12.12.2024, 11:47 ✶
- Czy ja wiem? Chyba ci się wydaje - odpowiedziała niezwykle gładko, z wprawą osoby która kłamała aż nazbyt często i do tego stopnia, że nie musiała teraz nawet mrugnąć okiem. To co wydarzyło się między Vakelem i Annaleigh było jedną wielką Tajemnicą. Taką, która nie była w stanie zmusić Lyssy do uniesienia oczu ku górze i zapytania z przekąsem, czy Scylla aby nie oślepła na czas wiosenny i odzyskała wzrok zaledwie z początkiem lata. Napięcie wisiało w powietrzu, jej ojciec chodził niezadowolony i nieco bardziej podminowany, nagle zmuszony do uporania się z własnymi emocjami. Ich małżeństwo trzymała na papierze zaledwie troska o dobre imię i niechęć do skandalu, który nie przysłużyłby się nikomu z zainteresowanych i ich najbliższych.
- Koszmary? - skrzywiła się, przez moment przyglądając Greyback z uwagą. - Ja nie mam koszmarów - stwierdzenie równie proste co puste. Miała mętlik w głowie, owszem, ale nie przewracała się gorączkowo z boku na bok, próbując wyrwać się ze snu. Słowa dziewczyny jednak w jakiś sposób ją rozdrażniły, jakby to proste zauważenie faktu i problemu ze snem było zbyt celne na jej gust. Szczerość w takiej formie była dobra przede wszystkim wtedy, kiedy to ona sama ją serwowała innym.
Już widziała, jak i tego wieczora ciężko jej będzie zasnąć, nawet pomimo wypitego eliksiru. Dzisiejszy dzień spędzony na Lammas był równie intensywny co beznadziejny, przebodźcowując ją do granic możliwości. Nawet kiedy Jonathan próbował ją grzecznie zabawić, wyłączyła się bezwstydnie na jego gadanie, zbyt zmęczona otoczeniem i niezdolna do dalszego odpychania od siebie gonitwy myśli. A co do gonitwy myśli...
- Właśnie. Mamy kota - zakomunikowała Scylli krótko, podnosząc się z miejsca. Tak samo jak podzieliła się z nią tym, jakie nadano mu imię w przytułku, ale że w sumie absolutnie ma ono nie być używane, bo jest takie sobie czy nawet brzydkie. Ten z resztą zakręcił się w saloniku między dziewczynami, ze zdegustowaną miną przyklejoną do pyszczka, kiedy Lyssa odpaliła białą szałwię i zaczęła okadzać nią mieszkanie - jako ostatni zryw by docenić święto żniw.
- Koszmary? - skrzywiła się, przez moment przyglądając Greyback z uwagą. - Ja nie mam koszmarów - stwierdzenie równie proste co puste. Miała mętlik w głowie, owszem, ale nie przewracała się gorączkowo z boku na bok, próbując wyrwać się ze snu. Słowa dziewczyny jednak w jakiś sposób ją rozdrażniły, jakby to proste zauważenie faktu i problemu ze snem było zbyt celne na jej gust. Szczerość w takiej formie była dobra przede wszystkim wtedy, kiedy to ona sama ją serwowała innym.
Już widziała, jak i tego wieczora ciężko jej będzie zasnąć, nawet pomimo wypitego eliksiru. Dzisiejszy dzień spędzony na Lammas był równie intensywny co beznadziejny, przebodźcowując ją do granic możliwości. Nawet kiedy Jonathan próbował ją grzecznie zabawić, wyłączyła się bezwstydnie na jego gadanie, zbyt zmęczona otoczeniem i niezdolna do dalszego odpychania od siebie gonitwy myśli. A co do gonitwy myśli...
- Właśnie. Mamy kota - zakomunikowała Scylli krótko, podnosząc się z miejsca. Tak samo jak podzieliła się z nią tym, jakie nadano mu imię w przytułku, ale że w sumie absolutnie ma ono nie być używane, bo jest takie sobie czy nawet brzydkie. Ten z resztą zakręcił się w saloniku między dziewczynami, ze zdegustowaną miną przyklejoną do pyszczka, kiedy Lyssa odpaliła białą szałwię i zaczęła okadzać nią mieszkanie - jako ostatni zryw by docenić święto żniw.
Koniec sesji