24.01.2023, 23:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2023, 05:30 przez Julien Fitzpatrick.)
W ostatnich dniach nie sypiał najlepiej, więc też pozwolił sobie pospać chwilę dłużej zanim zwlókł się z łóżka i przygotował do wyjścia łapiąc po drodze cokolwiek, co było jadalne, aby dało mu to siłę na nadchodzący dzień. Niezbyt zwracał uwagę na to, co w siebie wrzucał, od śmierci brata i Christie stracił apetyt, jadał niewiele, z przerwami na większe posiłki. Przeniesienie się w okolice Beltane nie było dla niego problemem, później po prostu poświecił trochę czasu na dojście do samej polany, było to dla niego prostsze niż użycie świstoklika, bo teleportacja była dla niego chlebem powszednim.
Wiedział, że Nora, u której od niedawna pracował będzie się rozstawiać ze swoimi przysmakami, zmierzał w kierunku zebranych na polanie ludzi głównie po to, aby jej pomóc, ale przyuważył, ze znalazła sobie już jakiegoś śmiałka, coby pomógł jej z tobołami. Pożałował trochę, że sam tego nie zaproponował, ale ostatecznie, hej - wszyscy teraz tu byli, jest wciąż dużo rzeczy do roboty, to nie tak, że nie było w co włożyć rąk i w czym się wykazać.
Pomachał do Nory, gdy był na tyle blisko aby kobieta mogła go zauważyć. W ostatnim momencie zmienił jednak trajektorie chodu, widząc, że jakaś osoba męczy się przy poustawianych na sobie stołach. Castiel kucał przy meblach, jakby starał się przy nich coś zmajstrować, zapewne przygotowywał się do rozdzielenia tej konstrukcji, ale Charlie, już z daleka ocenił, że byłoby to trudne w pojedynkę.
- Wyglądasz jakbyś czekał na bohatera - zaczął nieskromnie - śmiałka, który weźmie z tobą w obroty te stoły - kontynuował, bez cienia zawstydzenia i skrupułów - tak się składa, że oddaję się do twojej dyspozycji - zakończył wypowiedź śmiejąc się krótko pod nosem i opierając ręce na biodrach, stając w lekkim rozkroku, jak rasowy 'ojciec' (którym nie był), który oceniał sytuację swoim wprawionym okiem, jakie widziało już wiele takich prac. Charles, w rzeczy samej, był bardzo chętny do pomocy, nie przeszkadzała mu praca fizyczna czy rzucenie paru zaklęć, wręcz przeciwnie, bo w magii translokacyjnej i transmutacyjnej był akurat wybitnie dobry. Jakakolwiek aktywność i wyrzucenie z siebie nadmierności energii traktował jak zbawienie.
- Jestem Julien, swoją drogą - dodał, skromniej, bo nowe imię wciąż układało mu się dziwnie na języku, acz nie dał tego po sobie aż tak poznać - nie znamy się, ale Betlane jak to Beltane, zbliża do siebie ludzi - mrugnął do, jak już zauważył, niższego mężczyzny. Wyciągnął swoją różdżkę, dając tym samym towarzyszowi do zrozumienia, że jest zwarty i gotowy do pracy.
- Zakładam, ze zdążyłeś już zaplanować jak się tym zajmiemy? - zapytał, bo blondyn wyglądał na naprawdę zamyślonego i skupionego na stołach, zanim mu przeszkodził.
Wiedział, że Nora, u której od niedawna pracował będzie się rozstawiać ze swoimi przysmakami, zmierzał w kierunku zebranych na polanie ludzi głównie po to, aby jej pomóc, ale przyuważył, ze znalazła sobie już jakiegoś śmiałka, coby pomógł jej z tobołami. Pożałował trochę, że sam tego nie zaproponował, ale ostatecznie, hej - wszyscy teraz tu byli, jest wciąż dużo rzeczy do roboty, to nie tak, że nie było w co włożyć rąk i w czym się wykazać.
Pomachał do Nory, gdy był na tyle blisko aby kobieta mogła go zauważyć. W ostatnim momencie zmienił jednak trajektorie chodu, widząc, że jakaś osoba męczy się przy poustawianych na sobie stołach. Castiel kucał przy meblach, jakby starał się przy nich coś zmajstrować, zapewne przygotowywał się do rozdzielenia tej konstrukcji, ale Charlie, już z daleka ocenił, że byłoby to trudne w pojedynkę.
- Wyglądasz jakbyś czekał na bohatera - zaczął nieskromnie - śmiałka, który weźmie z tobą w obroty te stoły - kontynuował, bez cienia zawstydzenia i skrupułów - tak się składa, że oddaję się do twojej dyspozycji - zakończył wypowiedź śmiejąc się krótko pod nosem i opierając ręce na biodrach, stając w lekkim rozkroku, jak rasowy 'ojciec' (którym nie był), który oceniał sytuację swoim wprawionym okiem, jakie widziało już wiele takich prac. Charles, w rzeczy samej, był bardzo chętny do pomocy, nie przeszkadzała mu praca fizyczna czy rzucenie paru zaklęć, wręcz przeciwnie, bo w magii translokacyjnej i transmutacyjnej był akurat wybitnie dobry. Jakakolwiek aktywność i wyrzucenie z siebie nadmierności energii traktował jak zbawienie.
- Jestem Julien, swoją drogą - dodał, skromniej, bo nowe imię wciąż układało mu się dziwnie na języku, acz nie dał tego po sobie aż tak poznać - nie znamy się, ale Betlane jak to Beltane, zbliża do siebie ludzi - mrugnął do, jak już zauważył, niższego mężczyzny. Wyciągnął swoją różdżkę, dając tym samym towarzyszowi do zrozumienia, że jest zwarty i gotowy do pracy.
- Zakładam, ze zdążyłeś już zaplanować jak się tym zajmiemy? - zapytał, bo blondyn wyglądał na naprawdę zamyślonego i skupionego na stołach, zanim mu przeszkodził.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you