12.12.2024, 01:23 ✶
Rozbawiła go. Nie miał zamiaru ukrywać tego faktu. Po tym paskudnym dniu naprawdę potrzebował sytuacji tego typu. Było mu to nawet na rękę, trochę go rozluźniając, nawet jeśli dostrzegał narastające zmieszanie ze strony Nory. No i nawet, jeżeli kwestionowała jego zamiennik broni. Bardzo nieznacznie wywrócił oczami.
- Chochla się nie połamie, jeśli będziesz nią mądrze walić. Poza tym ma ostre brzegi. Jest dobrze wyprofilowana - zapewnił Norę, wzruszając ramionami; nie, tym narzędziem też nigdy nie dostał, czynił wyłącznie spekulacje, za to nie wątpił, że trafne. - Tylko trzymaj ją mocno, ale nie w ten sposób jak patelnię. Oburącz. Dwoma rękami. Tak, żeby to nie wyglądało jak zabawa - niby nie krytykował tej patelni, ale to, jak ją trzymała wyglądało raczej dosyć zabawnie.
A śmiechem raczej by nikogo nie zmiotła. Co najwyżej na ułamek sekundy trochę zmieszała tak jak to było w jego przypadku, ale on nie zamierzał jej faktycznie atakować. Przyszedł tu raczej pogadać, ewentualnie uraczyć się pączkami. Dziś zdecydowanie nie wybierał przemocy. Zwłaszcza wobec bliskich. Zresztą to nigdy nie było w jego repertuarze.
- Szczerze? - Odbił pytanie, unosząc przy tym brwi, choć właściwie niezbyt potrzebnie, bo przecież i tak zamierzał odpowiedzieć. - Nie. Gdybyś zamierzała mi przyładować to już byś to zrobiła - stwierdził, nawet jeśli tutaj również trochę mijał się z sensem, bo w jego oczach Nora raczej nie wyglądała na materiał na kogoś, kto najpierw bił, potem pytał.
A szkoda, bo w obecnych czasach to chyba była najrozsądniejsza strategia. Szczególnie w sytuacji, w której Figg przez chwilę czy dwie sądziła, że ktoś kto wdarł się na jej zaplecze mógł mieć co najmniej śliskie zamiary. Słusznie chciała bronić siebie i swojego dobytku. Tyle tylko, że nie w taki sposób, w jaki to robiła.
- Masz świetny słuch. To ci muszę przyznać - nie miał najmniejszego problemu, żeby tak też zrobić.
Kiwnął głową z cieniem uznania w oczach, jednocześnie robiąc dwa kroki i opierając się o blat kuchenny. Nie zajął żadnego stołka. Chwilowo skupił się na obserwowaniu poczynań przyjaciółki. Jej spąsowieniu i zmieszaniu widocznemu we wszystkich ruchach, które wykonywała.
Z pewnością nie musiała się martwić - nie zamierzał wyciągać tej historii na żadnym spotkaniu. To nie byłoby w jego stylu, szczególnie nie po usłyszeniu prośby, aby tego nie robił. Uśmiechnął się, ale kiwnął głową, teatralnie przykładając rękę do serca.
- Ani mru mru - tym razem nawet zniżył głos do porozumiewawczego szeptu. - Wszystko zostanie między nami - obiecał, jakby chodziło o jakiś gigantyczny sekret a nie o nieudane wymachiwanie kuchennymi utensyliami.
Mimo to zdawał sobie sprawę z tego, że ta sytuacja była może trochę zbyt absurdalna, żeby kiedykolwiek później się do niej odwoływać. Szczególnie po tym, co się stało w Towarzystwie. Żadne z nich nie było dzisiaj w pełni władz umysłowych. Należało zrzucić na to osłonę milczenia. Najlepiej zapijając to alkoholem i zajadając pączkami, skoro już to zaproponowała. W żadnym wypadku nie zamierzał odmawiać poczęstunku. Słodycze zdecydowanie wyglądały zbyt dobrze.
Przesunął się wreszcie w kierunku stolika, przy którym usiadł, obserwując to jak Nora się poruszała. W tym czasie mimowolnie wracając do przerwanego tematu, bo czemu by nie?
- Następnym razem się nie wahaj, okay? Kiedy się zbliży, nie czekaj aż cię zaatakuje. Mamy takie czasy, że lepiej później przepraszać, wcześniej walić. Uderz pierwsza, nie wahaj się ani nie czekaj. Celuj w twarz, najlepiej w nos, oczy albo gardło. W zależności od tego, gdzie sięgniesz. Możesz też walić w spody kolan i w jaja. To miejsca, które są wrażliwe i mogą zaskoczyć napastnika, który będzie chronić klatkę piersiową albo bok głowy. Gdy tylko go uderzysz, nie zatrzymuj się. Po uderzeniu od razu zmień pozycję, nie stój w miejscu, ale się nie wycofuj. Jeśli się cofniesz, stracisz przewagę - wbił w nią spojrzenie, wzruszając ramionami; wolałby, żeby o zbyt wiele nie pytała. - Utrzymuj dystans, nie daj mu się zamknąć w rogu pomieszczenia ani w czymkolwiek zbliżonym do potrzasku. I nie zapominaj, że masz nogi, nawet w tych absurdalnych butach. Jeśli będzie blisko, kopnij go w kolano lub w piszczel. To może go powalić, jeśli trafisz go szpilkami. Zawsze rób to szybko i zdecydowanie, jakbyś robiła coś na kuchni i nie miała czasu na wahanie, nie daj mu szansy na reakcję. Jeśli dostaniesz się za jego plecy, celuj w szyję lub kark. Pamiętaj, że tam znajdują się punkty, które mogą zdezorientować go na tyle, byś mogła uciec. Wtedy spierdalaj. Możesz mu wbić szpilkę w spód kolana, jeśli uda ci się ją zdjąć, ale przede wszystkim spierdalaj przy pierwszej możliwości. Będziesz wiedzieć, kiedy znajdzie się szansa - zapewnił spokojnie, całkowicie pewien swoich słów.
Nie musiała znać się na starciach siłowych, żeby wyczuła taki moment. Z pewnością miała wiedzieć, kiedy nadejdzie dostatecznie dobra szansa. Reszta zależała już od niej i od wykorzystania tej możliwości, więc nie mógł jej dokładnie opisać, kiedy powinna to zrobić. Zamiast tego zajął się nalewaniem bimbru do kieliszków.
- Chochla się nie połamie, jeśli będziesz nią mądrze walić. Poza tym ma ostre brzegi. Jest dobrze wyprofilowana - zapewnił Norę, wzruszając ramionami; nie, tym narzędziem też nigdy nie dostał, czynił wyłącznie spekulacje, za to nie wątpił, że trafne. - Tylko trzymaj ją mocno, ale nie w ten sposób jak patelnię. Oburącz. Dwoma rękami. Tak, żeby to nie wyglądało jak zabawa - niby nie krytykował tej patelni, ale to, jak ją trzymała wyglądało raczej dosyć zabawnie.
A śmiechem raczej by nikogo nie zmiotła. Co najwyżej na ułamek sekundy trochę zmieszała tak jak to było w jego przypadku, ale on nie zamierzał jej faktycznie atakować. Przyszedł tu raczej pogadać, ewentualnie uraczyć się pączkami. Dziś zdecydowanie nie wybierał przemocy. Zwłaszcza wobec bliskich. Zresztą to nigdy nie było w jego repertuarze.
- Szczerze? - Odbił pytanie, unosząc przy tym brwi, choć właściwie niezbyt potrzebnie, bo przecież i tak zamierzał odpowiedzieć. - Nie. Gdybyś zamierzała mi przyładować to już byś to zrobiła - stwierdził, nawet jeśli tutaj również trochę mijał się z sensem, bo w jego oczach Nora raczej nie wyglądała na materiał na kogoś, kto najpierw bił, potem pytał.
A szkoda, bo w obecnych czasach to chyba była najrozsądniejsza strategia. Szczególnie w sytuacji, w której Figg przez chwilę czy dwie sądziła, że ktoś kto wdarł się na jej zaplecze mógł mieć co najmniej śliskie zamiary. Słusznie chciała bronić siebie i swojego dobytku. Tyle tylko, że nie w taki sposób, w jaki to robiła.
- Masz świetny słuch. To ci muszę przyznać - nie miał najmniejszego problemu, żeby tak też zrobić.
Kiwnął głową z cieniem uznania w oczach, jednocześnie robiąc dwa kroki i opierając się o blat kuchenny. Nie zajął żadnego stołka. Chwilowo skupił się na obserwowaniu poczynań przyjaciółki. Jej spąsowieniu i zmieszaniu widocznemu we wszystkich ruchach, które wykonywała.
Z pewnością nie musiała się martwić - nie zamierzał wyciągać tej historii na żadnym spotkaniu. To nie byłoby w jego stylu, szczególnie nie po usłyszeniu prośby, aby tego nie robił. Uśmiechnął się, ale kiwnął głową, teatralnie przykładając rękę do serca.
- Ani mru mru - tym razem nawet zniżył głos do porozumiewawczego szeptu. - Wszystko zostanie między nami - obiecał, jakby chodziło o jakiś gigantyczny sekret a nie o nieudane wymachiwanie kuchennymi utensyliami.
Mimo to zdawał sobie sprawę z tego, że ta sytuacja była może trochę zbyt absurdalna, żeby kiedykolwiek później się do niej odwoływać. Szczególnie po tym, co się stało w Towarzystwie. Żadne z nich nie było dzisiaj w pełni władz umysłowych. Należało zrzucić na to osłonę milczenia. Najlepiej zapijając to alkoholem i zajadając pączkami, skoro już to zaproponowała. W żadnym wypadku nie zamierzał odmawiać poczęstunku. Słodycze zdecydowanie wyglądały zbyt dobrze.
Przesunął się wreszcie w kierunku stolika, przy którym usiadł, obserwując to jak Nora się poruszała. W tym czasie mimowolnie wracając do przerwanego tematu, bo czemu by nie?
- Następnym razem się nie wahaj, okay? Kiedy się zbliży, nie czekaj aż cię zaatakuje. Mamy takie czasy, że lepiej później przepraszać, wcześniej walić. Uderz pierwsza, nie wahaj się ani nie czekaj. Celuj w twarz, najlepiej w nos, oczy albo gardło. W zależności od tego, gdzie sięgniesz. Możesz też walić w spody kolan i w jaja. To miejsca, które są wrażliwe i mogą zaskoczyć napastnika, który będzie chronić klatkę piersiową albo bok głowy. Gdy tylko go uderzysz, nie zatrzymuj się. Po uderzeniu od razu zmień pozycję, nie stój w miejscu, ale się nie wycofuj. Jeśli się cofniesz, stracisz przewagę - wbił w nią spojrzenie, wzruszając ramionami; wolałby, żeby o zbyt wiele nie pytała. - Utrzymuj dystans, nie daj mu się zamknąć w rogu pomieszczenia ani w czymkolwiek zbliżonym do potrzasku. I nie zapominaj, że masz nogi, nawet w tych absurdalnych butach. Jeśli będzie blisko, kopnij go w kolano lub w piszczel. To może go powalić, jeśli trafisz go szpilkami. Zawsze rób to szybko i zdecydowanie, jakbyś robiła coś na kuchni i nie miała czasu na wahanie, nie daj mu szansy na reakcję. Jeśli dostaniesz się za jego plecy, celuj w szyję lub kark. Pamiętaj, że tam znajdują się punkty, które mogą zdezorientować go na tyle, byś mogła uciec. Wtedy spierdalaj. Możesz mu wbić szpilkę w spód kolana, jeśli uda ci się ją zdjąć, ale przede wszystkim spierdalaj przy pierwszej możliwości. Będziesz wiedzieć, kiedy znajdzie się szansa - zapewnił spokojnie, całkowicie pewien swoich słów.
Nie musiała znać się na starciach siłowych, żeby wyczuła taki moment. Z pewnością miała wiedzieć, kiedy nadejdzie dostatecznie dobra szansa. Reszta zależała już od niej i od wykorzystania tej możliwości, więc nie mógł jej dokładnie opisać, kiedy powinna to zrobić. Zamiast tego zajął się nalewaniem bimbru do kieliszków.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down