11.12.2024, 16:13 ✶
Nie był tutaj sam, to prawda, ale to nie znaczyło jeszcze, że zawsze będzie miał go obok. On zniknie. Jego przyszłość właśnie zrobiła się ciemna, bo dostęp do słońca przysłoniły mu czarne jak smoła chmury. Wszystko, co osiągnął. Wszystko, co budował... oh tak, był geniuszem, ale czy bycie geniuszem było wystarczające? Nie byłby pierwszym wizjonerem wchodzącym w życie z wielkim przytupem tylko po to, żeby wypalić się tak szybko jak zapałka.
Trzymał go wciąż i próbował zachować jakiekolwiek pozory stabilności, ale te jego ciało go zdradzało. Spadła z niego maska. Ręce, zawsze tak elegancko złożone, gestykulujące, teraz nerwowo szarpały Morpheusa za mankiety.
- Wszys-
Pociągnął nosem. Wyglądał, jakby szukał w wypowiadanych słowach, ucieczki, ale już teraz było oczywiste, że one go zdradzą.
- Wszystko, co miało nas zabezpieczyć rozpa-adnie się na kawałki. - Dolohov wyglądał jak poranione zwierzę. Zdesperowane, u kresu życia, jego ciałem wstrząsały konwulsje wskazujące na to, że kompletnie nie radzi sobie z tym, co go przytłacza. To był atak paniki, ale taki najgorszego sortu. Po chwili każde słowo, które próbował wypowiedzieć, ginęło w chrapliwym oddechu, aż wreszcie po opuchniętej twarzy popłynęła tak duża ilość łez, aby kompletnie się poddał. Jego wątłe ramiona zadygotały pod ciężarem prawdy. Ciężarem, którego już nie mógł udźwignąć.
Jego ciało drżało. Drżały jego chłodne dłonie, jego głos, noga ujęta przez Morpheusa.
- Ch...wili... - powiedział to, jakby w międzyczasie zadławił się powietrzem. - Co mi z jakiejkolwiek pojedynczej chwili - kontynuował bardzo niewyraźnie - skoro on cię zabije. Z-zabierze cię. - Zakrył twarz dłońmi. - Ja chcę każdą chwilę, każde drgnienie twojego serca, chciałem mieć to wszystko, a ty znikniesz. - Pociągnął nosem. Chciał przetrzeć oko z łez, ale to przecież nie było możliwe przez opuchliznę. Momentalnie przypomniał sobie o tym jak wygląda i na jego twarzy pojawił się niewyraźny grymas. - Zostanie po tobie tylko echo. - To nie było sprawiedliwe. Historie o miłości nie powinny kończyć się w taki sposób.
Puste echo tych pocałunków. Miał być na zawsze, a teraz wydawało mu się, że każde wzniesienie się klatki piersiowej Morpheusa zwiastowało koniec. Zgubę. Być z nim to jak pozwolić trawić się ogniu, ale przecież każdy jego dotyk bił w sercu Dolohova jak dzwon.
- To wszystko wkrótce zniknie - i załkał. Zamilkł już kompletnie, nic z siebie nie mógł wydusić. To wszystko wkrótce zniknie, a ja boję się, milczę, umieram. Wystawił do niego ręce, w błagalnym geście, żeby go wreszcie chwycił, ale trochę też po to, żeby złapać coś, co na ten moment wydawało mu się nieuchwytne.
Trzymał go wciąż i próbował zachować jakiekolwiek pozory stabilności, ale te jego ciało go zdradzało. Spadła z niego maska. Ręce, zawsze tak elegancko złożone, gestykulujące, teraz nerwowo szarpały Morpheusa za mankiety.
- Wszys-
Pociągnął nosem. Wyglądał, jakby szukał w wypowiadanych słowach, ucieczki, ale już teraz było oczywiste, że one go zdradzą.
- Wszystko, co miało nas zabezpieczyć rozpa-adnie się na kawałki. - Dolohov wyglądał jak poranione zwierzę. Zdesperowane, u kresu życia, jego ciałem wstrząsały konwulsje wskazujące na to, że kompletnie nie radzi sobie z tym, co go przytłacza. To był atak paniki, ale taki najgorszego sortu. Po chwili każde słowo, które próbował wypowiedzieć, ginęło w chrapliwym oddechu, aż wreszcie po opuchniętej twarzy popłynęła tak duża ilość łez, aby kompletnie się poddał. Jego wątłe ramiona zadygotały pod ciężarem prawdy. Ciężarem, którego już nie mógł udźwignąć.
Jego ciało drżało. Drżały jego chłodne dłonie, jego głos, noga ujęta przez Morpheusa.
- Ch...wili... - powiedział to, jakby w międzyczasie zadławił się powietrzem. - Co mi z jakiejkolwiek pojedynczej chwili - kontynuował bardzo niewyraźnie - skoro on cię zabije. Z-zabierze cię. - Zakrył twarz dłońmi. - Ja chcę każdą chwilę, każde drgnienie twojego serca, chciałem mieć to wszystko, a ty znikniesz. - Pociągnął nosem. Chciał przetrzeć oko z łez, ale to przecież nie było możliwe przez opuchliznę. Momentalnie przypomniał sobie o tym jak wygląda i na jego twarzy pojawił się niewyraźny grymas. - Zostanie po tobie tylko echo. - To nie było sprawiedliwe. Historie o miłości nie powinny kończyć się w taki sposób.
Puste echo tych pocałunków. Miał być na zawsze, a teraz wydawało mu się, że każde wzniesienie się klatki piersiowej Morpheusa zwiastowało koniec. Zgubę. Być z nim to jak pozwolić trawić się ogniu, ale przecież każdy jego dotyk bił w sercu Dolohova jak dzwon.
- To wszystko wkrótce zniknie - i załkał. Zamilkł już kompletnie, nic z siebie nie mógł wydusić. To wszystko wkrótce zniknie, a ja boję się, milczę, umieram. Wystawił do niego ręce, w błagalnym geście, żeby go wreszcie chwycił, ale trochę też po to, żeby złapać coś, co na ten moment wydawało mu się nieuchwytne.
with all due respect, which is none