15.12.2024, 03:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.12.2024, 03:54 przez Perseus Black.)
A czy Perseusowi ciążyły wyrzuty sumienia? Jeszcze nie wiedział - był zbyt oszołomiony wrażeniami nocy, by dopuścić do siebie myśl o tym, co się stało i jakie niosło ze sobą konsekwencje. Jakby znajdował się za wodospadem oddzielającym go od rzeczywistości; zagłuszonej i rozmytej. Wiedział tylko, że kochał Vesperę, choć nie był to ten rodzaj miłości, który każe rzucać się z klifu i wyrywać sobie serce. Wiedział, że nie chciał jej zranić, nie z premedytacją, ale równocześnie zdawał sobie sprawę z przykrej sprawy - podwaliną ich małżeństwa było pożądanie. Powodem, dla którego stanęli przed ołtarzem, był skandal, który należało ukryć, a nie uczucie.
— Oh, niewątpliwie strata — szelmowskie iskierki rozbłysły w jego oczach, gdy pochylił się w stronę Rodolphusa, a potem zawisł kilka centymetrów przed jego twarzą, kontemplując każdy jej szczegół, zupełnie przypadkiem wędrując przy tym po trójkątnej linii prawe oko-usta-lewe oko i z powrotem. Zaraz jednak gwałtownie przerwał, jakby zdał sobie sprawę z tego, jak niebezpiecznie sugestywne jest to zachowanie i pochylił się nad kubkiem herbaty.
— Gdybyś chciał porozmawiać, zawsze znajdę dla ciebie czas — odpowiedział wpatrując się w swoje rozedrgane odbicie w ciemnym naparze; bardziej z uprzejmości, niż prawdziwej chęci niesienia pomocy. Wciąż bowiem nie mógł wyzbyć się wrażenia, że to właśnie jego ostatnia "pomoc" doprowadziła Rodolphusa i Bellatrix do tego miejsca. — Ale jeśli mogę... po moich przygodach z byłą żoną... — uśmiechnął się jakby przepraszając, że w ogóle podjął ten temat — ...uważam, że nie ma powodu, dla którego którekolwiek z was miałoby się śpieszyć z małżeństwem. Bez znaczenia, czy ze sobą, czy z kimś innym. Czystość krwi jest ważna, ale rozwody są bardziej przerażające niż gniew rodziców.
Już miał upić pierwszy łyk herbaty, gdy padło pytanie o Vesperę. Dłoń Perseusa zamarła w bezruchu, a napój zatańczył niebezpiecznie na krawędzi kubka. Odstawił naczynie na stół z obawy przed poparzeniem i wygładził obrus przed sobą, choć przecież był gładki.
— Stabilnie. To znaczy, jest nieprzytomna, ale nic nie wskazuje ani na poprawę, ani na pogorszenie. A wszyscy uzdrowiciele rozkładają bezradnie ręce. To równie dobrze może być jakaś nowa odmiana tropikalnej choroby, albo... — przełknął ślinę, przypominając sobie tatuaż na jej przedramieniu. Przeniósł na Rodolphusa przerażone spojrzenie; czy to mogło być działanie samego Lorda Voldemorta za karę, że nie... właściwie, to nie wiedział, czego Vespera miałaby nie zrobić, ale wyobrażał sobie, że czarnoksiężnik mógł być niezadowolony, że ostatnie tygodnie spędzała na przygotowaniach do ślubu, zamiast robić to, co robią inni jego zwolennicy. Nie znał przecież dynamiki relacji panujących w Kromlechu, a wyobraźnia podsuwała mu najgorsze scenariusze... — ...albo jakaś klątwa. Nic nie wiadomo, specjaliści dwoją się i troją, a mnie kazali trzymać się z daleka i czekać, pomimo tego, że przecież sam jestem lekarzem. Nonsens!
Uderzył dłońmi w stół, aż jego własny kubek się przewrócił. Herbata wsiąkała w obrus, kolorowy obrus kupiony specjalnie z okazji Lammas, a Perseus bezradnie ukrył twarz w dłoniach.
— Oh, niewątpliwie strata — szelmowskie iskierki rozbłysły w jego oczach, gdy pochylił się w stronę Rodolphusa, a potem zawisł kilka centymetrów przed jego twarzą, kontemplując każdy jej szczegół, zupełnie przypadkiem wędrując przy tym po trójkątnej linii prawe oko-usta-lewe oko i z powrotem. Zaraz jednak gwałtownie przerwał, jakby zdał sobie sprawę z tego, jak niebezpiecznie sugestywne jest to zachowanie i pochylił się nad kubkiem herbaty.
— Gdybyś chciał porozmawiać, zawsze znajdę dla ciebie czas — odpowiedział wpatrując się w swoje rozedrgane odbicie w ciemnym naparze; bardziej z uprzejmości, niż prawdziwej chęci niesienia pomocy. Wciąż bowiem nie mógł wyzbyć się wrażenia, że to właśnie jego ostatnia "pomoc" doprowadziła Rodolphusa i Bellatrix do tego miejsca. — Ale jeśli mogę... po moich przygodach z byłą żoną... — uśmiechnął się jakby przepraszając, że w ogóle podjął ten temat — ...uważam, że nie ma powodu, dla którego którekolwiek z was miałoby się śpieszyć z małżeństwem. Bez znaczenia, czy ze sobą, czy z kimś innym. Czystość krwi jest ważna, ale rozwody są bardziej przerażające niż gniew rodziców.
Już miał upić pierwszy łyk herbaty, gdy padło pytanie o Vesperę. Dłoń Perseusa zamarła w bezruchu, a napój zatańczył niebezpiecznie na krawędzi kubka. Odstawił naczynie na stół z obawy przed poparzeniem i wygładził obrus przed sobą, choć przecież był gładki.
— Stabilnie. To znaczy, jest nieprzytomna, ale nic nie wskazuje ani na poprawę, ani na pogorszenie. A wszyscy uzdrowiciele rozkładają bezradnie ręce. To równie dobrze może być jakaś nowa odmiana tropikalnej choroby, albo... — przełknął ślinę, przypominając sobie tatuaż na jej przedramieniu. Przeniósł na Rodolphusa przerażone spojrzenie; czy to mogło być działanie samego Lorda Voldemorta za karę, że nie... właściwie, to nie wiedział, czego Vespera miałaby nie zrobić, ale wyobrażał sobie, że czarnoksiężnik mógł być niezadowolony, że ostatnie tygodnie spędzała na przygotowaniach do ślubu, zamiast robić to, co robią inni jego zwolennicy. Nie znał przecież dynamiki relacji panujących w Kromlechu, a wyobraźnia podsuwała mu najgorsze scenariusze... — ...albo jakaś klątwa. Nic nie wiadomo, specjaliści dwoją się i troją, a mnie kazali trzymać się z daleka i czekać, pomimo tego, że przecież sam jestem lekarzem. Nonsens!
Uderzył dłońmi w stół, aż jego własny kubek się przewrócił. Herbata wsiąkała w obrus, kolorowy obrus kupiony specjalnie z okazji Lammas, a Perseus bezradnie ukrył twarz w dłoniach.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory