14.12.2024, 08:20 ✶
Bertie słuchał z uwagą słów, które wypluwała z siebie na szybko Millie, relacjonując im całą scenerię w której była jeszcze przed chwilą zamknięta. Współczuł jej, martwił się, przeżywał razem z nią, czując jak coś od środka rozdziera go na nowo, bo przecież był tylko Bertiem. Był znakomitym kucharzem, królem fasolkowego imperium, człowiekiem z pierwszych stron gazet, ale pod koniec dnia nie mógł zrobić nic z sytuacją, która najbardziej go dotykała i łamała serce. Nie miał jak pomóc Millie, co wyrzucał sobie niemal każdego dnia, widząc jak gdzieś w powidokach jej ruchów chowają się te wszystkie złe sny i szarości limbo. Jedyne co mógł to wziąć od czasu do czasu i zabrać do Lecznicy Dusz. Po leki, po radę. Po wizje, które na nowo ją niszczyły.
Wzdrygnął się, kiedy krzyknęła i wyrwała mu się, całą sobą wyglądając, jakby faktycznie właśnie przebiegła przez ten las. Rozczochrane włosy i rozbiegane oczy były świadectwem czegoś, co widziała tylko ona.
- Tak. Może to faktycznie była ona - nie mógł postawić jej przed prawdopodobieństwem, że każdy jeden fragment jej wizji był tylko zmętniałym odbiciem w sadzawce czegoś większego. Czegoś, czego on nie dostrzegał. Chociaż jeden element układanki musiał być wyraźniejszy, tak samo dla niej jak i dla niego, bo nie chciał patrzeć jak złociste oczy znowu przysłaniają się mgłą pustki.
Sięgnął dłonią do jej skołtunionych włosów, przez moment znowu głaszcząc je uspokajająco, zanim nie objął jej ramieniem i nie spróbował unieść z podłogi i pomóc na nowo usiąść na łóżku.
- Może... może moglibyśmy z nią porozmawiać? - zapytał z pewnym zawahaniem, spoglądając na Perseusa. Spłoszył się może odrobinę, bo nie oczekiwał że Linda faktycznie znajdowała się gdzieś na wyciągnięcie ręki. A przynajmniej nie parę skrętów korytarzem dalej. Sięgnął też podany mu eliksir, odkorkował i podsunął w stronę Millie, zerkając cierpliwie aż otrze łzy i będzie w stanie wziąć buteleczkę i napić się eliksiru.
Wzdrygnął się, kiedy krzyknęła i wyrwała mu się, całą sobą wyglądając, jakby faktycznie właśnie przebiegła przez ten las. Rozczochrane włosy i rozbiegane oczy były świadectwem czegoś, co widziała tylko ona.
- Tak. Może to faktycznie była ona - nie mógł postawić jej przed prawdopodobieństwem, że każdy jeden fragment jej wizji był tylko zmętniałym odbiciem w sadzawce czegoś większego. Czegoś, czego on nie dostrzegał. Chociaż jeden element układanki musiał być wyraźniejszy, tak samo dla niej jak i dla niego, bo nie chciał patrzeć jak złociste oczy znowu przysłaniają się mgłą pustki.
Sięgnął dłonią do jej skołtunionych włosów, przez moment znowu głaszcząc je uspokajająco, zanim nie objął jej ramieniem i nie spróbował unieść z podłogi i pomóc na nowo usiąść na łóżku.
- Może... może moglibyśmy z nią porozmawiać? - zapytał z pewnym zawahaniem, spoglądając na Perseusa. Spłoszył się może odrobinę, bo nie oczekiwał że Linda faktycznie znajdowała się gdzieś na wyciągnięcie ręki. A przynajmniej nie parę skrętów korytarzem dalej. Sięgnął też podany mu eliksir, odkorkował i podsunął w stronę Millie, zerkając cierpliwie aż otrze łzy i będzie w stanie wziąć buteleczkę i napić się eliksiru.