Czy Regina rzeczywiście miała do czynienia ze smokiem w ludzkiej postaci? Jeżeli tak, to jakim był Anthony? Dumnym opalookim? Tajemniczym krótkopyskim ze Szwecji? Nieprzewidywalnym rogogonem? Jadowitym żmijozębem z Peru? A może na świecie skrył się jeszcze jeden rodzaj smoka? Jedyny w swoim rodzaju smok o szarych oczach i płowo-brązowych łuskach, który swoim wdziękiem mógł uśpić czujność ofiary.
Fascynacja Shafiqa zakrawała wręcz na fiksację albo jakąś dziwną odsłonę miłości do tych ogromnych gadów. Dzięki jego pasji poznali się w Biurze Badań i Hodowli Smoków. Regina była wtedy świeżo upieczoną stażystką i myślała, że Anthony pracuje we wspomnianym biurze, bo tak często się tam pojawiał.
W późniejszym czasie niejednokrotnie prowadzili rozmowy o smokach, wymieniali się informacjami na temat smoczych rezerwatów czy dyskutowali o reformach, jakie mogły pomóc hodowcom i badaczom. Dla Reginy były to rozmowy o tyle ważne, co i zaskakujące, bo w tamtych czasach była na samym dole hierarchii biura i częściej wymagano od niej słuchania, niż wyrażania własnej opinii.
Smoki nie fascynowały Reginy w takim stopniu. Nie uganiała się za nimi, ani też nie czuła z nimi większego połączenia, niż to, że jej rodzina posiadała większość smoczych rezerwatów i chcąc nie chcąc przewijały się one w jej życiu. Chciała czegoś więcej dla siebie, niż zostanie kolejnym badaczem wielkich gadów z nazwiskiem Rowle. Chciała czegoś więcej dla innych zwierząt. Chciała...
... czy masz jakiś inny pomysł Regino? Przykryła nikły uśmiech filiżanką, z której upiła niewielki łyk herbaty. Oczywiście, że miała, tylko to były koncepcje, luźne i w większości zakrawające na mrzonki, więc nie miała odwagi, by się nimi podzielić z kimkolwiek. Tym bardziej z siedzącym przed nią mężczyzną, którego zdanie ceniła i nie chciała wyjść na głupca.
— Jeszcze nie rozmawiałam o tym z ojcem, ale wolałabym nie. Wolałabym pozostać przy nawiązywaniu współprac między rodzinnymi placówkami a hodowlami i rezerwatami w innych częściach świata.
Czyli, innymi słowy, wolałaby pozostać względnie niezależna, nie rezygnować z podróży i swoich badań czy obserwacji. Bała się zapuszczenia korzeni w jednym miejscu i stąd też czuła obawę przed powrotem do Londynu oraz spotkaniem z ojcem. Co jeżeli wykorzysta jej przyjazd i stwierdzi, że czas coś stabilniejszego? Na przykład pracę za biurkiem w Ministerstwie.
Poruszyła się niespokojnie na bielutkiej sofie i rozejrzała po salonie. Znany z nienagannej prezencji i dyplomatycznego wdzięku... Tak jakiś czas temu opisano w Proroku Codziennym Anthony'ego i widząc go, jak siedzi w tym eleganckim jasnym salonie, popija herbatę i spogląda na nią z uwagą, Regina nie ujęłaby tego lepiej.
Natomiast ona nie grzeszyła wdziękiem i tym bardziej nienagannością. Nie pasowała do białego saloniku, do jasnych mebli i do małych filiżanek, które niknęły w jej sporawych dłoniach. Mimo że siedziała, nadal zaskakiwała swoją barczystą posturą i nieco dzikim wyglądem, który przejawiał się w kosmykach włosów uciekających z naprędce splecionego warkocza.
Regina nie pasowała tak często, że poniekąd zdążyła się do tego przyzwyczaić. Poczucie braku przynależności, wypadania ze schematu i wymykanie się wszelakim ramom stało się jej chlebem powszednim, ale nie spowszedniało na tyle, by o tym zapomniała.
— Czytałam w Proroku, że odpowiadałeś za nawiązanie współpracy z Kambodżą i wszystko się udało, gratulację. — skłoniła głowę z uznaniem, zmieniając temat. — Na horyzoncie są kolejne międzynarodowe umowy? Czy chwila wytchnienia i urlop w którymś z rezerwatów?