11.12.2024, 21:33 ✶
Wrzesień przyniósł tak potrzebny oddech. Gdy sprawa Muzy i przygotowywanych dla niej kreacji się skończyła, a Raphaela czuła się już lepiej po tym bezczelnym ataku, również Lorenz mógł odetchnąć. Wciąż czuł się winny, oczywiście, ale wyczekiwał spotkania ze śliczną panną Avery.
Niełatwo było znaleźć sobie zajęcie, gdy postanowieniem matki należało wziąć wolny wieczór. Pani Laura Remington dbała o swojego syna i widząc, jak ten po powrocie z pracy w Ministerstwie od razu siada do krawiectwa, postanowiła zainterweniować.
Przyprowadź mi synową, zażądała, wciskając mu w ręce parę banknotów, jakby ten mały start miał wystarczyć na wieczór pełen wrażeń. Problemem było jednak to, że Enzo wcale nie miał ochoty na wrażenia, nie miał ochoty na wychodzenie i najchętniej po prostu usiadłby do zamówień, które składało coraz więcej czarodziejów. Jego umiejętności w końcu były dostrzegane i było to ważniejsze od domniemanej synowej. Gdyby tylko matka wiedziała, że kobiety nie były jedynymi, za którymi oglądał się jej syn...
Lecz być może Laura miała rację, być może Enzo powinien wyjść, rozerwać się, zapomnieć o problemach. Kroki zaprowadziły go do magicznej dzielnicy, a gdy już dotarł do Dziurawego Kotła, to i tam pozostał. Wśród przeróżnej maści dziwaków miał nie wyróżniać się jako mugolak, którego sama obecność sprawiała, iż czystokrwiste panny miały problemy.
Widział dno dopiero pierwszego kufla, gdy panience obok coś spadło i Enzo odruchowo zanurkował, by podnieść paczkę z podłogi. Los chciał, że w tym samym momencie właścicielka zamierzała zrobić to samo.
- Au! To znaczy, wybacz. - Powiedział do kobiety, gdy stuknęli się czołami. Podniósł oczy na nieszczęśliwie uderzoną i nie musiał się długo zastanawiać, by wiedzieć, kogo ujrzał. - Faye! Faye… Travers, zgadza się? - Dopytał, a na jego usta wstąpił uśmiech. - Faye Travers, co za spotkanie!
Niełatwo było znaleźć sobie zajęcie, gdy postanowieniem matki należało wziąć wolny wieczór. Pani Laura Remington dbała o swojego syna i widząc, jak ten po powrocie z pracy w Ministerstwie od razu siada do krawiectwa, postanowiła zainterweniować.
Przyprowadź mi synową, zażądała, wciskając mu w ręce parę banknotów, jakby ten mały start miał wystarczyć na wieczór pełen wrażeń. Problemem było jednak to, że Enzo wcale nie miał ochoty na wrażenia, nie miał ochoty na wychodzenie i najchętniej po prostu usiadłby do zamówień, które składało coraz więcej czarodziejów. Jego umiejętności w końcu były dostrzegane i było to ważniejsze od domniemanej synowej. Gdyby tylko matka wiedziała, że kobiety nie były jedynymi, za którymi oglądał się jej syn...
Lecz być może Laura miała rację, być może Enzo powinien wyjść, rozerwać się, zapomnieć o problemach. Kroki zaprowadziły go do magicznej dzielnicy, a gdy już dotarł do Dziurawego Kotła, to i tam pozostał. Wśród przeróżnej maści dziwaków miał nie wyróżniać się jako mugolak, którego sama obecność sprawiała, iż czystokrwiste panny miały problemy.
Widział dno dopiero pierwszego kufla, gdy panience obok coś spadło i Enzo odruchowo zanurkował, by podnieść paczkę z podłogi. Los chciał, że w tym samym momencie właścicielka zamierzała zrobić to samo.
- Au! To znaczy, wybacz. - Powiedział do kobiety, gdy stuknęli się czołami. Podniósł oczy na nieszczęśliwie uderzoną i nie musiał się długo zastanawiać, by wiedzieć, kogo ujrzał. - Faye! Faye… Travers, zgadza się? - Dopytał, a na jego usta wstąpił uśmiech. - Faye Travers, co za spotkanie!