14.12.2024, 20:08 ✶
-No to nie pozostało mi nic innego jak trzymać kciuki, że to ta - stwierdziła, raczej mając dobre przeczucia. Dawno nie widziała Greyback. Pamiętając ich ostatnie spotkanie mogłaby zacząć rozważać o tej całej przyszłości zapisanej w gwiazdach. Mogłaby też się zastanowić czy spotkanie jej było przypadkiem.
-Wychodzi na to, że świat jednak jest mały. A wyroki Matki miłosiernej niezbadane skoro sami się spiknęliście... - mruknęła, nie ciągnąc tematu. Nie chciała go bardziej zawstydzać, chociaż korciło ją niemiłosiernie. Jego zmieszana mina zawsze była mieszanką czegoś zabawnego, acz uroczego zarazem.
Słysząc jego pierwsze słowa dziewczyna roześmiała się, kręcąc głową w niedowierzaniu. Rozmowa z nim przypominała walenie głową w mur, wskazywanie drogi niewidomemu. Czy można być aż tak zaślepionym? Kiedy przestałeś widzieć, a zacząłeś tylko patrzeć, Charlie?
-Kim jesteś ty, żeby oceniać każdy mój ruch, samemu lewitując w bezruchu? - na jej usta wpłynął szyderczy uśmiech. Powoli wstała, opierając dłonie o stół, nachyliła się nad nim.
-Powiedz mi braciszku, kiedy stałeś się impotentem? - wycedziła szeptem - Mężczyzna potrafi przyznać się do swoich potknięć, a ty uciekasz niczym ostrzeliwana łania, rzucając oskarżeniami w popłochu.. Nie jestem pewna, ale im wcześniej dowiesz się, że błądzisz i topisz się we własnej hipokryzji, próbując zagłuszyć swoje sumienie, tym mniej spalisz za sobą mostów.
Powoli oderwała dłonie od stołu, aby stanąć prosto, a wraz z tym z jej twarzy zniknęły emocje, nastąpiła obojętność i chłód, który rozpościerała jej aura. Jej wzrok stał się lodowaty, jak gdyby w jej oczach zamknięto oba bieguny na których właśnie rozpętała się zamieć śnieżna.
-Zbiera się na deszcz... - rzuciła chłodnym, wyprutym z emocji głosem - a najwięcej kosztuje oszukiwanie samego siebie, Charlie... -zmrużyła ślepia, delikatnie przechylając głowę na bok - Nikt nie jest bezkarny, braciszku.. Zawsze trzeba płacić. Twoje żałosne majaki nie oczyszczą twojego oblepionego mułem sumienia, niezależnie od tego jak głośno będziesz wykrzykiwać do mnie swoje puste hasła. Twój sen z biegiem podejmowanych na oślep decyzji zamieni się w koszmar, koszmar z którego nie będziesz mógł się wybudzić. - szepnęła. Nie rozumiała co się z nim stało. Nie rozumiała jak do tego doszło. Ty, jedna z najbliższych osób w moim życiu jesteś mi drzazgą w oku, wbijasz mi sztylet w plecy. Jak to się stało, że szemrany artysta stał się opoką, którą powinieneś być ty.
Powiedz jedno słowo, a Cię stamtąd zabiorę - wygrawerowane w jej duszy. Jak to się stało, że to od Malfoya biło wsparcie, mimo że był jebanym psychopatą? Był jej snem, tak słodkim i gorzkim jednocześnie. To on wiedział gdzie wybywa, nad czym pracuje, ile łyżeczek pierdolonego cukru wsypuje do kawy.
On nie musiał trudzić się zadawaniem pytań, on po prostu wiedział. To on się stał tym czym jej brat był, był... niegdyś. W innym śnie. Śnie z którego będą musieli się wybudzić.
- Gdybyś zainteresował się ciut bardziej moim życiem, a nieco mniej kreowaniem fałszywych świadectw na mój temat to byś wiedział, że od jakiegoś czasu jestem stałym bywalcem w kancelarii prawnej wdrażając się we wszystko, a z dniem jutrzejszym podpisuje oficjalnie papier o staż. Więc tak, Charlie, znalazłam poważne i zajmujące zajęcie. - uśmiechnęła się słodko, acz uśmiech ten przesiąknięty był jadem.
Kiedy kurtyna opada i tak wszyscy robią co się najbardziej opłaca. On również, siedząc na horyzontalnej w swoim nowobogackim mieszkanku na które nie byłoby go stać. Udając zatroskane dziecko, ale z daleka, bo tak było najwygodniej, najbardziej komfortowo.
-Przestań już... Bo to stało się nudne. Ale! Jeśli sprawi ci to satysfakcje, proszę bardzo - wzruszyła ramionami - Jestem niewdzięczną, nieczułą istotą która nie zasługuje na miano córki, czuje przeszywający wstyd, że nie przykułam się do ojca. Jestem żałosnym niewdzięcznym bachorem, które powinno się usunąć z drzewa genealogicznego za zbrodnie, których się dopuściłam. - westchnęła, unosząc jedną z brwi- To chciałeś usłyszeć, Charlie? Lepiej Ci? Możemy skończyć ten cyrk zanim spłonie nasz świat?
-Wychodzi na to, że świat jednak jest mały. A wyroki Matki miłosiernej niezbadane skoro sami się spiknęliście... - mruknęła, nie ciągnąc tematu. Nie chciała go bardziej zawstydzać, chociaż korciło ją niemiłosiernie. Jego zmieszana mina zawsze była mieszanką czegoś zabawnego, acz uroczego zarazem.
Słysząc jego pierwsze słowa dziewczyna roześmiała się, kręcąc głową w niedowierzaniu. Rozmowa z nim przypominała walenie głową w mur, wskazywanie drogi niewidomemu. Czy można być aż tak zaślepionym? Kiedy przestałeś widzieć, a zacząłeś tylko patrzeć, Charlie?
-Kim jesteś ty, żeby oceniać każdy mój ruch, samemu lewitując w bezruchu? - na jej usta wpłynął szyderczy uśmiech. Powoli wstała, opierając dłonie o stół, nachyliła się nad nim.
-Powiedz mi braciszku, kiedy stałeś się impotentem? - wycedziła szeptem - Mężczyzna potrafi przyznać się do swoich potknięć, a ty uciekasz niczym ostrzeliwana łania, rzucając oskarżeniami w popłochu.. Nie jestem pewna, ale im wcześniej dowiesz się, że błądzisz i topisz się we własnej hipokryzji, próbując zagłuszyć swoje sumienie, tym mniej spalisz za sobą mostów.
Powoli oderwała dłonie od stołu, aby stanąć prosto, a wraz z tym z jej twarzy zniknęły emocje, nastąpiła obojętność i chłód, który rozpościerała jej aura. Jej wzrok stał się lodowaty, jak gdyby w jej oczach zamknięto oba bieguny na których właśnie rozpętała się zamieć śnieżna.
-Zbiera się na deszcz... - rzuciła chłodnym, wyprutym z emocji głosem - a najwięcej kosztuje oszukiwanie samego siebie, Charlie... -zmrużyła ślepia, delikatnie przechylając głowę na bok - Nikt nie jest bezkarny, braciszku.. Zawsze trzeba płacić. Twoje żałosne majaki nie oczyszczą twojego oblepionego mułem sumienia, niezależnie od tego jak głośno będziesz wykrzykiwać do mnie swoje puste hasła. Twój sen z biegiem podejmowanych na oślep decyzji zamieni się w koszmar, koszmar z którego nie będziesz mógł się wybudzić. - szepnęła. Nie rozumiała co się z nim stało. Nie rozumiała jak do tego doszło. Ty, jedna z najbliższych osób w moim życiu jesteś mi drzazgą w oku, wbijasz mi sztylet w plecy. Jak to się stało, że szemrany artysta stał się opoką, którą powinieneś być ty.
Powiedz jedno słowo, a Cię stamtąd zabiorę - wygrawerowane w jej duszy. Jak to się stało, że to od Malfoya biło wsparcie, mimo że był jebanym psychopatą? Był jej snem, tak słodkim i gorzkim jednocześnie. To on wiedział gdzie wybywa, nad czym pracuje, ile łyżeczek pierdolonego cukru wsypuje do kawy.
On nie musiał trudzić się zadawaniem pytań, on po prostu wiedział. To on się stał tym czym jej brat był, był... niegdyś. W innym śnie. Śnie z którego będą musieli się wybudzić.
- Gdybyś zainteresował się ciut bardziej moim życiem, a nieco mniej kreowaniem fałszywych świadectw na mój temat to byś wiedział, że od jakiegoś czasu jestem stałym bywalcem w kancelarii prawnej wdrażając się we wszystko, a z dniem jutrzejszym podpisuje oficjalnie papier o staż. Więc tak, Charlie, znalazłam poważne i zajmujące zajęcie. - uśmiechnęła się słodko, acz uśmiech ten przesiąknięty był jadem.
Kiedy kurtyna opada i tak wszyscy robią co się najbardziej opłaca. On również, siedząc na horyzontalnej w swoim nowobogackim mieszkanku na które nie byłoby go stać. Udając zatroskane dziecko, ale z daleka, bo tak było najwygodniej, najbardziej komfortowo.
-Przestań już... Bo to stało się nudne. Ale! Jeśli sprawi ci to satysfakcje, proszę bardzo - wzruszyła ramionami - Jestem niewdzięczną, nieczułą istotą która nie zasługuje na miano córki, czuje przeszywający wstyd, że nie przykułam się do ojca. Jestem żałosnym niewdzięcznym bachorem, które powinno się usunąć z drzewa genealogicznego za zbrodnie, których się dopuściłam. - westchnęła, unosząc jedną z brwi- To chciałeś usłyszeć, Charlie? Lepiej Ci? Możemy skończyć ten cyrk zanim spłonie nasz świat?