. Równego, takiego jaki powinien mieć.
- On? - zapytał cicho, puszczając jego dłonie. Z masłem powinien już sobie poradzić, prawda? Najwyżej poprawi później, chociaż jego umysł już zgrzytał metaforycznymi zębami na tak niedbałe smarowanie. Za duży nacisk, zaraz przerwie środek chleba. Perseusie, co ty najlepszego robisz? - krzyczała jego podświadomość. Zabierz mu to masło, przecież na tej części jest go za dużo, a tam za mało! - Nie przeszkadzają mi, chociaż wolę je osobno na talerzu.
Odpowiedział, odsuwając się na tyle, by dać mu przestrzeń. Oparł się biodrem o bok blatu, a ręce zaplótł na klatce piersiowej.
- Wydajesz się mieć zbyt wiele wiary w ludzi, którzy kiedyś ci grozili - powiedział, odwracając głowę. Utkwił wzrok w obrusie. - To tak, jakbym ja teraz zaprosił Trix na herbatę.
Wyrwało mu się, zanim zdążył ugryźć się w język.
Wyczuwał zmianę tonu głosu, wyczuwał niewypowiedziane słowa, które opinały struny głosowe Perseusa. Nie musiał zadawać tego pytania, skoro nie chciał znać na nie odpowiedzi, lecz jednak to pytanie padło. Jednocześnie unikał jego spojrzenia, wodząc wzrokiem wszędzie, tylko nie po twarzy. Jak kochanka, która po upojnej nocy pyta zajętego mężczyzny, czy istnieją jakieś szanse na zerwanie zaręczyn, małżeństwa czy porzucenia rodziny. Kim dla niego był Perseus? Milczał, bo sam nie znał na to pytanie odpowiedzi. Dziwił się w zasadzie, że to pytanie tak szybko padło, bo przecież dopiero co mieli okazję zamienić ze sobą więcej słów poza wymuszonymi uprzejmościami na którymś z kolei przyjęciu, na którym się przypadkowo znaleźli. Gdy otworzył usta, by mu odpowiedzieć, poczuł na nich miękki dotyk ciepłych warg. Mruknął coś niezrozumiale, nie mając mu za złe takiego urwania tematu. Co nie znaczyło, że nie planował dorzucić do tej konwersacji swoich trzech sykli. Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił.
- Gdy tylko poznam odpowiedź na to pytanie, udzielę ci jej - szepnął, przesuwając dłonią po materiale czarnego szlafroka. - Chcę jednak żebyś wiedział, że nie planowałem nic z tego, co się wydarzyło tego wieczoru.
Zadziwiające, jak bardzo nie musiał kłamać w tej rozmowie. Nie musiał dbać o przyspieszający podczas kłamstw puls i oddech, bo mówił szczerze i prawdziwie. Nie planował zaciągać Perseusa do łóżka, nie miał pojęcia do tej pory o jego preferencjach. Nie planował również w ogóle go spotkać w Fontannie Szczęśliwego Losu. Chociaż, co zabawne, to właśnie kapryśny Los rzucił ich sobie w objęcia.
Nie tylko ruszył za nim, ale również użyczył mu swojego ramienia, jeżeli tylko Black się nie odsunął. Ludzie mogli być słabi na wiele sposobów, lecz słabość fizyczna nigdy nie była dla Rodolphusa czymś, czego należało się wstydzić. Ludzkie ciało było niedoskonałe i potrzeba było naprawdę niewiele, by doprowadzić je do ruiny. Często nie z własnej woli. W tym wypadku nie oceniał - dla niego liczyło się to, co człowiek miał w głowie. Jakie miał poglądy, jak się wysławiał i jak bardzo był odporny na propagandę, którą jątrzyło Ministerstwo. To umysł był tym, co pociągało Lestrange'a: na ciałach zawiódł się zbyt wiele razy.
Najpierw usiadł przy stole, obserwując jak Perseus szuka różdżki, a potem zapałek. Uniósł nieco brwi, gdy podjął temat zemsty i zasugerował, że być może szuka niewłaściwej osoby. Urwał jednak, co spotkało się z grymasem na twarzy Rodolphusa. Nie lubił, gdy ktoś przerywał w połowie zdania, jego myśli pędziły wtedy jak wściekłe i żądały odpowiedzi tu i teraz, najlepiej natychmiast. Wstał więc, nie mogąc również znieść widoku krzywo pokrojonych kromek. Delikatnie ujął obie dłonie Blacka, przyklejając tors do jego pleców. Nakierował je odpowiednio, by nadać wypiekowi odpowiedniego kształtu. Równego, takiego jaki powinien mieć.
- On? - zapytał cicho, puszczając jego dłonie. Z masłem powinien już sobie poradzić, prawda? Najwyżej poprawi później, chociaż jego umysł już zgrzytał metaforycznymi zębami na tak niedbałe smarowanie. Za duży nacisk, zaraz przerwie środek chleba. Perseusie, co ty najlepszego robisz? - krzyczała jego podświadomość. Zabierz mu to masło, przecież na tej części jest go za dużo, a tam za mało! - Nie przeszkadzają mi, chociaż wolę je osobno na talerzu.
Odpowiedział, odsuwając się na tyle, by dać mu przestrzeń. Oparł się biodrem o bok blatu, a ręce zaplótł na klatce piersiowej.
- Wydajesz się mieć zbyt wiele wiary w ludzi, którzy kiedyś ci grozili - powiedział, odwracając głowę. Utkwił wzrok w obrusie. - To tak, jakbym ja teraz zaprosił Trix na herbatę.
Wyrwało mu się, zanim zdążył ugryźć się w język.