25.01.2023, 01:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2023, 23:51 przez Elliott Malfoy.)
Niebieskie oczy Elliotta pociemniały, gdy przymrużył je delikatnie, niezmiennie siedząc na swoim miejscu z nogą założoną na nogę. Przypominał w tym wszystkim marmurowy posąg, który przychodzi się podziwiać do muzeum; każde z ubrań leżało na nim nienagannie, zmarszczki twarzy były pedantycznie opanowane, a jasne oczy skupione na rozmówcy. Brakowało mu tego, co rzeźbom nadawali najznamienitsi twórcy - duszy. Swoją schował głęboko, być może zostawił za progiem, a osoba, która ciosała jego aktualne rysy nie miała w sobie niczego z delikatności i płomienności artystów, nie dzierżyła dłuta z miłością, nie dbała o każdy detal, aby tchnąć w swoje dzieło falę przepełniających emocji, wręcz przeciwnie. Metodycznie, z każdym stuknięciem młoteczka ojciec Malfoya powodował, że z wnętrza chłopca coś ulatywało, wydawałoby się, że na stałe, bo takie pozory sprawiał, wykreowany ręką tyrana. Prawda była inna. Posąg tworzyło się od podstaw, można było glinę kształtować, pod naporem dłoni tak, jak muza sobie tego życzyła, z człowiekiem było inaczej i, choć, według mitów mógł być zrodzony z tego samego materiału, oddzielał się od nieżywych spojrzeń, zamkniętych na zawsze w granice i marmurze, kruszył materiały, aby wykonać krok, o którym sam jeden mógł tylko wiedzieć.
Przesadził i dobrze o tym wiedział, ale coś podpowiadało mu, że jeżeli nie wyznaczy granicy w relacji z Perseusem, to straci panowanie nad sytuacją. Poddał się swojej zuchwałości, chęci kontroli i poczucia wyższości, a co najgorsze - wcale nie żałował. Nieprzyjemna satysfakcja przeszła mu zimnym dreszczem po kręgosłupie, gdy szklanka rozbiła się o ścianę, a odłamki wylądowały na jego ramieniu i pomiędzy kosmykami włosów. Nawet nie drgnął, wlepiając mroźne spojrzenie niebieskich oczu prosto w te rozjuszone, ciemne oczy przyjaciela, byłego kochanka, w którym niegdyś znajdował tyle pasji, a teraz szydził z tych samych emocji, które przynosiły mu ukojenie, były czymś odmiennym, dobrym, wyczekiwanym. Nie był pewien skąd wiedział, że brunet, mimo swojej złości, nie wyceluje w niego szklanką, było to poza logiką, zaufał intuicji, a ta go nie zawiodła. W pierwszej chwili nie wiedział co powiedzieć i dopiero, gdy przeczesał włosy dłonią, a drobinki szkła opadły na kanapę wraz z tymi strzepniętymi z ramienia, rozciągnął usta w nieprzyjemnym uśmiechu. Serce zabiło mu mocniej, nie chciał tego robić, tak źle mu się patrzyło jak Perseus nie radzi sobie ze swoim własnym zmartwieniem i złością, zapragnął usiąść obok niego, aby mieć go w ramionach, ułożyć jego głowę na swojej klatce piersiowej, ale nie wykonał żadnego z tych ruchów, pozostał nieruchomy w swojej zgryźliwości, chociaż wszystko w nim aż krzyczało, błagało o postawienie kroku do przodu.
- Witamy w rodzinie, Percy. Nikomu się raczej nie podoba - swoja szklankę odstawił na stolik nieopodal ramienia kanapy. Jego głos brzmiał krystalicznie, ale nie było w nim przyjemności, która płynęłaby z czystych dźwięków, raczej wbijał się ostrymi, wypolerowanymi do szpica krawędziami w uszy rozmówcy, powodując ten sam efekt, co przejechanie paznokciami po tablicy.
Pożałował swoich słów bardzo szybko, tak samo jak wypitego alkoholu, bo zrobiło mu się niedobrze. Nie był w stanie trzymać się w ryzach, w momencie, gdy jego największy lęk stał się rzeczywistością, gdy czuł jak obrzydzenie rozchodzi się po nim od stup do głów i spływa potem po plecach, a może tylko mu się wydawało? Uczucie ścisku żołądka miało go nie opuścić conajmniej do wieczora.
- Lepiej dla nas wszystkich, aby tak było - dodał tylko, nie przeciągając struny. Wstał z miejsca i mimo chęci, którą odczuwał, aby znaleźć się bliżej Perseusa po prostu wyciągnął różdżkę z wewnętrznej kieszeni marynarki.
- Reparo - wycelował w drobinki znajdujące się na oraz za kanapą, a te zmieniły się na powrót w szklankę, zakręciwszy się, wydając charakterystyczny dźwięk rysowania szkłem o drewno posadzki.
- Wolałbym, abyś nie wspominał Eunice, że tu byłem. Mam nadzieję, że zdołacie się dogadać, znam drogę do wyjścia - poinformował go sucho, prawie tak, jakby przejeżdżał po jątrzącej się ranie papierem ściernym i bez zwłoki udał się do wyjścia z mieszkania państwa Black.
Nienawidził siebie, chyba najbardziej za to, że pozwolił wypłynąć na wierzch prawdziwym uczuciom, które Black z łatwością mógł dostrzec - zawsze był jego słabością, czy z aurowidzeniem, czy bez, i na zawsze miało tak zostać.
Przesadził i dobrze o tym wiedział, ale coś podpowiadało mu, że jeżeli nie wyznaczy granicy w relacji z Perseusem, to straci panowanie nad sytuacją. Poddał się swojej zuchwałości, chęci kontroli i poczucia wyższości, a co najgorsze - wcale nie żałował. Nieprzyjemna satysfakcja przeszła mu zimnym dreszczem po kręgosłupie, gdy szklanka rozbiła się o ścianę, a odłamki wylądowały na jego ramieniu i pomiędzy kosmykami włosów. Nawet nie drgnął, wlepiając mroźne spojrzenie niebieskich oczu prosto w te rozjuszone, ciemne oczy przyjaciela, byłego kochanka, w którym niegdyś znajdował tyle pasji, a teraz szydził z tych samych emocji, które przynosiły mu ukojenie, były czymś odmiennym, dobrym, wyczekiwanym. Nie był pewien skąd wiedział, że brunet, mimo swojej złości, nie wyceluje w niego szklanką, było to poza logiką, zaufał intuicji, a ta go nie zawiodła. W pierwszej chwili nie wiedział co powiedzieć i dopiero, gdy przeczesał włosy dłonią, a drobinki szkła opadły na kanapę wraz z tymi strzepniętymi z ramienia, rozciągnął usta w nieprzyjemnym uśmiechu. Serce zabiło mu mocniej, nie chciał tego robić, tak źle mu się patrzyło jak Perseus nie radzi sobie ze swoim własnym zmartwieniem i złością, zapragnął usiąść obok niego, aby mieć go w ramionach, ułożyć jego głowę na swojej klatce piersiowej, ale nie wykonał żadnego z tych ruchów, pozostał nieruchomy w swojej zgryźliwości, chociaż wszystko w nim aż krzyczało, błagało o postawienie kroku do przodu.
- Witamy w rodzinie, Percy. Nikomu się raczej nie podoba - swoja szklankę odstawił na stolik nieopodal ramienia kanapy. Jego głos brzmiał krystalicznie, ale nie było w nim przyjemności, która płynęłaby z czystych dźwięków, raczej wbijał się ostrymi, wypolerowanymi do szpica krawędziami w uszy rozmówcy, powodując ten sam efekt, co przejechanie paznokciami po tablicy.
Pożałował swoich słów bardzo szybko, tak samo jak wypitego alkoholu, bo zrobiło mu się niedobrze. Nie był w stanie trzymać się w ryzach, w momencie, gdy jego największy lęk stał się rzeczywistością, gdy czuł jak obrzydzenie rozchodzi się po nim od stup do głów i spływa potem po plecach, a może tylko mu się wydawało? Uczucie ścisku żołądka miało go nie opuścić conajmniej do wieczora.
- Lepiej dla nas wszystkich, aby tak było - dodał tylko, nie przeciągając struny. Wstał z miejsca i mimo chęci, którą odczuwał, aby znaleźć się bliżej Perseusa po prostu wyciągnął różdżkę z wewnętrznej kieszeni marynarki.
- Reparo - wycelował w drobinki znajdujące się na oraz za kanapą, a te zmieniły się na powrót w szklankę, zakręciwszy się, wydając charakterystyczny dźwięk rysowania szkłem o drewno posadzki.
- Wolałbym, abyś nie wspominał Eunice, że tu byłem. Mam nadzieję, że zdołacie się dogadać, znam drogę do wyjścia - poinformował go sucho, prawie tak, jakby przejeżdżał po jątrzącej się ranie papierem ściernym i bez zwłoki udał się do wyjścia z mieszkania państwa Black.
Nienawidził siebie, chyba najbardziej za to, że pozwolił wypłynąć na wierzch prawdziwym uczuciom, które Black z łatwością mógł dostrzec - zawsze był jego słabością, czy z aurowidzeniem, czy bez, i na zawsze miało tak zostać.
Koniec sesji
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦