14.12.2024, 21:49 ✶
—29/08/72—
Londyn, 29.08.72
Najdroższa Lorraine,
nie jestem w stanie wyrazić, jak Twój list i kwiaty ucieszyły moje serce. Mimo nawracającej migreny, jestem głęboko poruszona Twoją troską, Twoją wrażliwością i Twoim najsłodszym sercem i gnę się w poczuciu winy, że przez własną nieostrożność naraziłam Was wszystkim na te nieprzyjemności przerwanego spotkania! Może gdybym była ostrożniejsza, może gdybym w porę się odwróciła, zdziwiona tym, że ktoś wchodzi przez drugie, normalnie zasznurowane, a nie normalne, przeznaczone nam Artystom wejście... Może wtedy. Może wtedy byłoby inaczej. Ciocia... nie jest zadowolona, ale błagam niech zostanie to między nami. W ogóle nie chce się ze mną widzieć i boje się, że to było pierwsze i jednocześnie moje ostatnie tego typu wystąpienie w MUZIe, na pewno na najbliższe lata. Jestem wciąż roztrzęsiona tym faktem, nie zliczę łez, które wylałam przez tą sytuację. A jeszcze musiałam przyciąć włosy! Dasz wiarę, że ten okrutnik, który dokonał na mnie zamachu ukradł kawałek mnie ze sobą? Lękam się bardzo co może z nim zrobić, lekarze Munga dali mi kilka porad dotyczących klątw, ale stałe ich stosowanie doprowadza mnie na skraj wytrzymałości i chyba wolałabym już zmierzyć się z tą klątwą, zamiast unikać jej w boleściach nieproszonych skutków ubocznych.
Cierpię, pocieszam się tylko kwiatami i słowem od Ciebie, pocieszam wspomnieniem Twojego doskonałego jak zawsze Ravela, pocieszam się tym, że prawdziwy artysta cierpieć musi, aby potem móc o tym opowiadać. Moje pędzle topią się w wodzie łez, akwarele maluję ból i lęk, które towarzyszą mi od momentu powrotu do przytomności.
Odwiedź mnie proszę kiedyś, kiedy już rodzice moi się uspokoją i zaczną dopuszczać do mnie ludzi. Nigdy wcześniej tak nie żałowałam faktu, że jestem jedynaczką!
Z moimi najserdeczniejszymi uściskami,
Raphaela Michaela Avery