Ostatnie dni były spokojne. Niewiele się działo. Niewiele spraw znajdywało się na głowie Theona. Podczas gdy aurorzy i brygadziści mieli prawdziwe urwanie głowy, znaczna większość pracowników Ministerstwa żyła już tylko i wyłącznie zbliżającym się świętem. Wśród urzędników dało się wyczuć pewne rozprężenie. Nikt się nie śpieszył, mało kto brał pod uwagę zostawanie po godzinach. Zwłaszcza, że wiosna była w pełni. Pogoda, do niedawna dość paskudna, zmieniała się na lepsze.
Na ostatni weekend kwietnia, Travers nie posiadał żadnych konkretnych planów. Zamierzał więc korzystać z tej odrobiny wolności, która została mu dana. Będzie co będzie. Niekiedy warto było zdać się na ślepy los. Godzina nie była najwcześniejsza, kiedy opuścił swoje mieszkanie i podobnie jak to miało miejsce w ostatnich dniach, skierował się do Nory Nory. Zdążył już uzależnić się od tamtejszej kawy, ale też wypieków wychodzących spod ręki kobiety, do której klubokawiarnia należała.
Pech chciał, że było zamknięte.
Szczęście natomiast, że wpadli na siebie z Norą, która była całkiem sama i miała do wykonania naprawdę dużo roboty; sporo kartonów do przeniesienia.
- Nie szkodzi. - zapewnił ją.
Chwilę porozmawiali. Niedługą. Dowiedział się, że jest sama. Powiedziała mu, że szykuje na Beltane własne stoisko. I jakoś tak Theona tchnęło, że zaproponował kobiecie pomoc. Widać przez te ostatnie dni po prostu musiał ją polubić.
Bo przecież nie miał żadnych ukrytych motywów, prawda?
Choć sam nie posiadał problemów z teleportacją, szybko okazało się, że nie przedostaną się na polanę tym sposobem. Trzeba było skorzystać ze świstoklika. Trzeba było do niego dotrzeć razem z przygotowanymi przez Norę rzeczami. Nie marudził z tego powodu. Skoro już się zaoferował, to akceptował sytuację taką jaka była.
- Jasne, wybierz na spokojnie odpowiednie miejsce. - nie zamierzał się wtrącać. Był tutaj przede wszystkim od noszenia rzeczy. Wziął od Nory kartony. Był z niego całkiem spory kawał chłopa, nie sprawiały mu one większego problemu. Tyle, że były nieco nieporęczne. - Nie dziękuj, postaw później kawę. Nie wiem co dodajesz do kawy w Norze, ale sama już pewnie zauważyłeś, że się od niej odrobinę uzależniłem. - pozwolił sobie na drobny żarcik, nawiązujący do sytuacji, która faktycznie miała miejsce. - Daj jeszcze jeden, zanim sama pod nimi zginiesz. - zaproponował jeszcze, przyglądając się całej tej stercie rzeczy, które udało się Norze przetransportować.