15.12.2024, 01:14 ✶
Wbrew pozorom trzydzieści lat małżeństwa potrafiło solidnie dać w kość, a konkretniej to w lędźwie. Julian Bletchley czuł to boleśnie i nieznośnie, gdy tylko próbował się przeciągnąć. Kończyło się zawsze podobnym efektem, ale hej. Piątek, piąteczek, piątunio. Pierwszy września na dokładkę! Kiedyś ta data oznaczała dzikie poranne gonitwy, plątaninę nóg, kufrów i krzyków o zgubione podręczniki. To było jak coroczne tournée po Dolinie Godryka z biletem w jedną stronę do Szaleństwa. Na szczęście — na całe, absolutne szczęście — od lat nie musiał odprowadzać żadnego ze swoich smrodów na peron 9 i ¾. Dwójka dzieci wystarczyła aż nadto. Przy trzecim podejściu prawdopodobnie musiałby już poprosić o stałe znieczulenie zaklęciem uspokajającym. Nie żeby Julian miał coś do gadania w tej kwestii. Nie on przez dziewięć miesięcy nosiłby kolejnego małego terrorystę, więc ostateczna decyzja należała do Jolene. I dzięki bogom, że oboje zgodzili się na ten stan rzeczy. Przetarł twarz, a potem westchnął z takim dramatyzmem, że gdzieś tam w tle powinny były zabrzmieć skrzypce. Czemu on w ogóle o tym myślał o takiej porze? Z cichym mlaśnięciem oderwał się od poduszki i zsunął nogi na podłogę. Nie było zmiłuj, bo trzeba było wstać. Świat nie czekał na starego aurora, który próbował wynegocjować dodatkowe pięć minut snu. Zwlókł się i już miał ruszać w kierunku najważniejszej istoty w swoim życiu, jednakże skończył w łazience. Zaczerpnął wodę pełnymi garściami oraz głośno przemył twarz. Spojrzał w lustro, z którego patrzyła na niego znajoma twarz z kilkudniowym zarostem i zmarszczkami, które niegdyś były jedynie cienkimi liniami. Kiedy znalazł się na dole, od razu uderzył go zapach kawy i smażonego boczku. Zerknął na krzątająca się w kuchni Jolene. O jakże szybciutko się przy niej znalazł.
— Dzień dobry, droga señorita Bletchley — wymruczał, pozwolił sobie na chwilę słodkiego lenistwa. Jego głowa spoczęła na jej ramieniu, a ręce otuliły w talii. — Señor Bletchley melduje się. Wiesz co jest najlepsze w pierwszym września? Że zamieszanie z odprowadzaniem dzieciaków na peron to już nie nasz problem — odparł i posłał jej całusa w skroń. Tak to człowiek mógł rozpoczynać kolejny dzień w towarzystwie swojej ulubionej osoby. Przez te wszystkie lata Jolene nie straciła ani odrobiny swojej energii. Była jak zaklęcie niewyczerpanej siły, które trzymało ich rodzinę w ryzach. Gdyby nie ona, pewnie dawno by się pogubił. Jak ona to robiła, tego nie wiedział. Puścił ją, aby nalać sobie kawy i spojrzał na nakryty stół. Uniósł brew.
— Myślisz, że nasze córki w ogóle wiedzą ile wysiłku wkładasz w te poranki?
— Dzień dobry, droga señorita Bletchley — wymruczał, pozwolił sobie na chwilę słodkiego lenistwa. Jego głowa spoczęła na jej ramieniu, a ręce otuliły w talii. — Señor Bletchley melduje się. Wiesz co jest najlepsze w pierwszym września? Że zamieszanie z odprowadzaniem dzieciaków na peron to już nie nasz problem — odparł i posłał jej całusa w skroń. Tak to człowiek mógł rozpoczynać kolejny dzień w towarzystwie swojej ulubionej osoby. Przez te wszystkie lata Jolene nie straciła ani odrobiny swojej energii. Była jak zaklęcie niewyczerpanej siły, które trzymało ich rodzinę w ryzach. Gdyby nie ona, pewnie dawno by się pogubił. Jak ona to robiła, tego nie wiedział. Puścił ją, aby nalać sobie kawy i spojrzał na nakryty stół. Uniósł brew.
— Myślisz, że nasze córki w ogóle wiedzą ile wysiłku wkładasz w te poranki?