14.12.2024, 20:47 ✶
Lato było czasem, który aż prosił się o wypełnienie przygodami. Może to była kwestia wakacyjnej nudy, w której dni mijały powoli i leniwie, a człowiek szukał sobie dosłownie jakichkolwiek zajęć by zapełnić czas? A może była to jakaś unosząca się w powietrzu letnia magia? Świat był przecież w rozkwicie, zaś słońce świeciło wysoko na niebie. Była jeszcze trzecia opcja, a mianowicie, że to Brenna Longbottom sprawiała, że Alice była bardziej skłonna wybrać się na wyprawę do Kniei, która zakładała rzeczy, za którymi Bletchley normalnie nie przepadała. Z Brenną jednak przygody były jak wzięte z kartek namiętnie czytanych przez Alice książek. Normalnie dziewczyna by uciekła na widok pierwszej wielkiej ropuchy i zaszyła się gdzieś w cieniu z powieścią i chłodzoną herbatą. Teraz jednak wracała do domu, cała w błocie, wciąż z adrenaliną krążącą w żyłach.
– Na pewno nic mi nie jest. Nie obawiaj się o mnie – rzuciła, choć rzeczywiście ręka ją bolała po upadku z małego pagórka, prosto w błoto. – Jak sobie nie nabijesz kilku siniaków od czasu do czasu, znaczy, że życie jest nudne.
Ekscytacja związana z przygodą odebrała Alice trochę rozsądek. Jakoś nie trafiało do niej, że jej mama zapewne zamartwiała się, że tak długo nie wracały. Przecież w Kniei nie było bezpiecznie... Choć w gruncie rzeczy Alice i Brennie nic się nie stało. Podróż była raczej niesamowita niż przerażająca, ale oczywiście nie był to argument, który by przekonał Jolene Bletchley. Jednak, słowo "szlaban" na razie nie pojawiało się w myślach Alice. Chyba najbardziej chciała się napić i usiąść na chwilę. Nawet jeśli bawiła się świetnie, była wykończona.