Zanim Erik zdołał cokolwiek wtrącić na uwagi Chestera, w jego imieniu wypowiedziały się już trzy osoby. Mężczyzna przymknął na chwilę oczy. Cóż, jeśli Rookwood szukał sposobu, aby zdyskredytować Brygadzistów, to Heather, Brenna i Mavelle same się podkładały, nie czekając, aż sam odpowie na te zarzuty. Uśmiechnął się do nich, jednak dla pewności obrzucił resztę ostrzegawczym wzrokiem, co by już nikt nie dodawał swoich trzech groszy w tej kwestii.
— Wnoszenie cennych uwag przy planowaniu szeroko zakrojonych działań, to nie jest spotkanie klubu dyskusyjnego, Panie Rookwood. Nikt nie jest nieomylny i nawet my możemy czegoś nie zauważyć — odbił niezrażony, nieco pustym tonem, jakby za wszelką cenę nie chciał okazać żadnych emocji. Powinien zachować profesjonalizm, ale nie miał zamiaru pozwolić na umniejszenie roli swoich współpracowników. — Komuś w dowództwie ewidentnie zależało, aby pełniący dyżur w Beltane mieli szansę wziąć udział w tym spotkaniu. Gdyby było inaczej, dostalibyśmy polecenie, aby spotkać się tutaj we dwoje i na podstawie dostępnych informacji omówić plan działania. Reszta ludzi zostałaby poinformowana pocztą lub podczas ostatecznej odprawy. Tak się jednak nie stało.
Wyprostował plecy i wypuścił powoli powietrze z ust. Na tym postanowił zakończyć rozmowę na temat braku subordynacji czy też jak wolałby to nazwać płomiennej pasji reszty zebranych tu osób. Nie był typem lidera, który na siłę przepychał własne tezy, jeśli widział, że inni mieli równie dobre, a może nawet i lepsze pomysły.
Każdy miał inne doświadczenia i inne poczucie kreatywności przy pracy w terenie, a biorąc pod uwagę ciężkie do przewidzenia warunki podczas Beltane, szybkie myślenie bardzo im się przyda. Wysłuchał sugestii Chestera, kiwając co jakiś czas głową, a na wspomnienie o Falach poderwał głowę. Zerknął po wszystkich zebranych, wracając myślami do listy patroli, którą otrzymali. Erik zaakceptował rozdział patroli zaproponowany przez Rookwooda.
— To dobry plan. Chociaż jeśli dobrze liczę, co najmniej jedna para zostanie bez partnera będącego w stanie korzystać z fal — skinął w kierunku Lucy i Thomasa. — O ile nie zmieni nam się rozkład patroli, będziecie poniekąd wykluczeni z tego obiegu informacji. Będziecie musieli polegać na innych sygnałach lub na doniesieniach innych patroli, o ile takie się znajdą w waszej okolicy. Wierzę, że sobie poradzicie.
Żadne rozwiązanie nie było idealne, ale to zaproponowane przez Chestera wydawało się działać na korzyść większości. Miało oczywiście ten mankament, że jeden patrol będzie dostawał nowe meldunki z pewnym opóźnieniem, jednak w tej chwili nie mieli tego, jak przeskoczyć.
— Cóż, możemy przesunąć linię dróg ewakuacyjnych w kierunku linii lasu. W przypadku rozpoczęcie ewakuacji, mamy w miarę równomiernie rozłożone patrole względem pozycji ogniska. W ten sposób łatwiej będzie przekierować tłum w odpowiednim kierunku, bo szybciej dotrzemy na miejsce — zaproponował, po czym przesunął wzrok na Mavelle. — I fakt, iskry to też dobry pomysł.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞