25.01.2023, 00:55 ✶
Z każdym kolejnym słowem czuł, jak drobne igiełki frustracji zatapiają się coraz głębiej w jego psyche. Nagle uderzyła go fala gorąca; oblizał więc spierzchnięte wargi i rozpiął dwa guziki koszuli, lecz to wcale nie sprawiło, że poczuł się lepiej. Cały czas trawił go żar, zdawało się, że pochodzi z jego wnętrza i rozlewa się po całym ciele. Alkohol natomiast czynił go ociężałym - zazwyczaj było to przyjemne uczucie, jednak tym razem zamiast błogości odczuwał jedynie bezsilność. Nie znosił tego uczucia; niemoc od zawsze stanowiła bowiem jego słaby punkt, plamę na materiale honoru, którą ze wszystkich sił starał się sprać robiąc dobrą minę do złej gry.
Opanowanie Elliotta jedynie pogłębiało jego irytację. Podziwiał go za możliwość zachowania kamiennej twarzy w sytuacjach stresogennych, a jednocześnie nie znosił, gdy to robił. Niekiedy odnosił wrażenie, że celowo rozgrzewał oponentów do czerwoności, aby potem napawać się swym zwycięstwem nad ich emocjami. Ale przecież Perseus wcale nie był jego wrogiem, wręcz przeciwnie, żywił wciąż do niego ciepłe uczucia i gotów był pójść za nim wszędzie, zrobić dla niego wszystko - spełnić każdą prośbę, wykonać każdy rozkaz. Dlatego bolało go to, w jaki sposób przyjaciel i dawna miłość się do niego zwracał, a im większy był ból, w tym grubsze warstwy gniewu go odziewał.
Byłby jednak skłonny mu w tamtym momencie ulec, poddać się jego woli i postąpić wedle jego planu, gdyby nie to, że kolejny raz nawiązał do jego tchórzostwa. A przecież niczego w życiu bardziej nie żałował, niż wyjazdu do Paryża, wszak od siedmiu lat wszelkie nieszczęścia, jakie spotykały Perseusa były pośrednio związane z jego ucieczką. Wciąż nie wyjawił Elliottowi powodów, które się za nią kryły - nie czuł się gotowy i podejrzewał, że w najbliższym czasie nie będzie w stanie odbyć tej rozmowy. Zbyt wiele pracy mieli z łataniem teraźniejszości, aby jeszcze zaprzątać sobie głowę przeszłością.
Nie odpowiedział mu od razu. Zamiast tego chwycił pustą szklankę i rzucił nią w jego kierunku, lecz wcale nie celował w Malfoya - nigdy, nawet podczas najżarliwszych kłótni nie zależało mu na jego krzywdzie - a w ścianę za nim. Naczynie przeleciało więc tuż nad ramieniem mężczyzny, a następnie rozbiło się z charakterystycznym trzaskiem, gdy z impetem natrafiło na przeszkodę. Dźwięk ten nieco otrzeźwił Blacka, który znieruchomiał na moment przerażony własnymi czynami, a następnie wplótł palce obu dłoni w swoje włosy i znów pochylił się do przodu.
— Zamknij się, zamknij się, zamknij się wreszcie... Naprawdę nie widzisz, że zamieniasz się we własnego ojca? — rzucił wreszcie drżącym głosem — Jesteś nawet od niego gorszy.
Czy chciał cofnąć swoje słowa? O dziwo, nie. Gdy wreszcie wyrzucił z siebie to, co siedziało w nim od miesięcy, czuł jedynie ulgę. Ktoś musiał w końcu to powiedzieć; los sprawił, że padło akurat na Perseusa. — Powiedziałem, że się tym zajmę i to zrobię. — dodał.
Opanowanie Elliotta jedynie pogłębiało jego irytację. Podziwiał go za możliwość zachowania kamiennej twarzy w sytuacjach stresogennych, a jednocześnie nie znosił, gdy to robił. Niekiedy odnosił wrażenie, że celowo rozgrzewał oponentów do czerwoności, aby potem napawać się swym zwycięstwem nad ich emocjami. Ale przecież Perseus wcale nie był jego wrogiem, wręcz przeciwnie, żywił wciąż do niego ciepłe uczucia i gotów był pójść za nim wszędzie, zrobić dla niego wszystko - spełnić każdą prośbę, wykonać każdy rozkaz. Dlatego bolało go to, w jaki sposób przyjaciel i dawna miłość się do niego zwracał, a im większy był ból, w tym grubsze warstwy gniewu go odziewał.
Byłby jednak skłonny mu w tamtym momencie ulec, poddać się jego woli i postąpić wedle jego planu, gdyby nie to, że kolejny raz nawiązał do jego tchórzostwa. A przecież niczego w życiu bardziej nie żałował, niż wyjazdu do Paryża, wszak od siedmiu lat wszelkie nieszczęścia, jakie spotykały Perseusa były pośrednio związane z jego ucieczką. Wciąż nie wyjawił Elliottowi powodów, które się za nią kryły - nie czuł się gotowy i podejrzewał, że w najbliższym czasie nie będzie w stanie odbyć tej rozmowy. Zbyt wiele pracy mieli z łataniem teraźniejszości, aby jeszcze zaprzątać sobie głowę przeszłością.
Nie odpowiedział mu od razu. Zamiast tego chwycił pustą szklankę i rzucił nią w jego kierunku, lecz wcale nie celował w Malfoya - nigdy, nawet podczas najżarliwszych kłótni nie zależało mu na jego krzywdzie - a w ścianę za nim. Naczynie przeleciało więc tuż nad ramieniem mężczyzny, a następnie rozbiło się z charakterystycznym trzaskiem, gdy z impetem natrafiło na przeszkodę. Dźwięk ten nieco otrzeźwił Blacka, który znieruchomiał na moment przerażony własnymi czynami, a następnie wplótł palce obu dłoni w swoje włosy i znów pochylił się do przodu.
— Zamknij się, zamknij się, zamknij się wreszcie... Naprawdę nie widzisz, że zamieniasz się we własnego ojca? — rzucił wreszcie drżącym głosem — Jesteś nawet od niego gorszy.
Czy chciał cofnąć swoje słowa? O dziwo, nie. Gdy wreszcie wyrzucił z siebie to, co siedziało w nim od miesięcy, czuł jedynie ulgę. Ktoś musiał w końcu to powiedzieć; los sprawił, że padło akurat na Perseusa. — Powiedziałem, że się tym zajmę i to zrobię. — dodał.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory