24.01.2023, 22:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.01.2023, 22:13 przez Morgana le Fay.)
Im dłużej Rookwood mówił, tym bardziej ponury stawał się błysk w oczach Mavelle. Nie znała za dobrze tego mężczyzny – ot, kojarzyła nazwisko, bo w końcu świat nie był taki wielki, a już na pewno Ministerstwo nie stanowiło nieskończonego molocha, zwłaszcza jeśli brać pod uwagę wydziały, którymi najbardziej się interesowała. Ale o ile początkowo wydawał się być całkiem rozsądny, tak jego wizerunek zawalił się bardzo szybko, niczym karciany domek.
- Mam wrażenie, panie Rookwood, że coś się panu mocno pomyliło – oznajmiła chłodnym tonem. Że wjechał na Erika, to raz, dwa, nie dało się nie zauważyć, w jaki sposób odnosi się do Hardwicka. A wydawałoby się, że auror powinien mieć trochę bardziej po kolei w głowie.
- Bo jeśli byłoby w istocie tak, jak mówicie, że to dowódcy powinni opracować plany, to po co my wszyscy tu w ogóle jesteśmy? Ten czas dałoby się spędzić o wiele pożyteczniej, a jest co robić – nie podniosła głosu. Mówiła dość cicho, ale wyraźnie. Spokojnie. Zbyt spokojnie. Ci, co znali Mav na wylot dobrze wiedzieli, że nie oznaczało to nic dobrego – Nie mówiąc już o tym, że jest różnica pomiędzy słowem „lider” a „dowódca” – spunktowała jeszcze, starannie notując sobie pewne rzeczy w pamięci.
Nad czymś takim nie można było przejść ot tak do porządku dziennego. Nie, gdy łączyło się to z wyraźną pogardą do Thomasa. Nie, gdy zbiegało się to bardzo mocno z działalnością Czarnego Dzbana, niech mu ziemia ciężką będzie. Na coś takiego nie powinno być zgody, a już na pewno nie w szeregach Departamentu Przestrzegania Prawa.
Zawsze jest takim bubkiem? – przesłała myśl do Stewarda, nawet na niego nie patrząc; ciemne spojrzenie wciąż skupiało się na Rookwoodzie.
- Jeśli będziesz chciał, to działanie fal wytłumaczę ci później – zwróciła się do Hardwicka, posyłając mu lekki, krzepiący – jak miała nadzieję - uśmiech.
- Słuszna uwaga, Heather – stwierdziła na wzmiankę o drogach ewakuacyjnych; w istocie dostęp do nich musiał być jak najbardziej bezproblemowy i szybki. Co do samych patroli, nie zgłaszała zastrzeżeń; kwestia różnych kolorów iskier zdawała się też przejść bezproblemowo. Nie widziała potrzeby ustalania innych niż oficjalne kodów – po co ruszać coś, co dobrze działało, było sprawdzone i można było zastosować nawet po zostaniu wyrwanym ze snu w samym jego środku? Jakiekolwiek zmiany w tym zakresie groziły pomyłkami.
- Mam wrażenie, panie Rookwood, że coś się panu mocno pomyliło – oznajmiła chłodnym tonem. Że wjechał na Erika, to raz, dwa, nie dało się nie zauważyć, w jaki sposób odnosi się do Hardwicka. A wydawałoby się, że auror powinien mieć trochę bardziej po kolei w głowie.
- Bo jeśli byłoby w istocie tak, jak mówicie, że to dowódcy powinni opracować plany, to po co my wszyscy tu w ogóle jesteśmy? Ten czas dałoby się spędzić o wiele pożyteczniej, a jest co robić – nie podniosła głosu. Mówiła dość cicho, ale wyraźnie. Spokojnie. Zbyt spokojnie. Ci, co znali Mav na wylot dobrze wiedzieli, że nie oznaczało to nic dobrego – Nie mówiąc już o tym, że jest różnica pomiędzy słowem „lider” a „dowódca” – spunktowała jeszcze, starannie notując sobie pewne rzeczy w pamięci.
Nad czymś takim nie można było przejść ot tak do porządku dziennego. Nie, gdy łączyło się to z wyraźną pogardą do Thomasa. Nie, gdy zbiegało się to bardzo mocno z działalnością Czarnego Dzbana, niech mu ziemia ciężką będzie. Na coś takiego nie powinno być zgody, a już na pewno nie w szeregach Departamentu Przestrzegania Prawa.
Zawsze jest takim bubkiem? – przesłała myśl do Stewarda, nawet na niego nie patrząc; ciemne spojrzenie wciąż skupiało się na Rookwoodzie.
- Jeśli będziesz chciał, to działanie fal wytłumaczę ci później – zwróciła się do Hardwicka, posyłając mu lekki, krzepiący – jak miała nadzieję - uśmiech.
- Słuszna uwaga, Heather – stwierdziła na wzmiankę o drogach ewakuacyjnych; w istocie dostęp do nich musiał być jak najbardziej bezproblemowy i szybki. Co do samych patroli, nie zgłaszała zastrzeżeń; kwestia różnych kolorów iskier zdawała się też przejść bezproblemowo. Nie widziała potrzeby ustalania innych niż oficjalne kodów – po co ruszać coś, co dobrze działało, było sprawdzone i można było zastosować nawet po zostaniu wyrwanym ze snu w samym jego środku? Jakiekolwiek zmiany w tym zakresie groziły pomyłkami.
371/1030