15.12.2024, 15:02 ✶
Sprawa Scylli była niepewna, wiele brakowało do jej przesądzenia, lecz Charles nie zamierzał decydować bez poznania zdania swojej wybranki. Siostra przynajmniej aprobowała i wydawało się, jeśli dojdzie do związku, przynajmniej jej opinię będzie miał z głowy.
Sądził, że Scarlett zareaguje inaczej. Spodziewał się spuszczenia głowy, przyznania do winy, przyrzeczenia poprawy. Tymczasem siostra nie tylko nie dała się upomnieć, ale jeszcze odbijała piłeczkę i Charlie poczuł, jak kolejny raz robi mu się gorąco, lecz tym razem już nie ze wstydu. Wyprostował się, nie pozwalając, by siostra wzięła nad nim górę.
- W bezruchu? Scarlett, czy ty wiesz, co ja robię? Czy zainteresowałaś się tym, co robię, jaką mam pracę? - Wytknął jej wprost. - Nie będziesz oskarżać mnie o bezruch, nie w momencie, gdy robię więcej, niż kiedykolwiek wcześniej. - Warknął. Wiedział, że musi sam zadbać o swoją przyszłość i zamierzał to zrobić. Pracował u pani Dolohov, zaś po oficjalnej pracy zajmował się swoimi świeczkami. Nie miał czasu na wyjścia, na spotkania, na miłostki, chociaż przecież ktoś pojawił się w jego życiu. Scarlett mogłaby równie dobrze napluć mu w twarz. - Nie znasz znaczenia słowa impotent, prawda? Nie musisz używać ładnych słów i poetyckich wyrażeń, nie robi to na mnie wrażenia. - Dodał, bo wolałby przekazane wprost informacje. Nie miał pojęcia, skąd Scarlett nabrała takiej maniery, ale nie podobała mu się ona ani trochę. - Nie rozumiesz, że to przez konsekwencje moich działań nie mogę zadbać o ojca tak, jakbym chciał? Zaufałem, że ty staniesz na wysokości zadania. Ty byłaś obok niego, Scarlett. Obok taty, jako ostatnia. - Uniósł dłoń, by oskarżycielsko dziabnąć ją palcem w mostek. - Po tym, jak mnie wyrzucił i nie chciał na mnie patrzeć. Sądzisz, że coś się zmieniło, nawet jeśli wuj nie żyje? To była jego wola! Jego ostatnia wola, żeby mnie wyrzucić i wydziedziczyć! Nie muszę ci tłumaczyć, że tata ceni sobie wuja bardziej niż wszystkich nas razem i każdego z osobna! - Podniósł głos, niemal wykrzykując te krzywdzące słowa, w które jednak nauczył się wierzyć. Nawet zza grobu Robert nim pogardzał. Nawet po śmierci miał wpływ na ojca. - On sam nakazał mi wyprowadzkę, to nie był mój wybór, żeby odciąć się od ojca! To był wybór taty!
Odczucia Scarlett odbijały się w Charlesie jak w krzywym zwierciadle. Oboje siebie nie rozumieli i oboje mieli o to żal, który rozrywał serca. Szukali w sobie wsparcia, lecz go nie znajdowali.
- A teraz znajdujesz sobie pracę, gdy ojciec cię potrzebuje..? - W głos Charlesa wdarło się rozczarowanie. - Czy naprawdę miałoby to takie znaczenie, gdybyś poczekała miesiąc? Z pewnością miałoby znaczenie dla taty. Ja... nie wiem, co się stało, Scarlett. Z tym, z tobą, z tatą. Może lepiej będzie... jeśli nie będziemy o tym rozmawiać.
Jeśli wyjdziesz, odbiło się echem.
Sądził, że Scarlett zareaguje inaczej. Spodziewał się spuszczenia głowy, przyznania do winy, przyrzeczenia poprawy. Tymczasem siostra nie tylko nie dała się upomnieć, ale jeszcze odbijała piłeczkę i Charlie poczuł, jak kolejny raz robi mu się gorąco, lecz tym razem już nie ze wstydu. Wyprostował się, nie pozwalając, by siostra wzięła nad nim górę.
- W bezruchu? Scarlett, czy ty wiesz, co ja robię? Czy zainteresowałaś się tym, co robię, jaką mam pracę? - Wytknął jej wprost. - Nie będziesz oskarżać mnie o bezruch, nie w momencie, gdy robię więcej, niż kiedykolwiek wcześniej. - Warknął. Wiedział, że musi sam zadbać o swoją przyszłość i zamierzał to zrobić. Pracował u pani Dolohov, zaś po oficjalnej pracy zajmował się swoimi świeczkami. Nie miał czasu na wyjścia, na spotkania, na miłostki, chociaż przecież ktoś pojawił się w jego życiu. Scarlett mogłaby równie dobrze napluć mu w twarz. - Nie znasz znaczenia słowa impotent, prawda? Nie musisz używać ładnych słów i poetyckich wyrażeń, nie robi to na mnie wrażenia. - Dodał, bo wolałby przekazane wprost informacje. Nie miał pojęcia, skąd Scarlett nabrała takiej maniery, ale nie podobała mu się ona ani trochę. - Nie rozumiesz, że to przez konsekwencje moich działań nie mogę zadbać o ojca tak, jakbym chciał? Zaufałem, że ty staniesz na wysokości zadania. Ty byłaś obok niego, Scarlett. Obok taty, jako ostatnia. - Uniósł dłoń, by oskarżycielsko dziabnąć ją palcem w mostek. - Po tym, jak mnie wyrzucił i nie chciał na mnie patrzeć. Sądzisz, że coś się zmieniło, nawet jeśli wuj nie żyje? To była jego wola! Jego ostatnia wola, żeby mnie wyrzucić i wydziedziczyć! Nie muszę ci tłumaczyć, że tata ceni sobie wuja bardziej niż wszystkich nas razem i każdego z osobna! - Podniósł głos, niemal wykrzykując te krzywdzące słowa, w które jednak nauczył się wierzyć. Nawet zza grobu Robert nim pogardzał. Nawet po śmierci miał wpływ na ojca. - On sam nakazał mi wyprowadzkę, to nie był mój wybór, żeby odciąć się od ojca! To był wybór taty!
Odczucia Scarlett odbijały się w Charlesie jak w krzywym zwierciadle. Oboje siebie nie rozumieli i oboje mieli o to żal, który rozrywał serca. Szukali w sobie wsparcia, lecz go nie znajdowali.
- A teraz znajdujesz sobie pracę, gdy ojciec cię potrzebuje..? - W głos Charlesa wdarło się rozczarowanie. - Czy naprawdę miałoby to takie znaczenie, gdybyś poczekała miesiąc? Z pewnością miałoby znaczenie dla taty. Ja... nie wiem, co się stało, Scarlett. Z tym, z tobą, z tatą. Może lepiej będzie... jeśli nie będziemy o tym rozmawiać.
Jeśli wyjdziesz, odbiło się echem.