11.12.2024, 19:56 ✶
W odpowiedzi roześmiał się cicho. Och, jakże tego potrzebował, takiego małego rozładowania napięcia. Mimowolnie oparł głowę na ramieniu Rodolphusa, przyglądając się swojemu kanapkowemu antydziełu.
— Wyobrażam sobie, że ma na imię Aldéric — odparł, uchylając nieco rąbka tajemnicy w kwestii tożsamości mściwego kochanka. A potem spoważniał, ujął dłoń drugiego mężczyzny i ucałował jego knykcie, jeden po drugim. Znał smak samotności; jeszcze lepiej znał gorycz świadomości, że osoba, która określała się mianem remedium na ich bolączki, okazywała się mieć w tym swój interes. Że nie byli z nimi dla ich samych, lecz w powodu pokaźnej sumy na ich kontach bankowych. — Gdy pracowałem w szpitalu we Francji, pewna pielęgniarka uporczywie próbowała zaciągnąć mnie do łóżka. Na początku mnie to nawet rozczuliło, że tak piękna dziewczyna zwróciła uwagę właśnie na mnie. Później zrobiło się niezręcznie, gdy w swoich zalotach zaczęła przechodzić samą siebie, a na koniec podsłuchałem jak rozmawia ze swoją przyjaciółką o tym, że... Że mając dziecko z kimś takim jak ja, byłaby ustawiona do końca życia. Czy to nie okrutne? Powoływać na świat nowego człowieka i żerować na wstydzie jego ojca dla garści galeonów, by utrzymać jego istnienie w sekrecie. A może... stałem się zbyt sentymentalny przez ciążę Vespery.
Wieść o tym, że wkrótce ród Blacków się powiększy była tajemnicą poliszynela; szeptano o tym nad filiżankami herbat w gwarnych kawiarniach i za wachlarzami, podawano to sobie nad szklaneczką whisky w klubach dla dżentelmenów z udawanym oburzeniem. Nie widział zatem sensu w ukrywaniu tego faktu.
— Myślę, że... — że to moja wina, chciał powiedzieć, ale przerwało mu gwizdanie czajnika. Odsunął się od Rodolphusa, a potem już całkiem odwrócił się do niego plecami, udając, że jest niesamowicie zajęty przygotowaniem herbaty, jakby był to jakiś eliksir wymagający niesamowitego skupienia, a nie zalanie wodą suszonych liści z bergamotką. — Myślę, że dobrze się stało. Rozmawiałem z nią przed weselem i... Miała pewne wątpliwości co do waszej wspólnej przyszłości.
Skromna kolacja znalazła się na stole kuchennym, a Perseus zachęcił gestem swojego gościa, aby usiadł obok niego. Nie naprzeciwko, na jednym z czterech krzeseł, ale ramię w ramię. Sam podciągnął zdrową nogę i usiadł na niej, nie zważając przy tym na konwenanse. Pożałuje tego za kilka minut, gdy straci w niej czucie, ale na razie było mu wygodnie.
— Jak się z tym czujesz?
— Wyobrażam sobie, że ma na imię Aldéric — odparł, uchylając nieco rąbka tajemnicy w kwestii tożsamości mściwego kochanka. A potem spoważniał, ujął dłoń drugiego mężczyzny i ucałował jego knykcie, jeden po drugim. Znał smak samotności; jeszcze lepiej znał gorycz świadomości, że osoba, która określała się mianem remedium na ich bolączki, okazywała się mieć w tym swój interes. Że nie byli z nimi dla ich samych, lecz w powodu pokaźnej sumy na ich kontach bankowych. — Gdy pracowałem w szpitalu we Francji, pewna pielęgniarka uporczywie próbowała zaciągnąć mnie do łóżka. Na początku mnie to nawet rozczuliło, że tak piękna dziewczyna zwróciła uwagę właśnie na mnie. Później zrobiło się niezręcznie, gdy w swoich zalotach zaczęła przechodzić samą siebie, a na koniec podsłuchałem jak rozmawia ze swoją przyjaciółką o tym, że... Że mając dziecko z kimś takim jak ja, byłaby ustawiona do końca życia. Czy to nie okrutne? Powoływać na świat nowego człowieka i żerować na wstydzie jego ojca dla garści galeonów, by utrzymać jego istnienie w sekrecie. A może... stałem się zbyt sentymentalny przez ciążę Vespery.
Wieść o tym, że wkrótce ród Blacków się powiększy była tajemnicą poliszynela; szeptano o tym nad filiżankami herbat w gwarnych kawiarniach i za wachlarzami, podawano to sobie nad szklaneczką whisky w klubach dla dżentelmenów z udawanym oburzeniem. Nie widział zatem sensu w ukrywaniu tego faktu.
— Myślę, że... — że to moja wina, chciał powiedzieć, ale przerwało mu gwizdanie czajnika. Odsunął się od Rodolphusa, a potem już całkiem odwrócił się do niego plecami, udając, że jest niesamowicie zajęty przygotowaniem herbaty, jakby był to jakiś eliksir wymagający niesamowitego skupienia, a nie zalanie wodą suszonych liści z bergamotką. — Myślę, że dobrze się stało. Rozmawiałem z nią przed weselem i... Miała pewne wątpliwości co do waszej wspólnej przyszłości.
Skromna kolacja znalazła się na stole kuchennym, a Perseus zachęcił gestem swojego gościa, aby usiadł obok niego. Nie naprzeciwko, na jednym z czterech krzeseł, ale ramię w ramię. Sam podciągnął zdrową nogę i usiadł na niej, nie zważając przy tym na konwenanse. Pożałuje tego za kilka minut, gdy straci w niej czucie, ale na razie było mu wygodnie.
— Jak się z tym czujesz?
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory