Odpowiedź na list od pani Avery.
Londyn, 01-09-1972
Szanowna Pani Avery,
Pani nieobecność na Śnie Nocy Letniej była dla mnie wyjątkowo dużym rozczarowaniem. Liczyłem na poznanie kobiety, o której z takim umiłowaniem i szacunkiem wypowiada się moja siostra stryjeczna, panna Malfoy. Zaprawdę ogromna szkoda, że nasze drogi się rozminęły.
Przyznaję jednak, że Pani słowa napawają mnie niezwykłym smutkiem, bo kryje się za nimi ekskluzywizm, madame. Wystawiłem swoje prace na wernisażu nie z potrzeby przeniknięcia do przegniłego świata magicznej śmietanki towarzyskiej, a miłości jaką żywię do Sztuki.
Gdybym wiedział, że Muza zrobiła jak to Pani ujęła - wyjątek - by w przyszłości odgrodzić się od tych, którzy nie mieli szczęścia by na ich prace spojrzał jeden czy drugi ślepiec z publiczności i rzucił jakże o b i e k t y w n y pozytywny komentarz - zapewniam droga Pani, że zawiesiłbym swoją instalację na obszczanych murach Nokturnu, by cieszyła oko mniej fortunnie urodzonym.
Niech mnie Pani nie zrozumie źle, nie pogardzam Muzą. Jak wspomniałem wcześniej zarówno o Pani jak i samej instytucji miła memu sercu siostra wypowiadała się zawsze w najwyższych superlatywach. Tymczasem to co jest mi proponowane zdaje mi się klubem dla znudzonych bogaczy, o których atencję musiałbym zabiegać i których ego przyszłoby mi pieścić. Pani wybaczy, klękać przywykłem jedynie przed Matką.
Próbuję rozszyfrować czym jest ta wiadomość, moja droga Pani. Ulotką reklamową? Zaproszeniem? Ofertą z tygodniowym terminem ważności?
Czy proponując mi dołączenie jest Pani świadoma, madame, że nie maluję pod życzenie? Nie dbam o to jak galeony niektórym ciążą w sakiewkach, nie sprzedaję swoich prac, nie udostępniam do nich praw, nie zgadzam się na zamknięcie moich dzieł za gablotami galerii, by skryć je przed nędzarzami i dziećmi bez knuta przy duszy. Dziećmi, w których palcach Bogowie po częstokroć ukryli talenta większe niż w tych, którym przyszło płacić za nauczycieli i patronów.
Obawiam się, że Muza nie zarobiłaby na mnie zbyt wiele, ale zapewniam, że znajdzie Pani wielu młodych, żałośnie naiwnych i niepewnych siebie artystów w tym kraju, jeśli zależy pani na współpracy i promocji.
Zapewne w tym momencie Pani pomyśli “jakiż tupet ma ten smarkacz. Za kogo on się uważa, by stawiać mi warunki!”. Otóż uważam się za bratanka Armanda Malfoy’a, madame. Nikogo mniej, nikogo więcej.
Plus pragnę nadmienić, że to Pani napisała pierwsza, nie ja.
Uniżony,
Baldwin G. Malfoy
Ps. Zapewniam iż obrazy, które Pani ujrzała są dalekie od tych, których dane mi było doświadczyć na ostatnim wydarzeniu Muzy. Mogę jedynie głęboko wierzyć, że wiele takich emocjonujących przeżyć jeszcze przed nami.
Prosta koperta, pomimo wyraźnej daty na samym liście, została dostarczona 6. września o 23:59 dokładnie na minutę przed upływem terminu wskazanego przez panią Avery.
Do wiadomości dołączono dość abstrakcyjny choć szczegółowy szkic wykonany węglem przedstawiający obraz tego co Baldwin zobaczył w namiocie - przerażoną, ranną Raphaelę trzymaną w objęciach Brenny Longbottom.Ponadto z koperty wysypały się ususzone płatki białych róż.
Oznaczam jako odczytane. Brak reakcji na list. Fabuła w toku.
@Baldwin Malfoy
@Baldwin Malfoy