25.01.2023, 00:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.01.2023, 00:53 przez Julien Fitzpatrick.)
Dłuższą chwilę, w panice, reanimował Theodore'a i odsunął się od niego, dopiero, gdy ten gwałtownie otworzył oczy i tak samo szybko podniósł się do pozycji wpół-siedzącej, aby wypluć i wykaszleć zalegającą wodę.
- Na Merlina, myślałem już, że wyzioniesz ducha. Za przystojny jesteś żeby umierać - wyrzucił z siebie, chyba w ramach euforii, doceniając, że ma przed sobą oddychającą i żyjącą osobę, a nie zimnego trupa wyłowionego z jeziora. Nawet po chwili nie speszył się tym, co powiedział, pochylał się nad drugim czarodziejem, w pewnej konsternacji, jakby nie wierzył temu, że faktycznie mu się polepszyło. Poza tym, długo byli pod wodą, Theo nawet dłuzej od Charlesa, ciało różnie reagowało na takie sytuacje, zwłaszcza przy podduszaniu przez obślizgłą pół rybę, pół kobietę, pół cokolwiek-to-było-a-teraz-leży-spetryfikowane-na-dnie.
Włosy przykleiły mu się do twarzy, tak samo jak koszulka do klatki piersiowej, a spodnie do ud i łydek. Odgarnął mokre kosmyki z twarzy, aby mieć dobrą widoczność, bo włosy były na tyle długie, że zakrywały mu całą twarz, a wcześniej był zbyt popychany adrenaliną i chęcią uratowania życia, aby zwracać uwagę na takie szczegóły. Przekrzywił delikatnie głowę, a krople zimnej wody z jeziora sączyły mu się z włosów, wędrowały przez czoło, po linii szczęki, aby zginąć pomiędzy materiałem mokrej koszulki, a klatką piersiową. Oddychał szybko, przez co materiał unosił się i opadał arytmicznie. Dopiero teraz rozpoznał w uratowanym chłopaku Theodore'a, z którym chodził do szkoły, z którym grał w drużynie, a którego nie mógł powitać, jak dawnego kompana, musząc zgrywać nieznajomego. Żałował, ze tak właśnie musi się to potoczyć, ale nie miał innego wyjścia, wtajemniczeni mogli być jedynie Heather, Cameron oraz Sarah, a i tak dzieląc się z nimi ta wiedzą, Rookwood narażał ich na niebezpieczeństwo.
- Usłyszałem śpiew, nucenie, właściwie, melodię? Nie było w tym zbyt wielu słów, albo ja ich nie pamiętam. Przywiodła mnie tu, jak zapach kebaba po naprawdę długiej imprezie, domyślam się, że na ciebie zadziałało tak samo. Kiedy byłem przy pomoście ta obślizgła poczwara miała cię już w swoich szponach - wytłumaczył z grubsza, co się stało, albo jak odebrał całą sytuację - Jak się czujesz? Może trzeba będzie cię podrzucić do Munga? - zaproponował. Niezbyt mu się uśmiechało bieganie po szpitalach lub innych zatłoczonych miejscach, ale przecież nie zostawi tutaj zdezorientowanego, ledwo żywego kolegi ze szkoły. Lovegood zawsze był dla niego miły, dobrze wspominał spędzone z nim chwile, coś mu nawet zaświtało, ze w ostatnich miesiącach zaczął robić sensowniejszą karierę na deskach londyńskich teatrów.
- A właśnie, jestem Julien, Jules. Miło poznać, jak już mówiłem, dobrze, ze żyjesz - wyszczerzył w uśmiechu rządek białych zębów i opadł w pół-siad, umiejscawiając dłonie za tułowiem i opierając na nich ciężar ciała. Nie chciał na razie kontynuować dyskusji albo wypytywać wyłowionego chłopaka o zbyt dużą ilość szczegółów, nie wiedział jak stabilny jest jego stan, poza tym, ze oddycha. Zakładał też, że takie przeżycie musi być niesamowicie szokujące, wręcz traumatyczne. W końcu nie na codzień zaszyte w szuwarach syreny-potwory, czy inne magiczne wydry przypuszczają atak na twoje życie. Nawet Charlie, ze swoją listą nabytych nowych, świeżutkich traum, musiał przyznać, ze nie spodziewał się takiego obrotu spraw, a był zaledwie osobą ratującą, bez której, młody Lovegood poszedłby na dno wraz ze swoją pięknogłosą potworą.
- Na Merlina, myślałem już, że wyzioniesz ducha. Za przystojny jesteś żeby umierać - wyrzucił z siebie, chyba w ramach euforii, doceniając, że ma przed sobą oddychającą i żyjącą osobę, a nie zimnego trupa wyłowionego z jeziora. Nawet po chwili nie speszył się tym, co powiedział, pochylał się nad drugim czarodziejem, w pewnej konsternacji, jakby nie wierzył temu, że faktycznie mu się polepszyło. Poza tym, długo byli pod wodą, Theo nawet dłuzej od Charlesa, ciało różnie reagowało na takie sytuacje, zwłaszcza przy podduszaniu przez obślizgłą pół rybę, pół kobietę, pół cokolwiek-to-było-a-teraz-leży-spetryfikowane-na-dnie.
Włosy przykleiły mu się do twarzy, tak samo jak koszulka do klatki piersiowej, a spodnie do ud i łydek. Odgarnął mokre kosmyki z twarzy, aby mieć dobrą widoczność, bo włosy były na tyle długie, że zakrywały mu całą twarz, a wcześniej był zbyt popychany adrenaliną i chęcią uratowania życia, aby zwracać uwagę na takie szczegóły. Przekrzywił delikatnie głowę, a krople zimnej wody z jeziora sączyły mu się z włosów, wędrowały przez czoło, po linii szczęki, aby zginąć pomiędzy materiałem mokrej koszulki, a klatką piersiową. Oddychał szybko, przez co materiał unosił się i opadał arytmicznie. Dopiero teraz rozpoznał w uratowanym chłopaku Theodore'a, z którym chodził do szkoły, z którym grał w drużynie, a którego nie mógł powitać, jak dawnego kompana, musząc zgrywać nieznajomego. Żałował, ze tak właśnie musi się to potoczyć, ale nie miał innego wyjścia, wtajemniczeni mogli być jedynie Heather, Cameron oraz Sarah, a i tak dzieląc się z nimi ta wiedzą, Rookwood narażał ich na niebezpieczeństwo.
- Usłyszałem śpiew, nucenie, właściwie, melodię? Nie było w tym zbyt wielu słów, albo ja ich nie pamiętam. Przywiodła mnie tu, jak zapach kebaba po naprawdę długiej imprezie, domyślam się, że na ciebie zadziałało tak samo. Kiedy byłem przy pomoście ta obślizgła poczwara miała cię już w swoich szponach - wytłumaczył z grubsza, co się stało, albo jak odebrał całą sytuację - Jak się czujesz? Może trzeba będzie cię podrzucić do Munga? - zaproponował. Niezbyt mu się uśmiechało bieganie po szpitalach lub innych zatłoczonych miejscach, ale przecież nie zostawi tutaj zdezorientowanego, ledwo żywego kolegi ze szkoły. Lovegood zawsze był dla niego miły, dobrze wspominał spędzone z nim chwile, coś mu nawet zaświtało, ze w ostatnich miesiącach zaczął robić sensowniejszą karierę na deskach londyńskich teatrów.
- A właśnie, jestem Julien, Jules. Miło poznać, jak już mówiłem, dobrze, ze żyjesz - wyszczerzył w uśmiechu rządek białych zębów i opadł w pół-siad, umiejscawiając dłonie za tułowiem i opierając na nich ciężar ciała. Nie chciał na razie kontynuować dyskusji albo wypytywać wyłowionego chłopaka o zbyt dużą ilość szczegółów, nie wiedział jak stabilny jest jego stan, poza tym, ze oddycha. Zakładał też, że takie przeżycie musi być niesamowicie szokujące, wręcz traumatyczne. W końcu nie na codzień zaszyte w szuwarach syreny-potwory, czy inne magiczne wydry przypuszczają atak na twoje życie. Nawet Charlie, ze swoją listą nabytych nowych, świeżutkich traum, musiał przyznać, ze nie spodziewał się takiego obrotu spraw, a był zaledwie osobą ratującą, bez której, młody Lovegood poszedłby na dno wraz ze swoją pięknogłosą potworą.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you