12.12.2024, 17:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2024, 17:17 przez Anthony Shafiq.)
Kluczem była zapewne samoświadomość i autorefleksja. Anthony obecnie z wielkim sceptycyzmem przyglądał się swoim lipcowym poczynaniem, egzaltacją właśnie, którą obarczał nie tylko najbliższych, ale też spotkanych dalszych znajomych, co absolutnie nie powinno mieć miejsca. Cokolwiek miałoby się wydarzyć w przyszłości, jeśli Erik zdecyduje się pójść swoją drogą samotnie, Shafiq obiecywał sobie, że po wyjaśnieniu sprawy nie będzie pogrążał się w żalu, który czyni z niego niekoniecznie impotenta, co osobę niekompetentną w działaniach. A teraz tych działań na horyzoncie kreowało się ponad miarę.
Nie pamiętał co to nuda.
— Ty? — uniósł brwi w zdziwieniu stricte nad nowiną, z oczywistych względów nie nad tym, że przyjaciel był gotowy na takie zwierzenie. Jak to było panie Longbottom posiadać od jedenastej swojej wiosny osobę, której można było powiedzieć wszystko, z cichością zapewnienia wybrzmiewającego niczym uniwersalna prawda, że ta konkretna osoba przyjmie wszysko, zaakceptuje wszystko i nie wbije noża w plecy? — Mam nadzieję, że nasze połączone dusze nie działają w ten sposób, że tylko jeden z nas może mieć libido, bo chyba nie jestem gotów na wstrzemięźliwość w mojej obecnej, dynamicznie rozwijającej się sytuacji. — jego usta zadrgały w dziwnym uśmiechu mężczyzny, któremu wieczór wcześniej bardzo energicznie utrwalano w głowie, że mimo upływu czasu wciąż jest atrakcyjny, wciąż może konkurować ze słodkim ciastkiem nasączonym migdałowym syropem. — Na tyle na ile Cię znam, to raczej wszystko siedzi w głowie. — dodał już poważniej, troskliwiej. — Nie radzę Ci przecież, że masz stać się seksualnym predatorem, ale odrobina otwarcia się na nowe możliwości... Zabawnie się o Tobie wspomina przy nim wiesz? Zawsze staje się jakoś taki mniej blady i ma ewidentny problem z tym co zrobić z oczami. A o ewentualne umizgi się nie martw. Na miejscu zorganizuję nieco sproszkowanej pustynnej mandragory. Zadziałała nawet na mnie, w tym szalonym okresie, gdy myślałem, że może warto jednak byłoby mieć dziecko. – machnął z lekceważeniem dłonią i wesparł się na oparciu fotela by dźwignąć się z ziemi. Sięgnął po jedwabną białą chusteczkę wyszywaną srebrzystą nicią, pozbywając się z twarzy reszty łez. Ulżyło mu tym wybuchem, oboma, ulżyło, że nie musiał udawać chociaż przed jedną, jedyną osobą.
Jonathan był bliski temu stopniowi zażyłości, ale miał swoje zmartwienia.
— Koniecznie trzeba kogoś nasłać na Fortinbrasa. Moja wczorajsza rozmowa z jego córką utwierdziła mnie w przekonaniu, że to może być jeden z naszych oponentów, a hrabia... cóż — zamyślił się na moment szukając odpowiednich słów —Mam wrażenie, że jeśli Jonathan okrzepnie i przestanie odbijać się jak piłeczka od ścian, to doskonale poradzi sobie z tą sytuacją. Wiesz, że uznał, że atak na mnie tych osiłków w podziemiach teatru to sprawka de la Rochefoucauld'a? Za moment okaże się prawą ręką, jeśli nie samym lordem! — oczywiście martwił się tą sytuacją i martwił się o przyjaciela, ale... cóż, cała trójka miała tendencje do dramatyzowania, czyż nie? Sam rozpaczał na marmurach swojego ogrodu, bo nie porozmawiał z Erikiem otwarcie o swoich pragnieniach. Sam rozpaczał u stóp Śpiącego posągu, w żałobie i poczuciu winy, choć to Alcuin zastraszał go i mógł uczynić jego życie złamanym i pozbawionym wszystkiego do czego doszedł. Na jego sygnecie lśniła waga. Wierzył, że Selwyn podejmie słuszne kroki i zamierzał wspierać go w każdej decyzji, byle tylko nie była to decyzja podejmowana w afekcie, pod wpływem emocji rozsadzających mu czaszkę. Dość samolubnie wierzył, że ostatnia wspólnie spędzona noc pomoże mu w tym jakkolwiek.
— Co wiem o Jenkins? Ambitna, ale bez pleców bardzo słaba. Ma dość silny front, do którego przez podległość Bletcheyowi siłą rzeczy należę. Cały czas nie udało mi się potwierdzić romansu z Cattermorem, ale to tak na prawdę nie ma większego znaczenia. Jest powszechnie lubiana, spędza nad tym dużo czasu i podejrzewam, że jeszcze dlatego nie poleciała po Beltane. Nic na nią nie mam, nie potrzebowałem mieć, jej nominacja była wygodna. A teraz i tak, jeśli jakkolwiek miałbym przejąć inicjatywę, nie mogę ani szukać osobiście, ani atakować frontalnie. Lustro... Cóż, każdy z nas ma swoje dziwactwa prawda? Nie odbiega to za bardzo mimo wszystko od mieszkania ze ścianami z róż.
Nie pamiętał co to nuda.
— Ty? — uniósł brwi w zdziwieniu stricte nad nowiną, z oczywistych względów nie nad tym, że przyjaciel był gotowy na takie zwierzenie. Jak to było panie Longbottom posiadać od jedenastej swojej wiosny osobę, której można było powiedzieć wszystko, z cichością zapewnienia wybrzmiewającego niczym uniwersalna prawda, że ta konkretna osoba przyjmie wszysko, zaakceptuje wszystko i nie wbije noża w plecy? — Mam nadzieję, że nasze połączone dusze nie działają w ten sposób, że tylko jeden z nas może mieć libido, bo chyba nie jestem gotów na wstrzemięźliwość w mojej obecnej, dynamicznie rozwijającej się sytuacji. — jego usta zadrgały w dziwnym uśmiechu mężczyzny, któremu wieczór wcześniej bardzo energicznie utrwalano w głowie, że mimo upływu czasu wciąż jest atrakcyjny, wciąż może konkurować ze słodkim ciastkiem nasączonym migdałowym syropem. — Na tyle na ile Cię znam, to raczej wszystko siedzi w głowie. — dodał już poważniej, troskliwiej. — Nie radzę Ci przecież, że masz stać się seksualnym predatorem, ale odrobina otwarcia się na nowe możliwości... Zabawnie się o Tobie wspomina przy nim wiesz? Zawsze staje się jakoś taki mniej blady i ma ewidentny problem z tym co zrobić z oczami. A o ewentualne umizgi się nie martw. Na miejscu zorganizuję nieco sproszkowanej pustynnej mandragory. Zadziałała nawet na mnie, w tym szalonym okresie, gdy myślałem, że może warto jednak byłoby mieć dziecko. – machnął z lekceważeniem dłonią i wesparł się na oparciu fotela by dźwignąć się z ziemi. Sięgnął po jedwabną białą chusteczkę wyszywaną srebrzystą nicią, pozbywając się z twarzy reszty łez. Ulżyło mu tym wybuchem, oboma, ulżyło, że nie musiał udawać chociaż przed jedną, jedyną osobą.
Jonathan był bliski temu stopniowi zażyłości, ale miał swoje zmartwienia.
— Koniecznie trzeba kogoś nasłać na Fortinbrasa. Moja wczorajsza rozmowa z jego córką utwierdziła mnie w przekonaniu, że to może być jeden z naszych oponentów, a hrabia... cóż — zamyślił się na moment szukając odpowiednich słów —Mam wrażenie, że jeśli Jonathan okrzepnie i przestanie odbijać się jak piłeczka od ścian, to doskonale poradzi sobie z tą sytuacją. Wiesz, że uznał, że atak na mnie tych osiłków w podziemiach teatru to sprawka de la Rochefoucauld'a? Za moment okaże się prawą ręką, jeśli nie samym lordem! — oczywiście martwił się tą sytuacją i martwił się o przyjaciela, ale... cóż, cała trójka miała tendencje do dramatyzowania, czyż nie? Sam rozpaczał na marmurach swojego ogrodu, bo nie porozmawiał z Erikiem otwarcie o swoich pragnieniach. Sam rozpaczał u stóp Śpiącego posągu, w żałobie i poczuciu winy, choć to Alcuin zastraszał go i mógł uczynić jego życie złamanym i pozbawionym wszystkiego do czego doszedł. Na jego sygnecie lśniła waga. Wierzył, że Selwyn podejmie słuszne kroki i zamierzał wspierać go w każdej decyzji, byle tylko nie była to decyzja podejmowana w afekcie, pod wpływem emocji rozsadzających mu czaszkę. Dość samolubnie wierzył, że ostatnia wspólnie spędzona noc pomoże mu w tym jakkolwiek.
— Co wiem o Jenkins? Ambitna, ale bez pleców bardzo słaba. Ma dość silny front, do którego przez podległość Bletcheyowi siłą rzeczy należę. Cały czas nie udało mi się potwierdzić romansu z Cattermorem, ale to tak na prawdę nie ma większego znaczenia. Jest powszechnie lubiana, spędza nad tym dużo czasu i podejrzewam, że jeszcze dlatego nie poleciała po Beltane. Nic na nią nie mam, nie potrzebowałem mieć, jej nominacja była wygodna. A teraz i tak, jeśli jakkolwiek miałbym przejąć inicjatywę, nie mogę ani szukać osobiście, ani atakować frontalnie. Lustro... Cóż, każdy z nas ma swoje dziwactwa prawda? Nie odbiega to za bardzo mimo wszystko od mieszkania ze ścianami z róż.