25.01.2023, 02:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.01.2023, 02:02 przez Patrick Steward.)
Patrick obserwował zebranych w milczeniu. Kiedy Lucy zdecydowała się do niego podejść, posłał jej przyjazne spojrzenie i kiwnął głową na znak powitania, ale dosłownie kilka sekund po tym, wrócił do obserwacji. Nie zabierał głosu, najpierw wolał zebrać uwagi innych, potem dopiero wyciągnąć własne wnioski. Zresztą, swoją najważniejszą – zdążył już wypowiedzieć na głos: korytarz między straganami należało powiększyć. Nie tylko on to zauważył a pomysł został już przyjęty i przyklepany przez resztę.
Rozstawienie patroli, choć traktował poważnie, przyjmował raczej dość umownie. W czasie Beltaine będzie tłum ludzi, będą chodzili, pewnie dojdzie do jakiegoś incydentu (tu nie potrzeba było nawet śmierciożerców, wystarczył jeden, drugi, trzeci pijany i krewki czarodziej). Najważniejszą więc sprawą w ustawieniu było zapewnienie odpowiedniego poziomu przepływu informacji między nimi. Tu zresztą też wszystko zostało już dopowiedziane. Mieli fale, flary, iskry. Zresztą, gdyby było naprawdę źle, wrzaski i wybuchy zawsze przyciągają uwagę.
Służbista – odpowiedział w myślach Mavelle.
Było jednak coś, co i Stewarda zaniepokoiło w zachowaniu Rockwooda. Do tej pory uważał Chestera za oschłego, ale jednocześnie całkiem przyzwoitego aurora. Jasne, nie byli przyjaciółmi, Patrickowi – jako aurowidzowi ciężko było zaufać komuś, kogo aury nie mógł zobaczyć, ale jej brak u doświadczonego aurora zrzucał na karb raczej zbytniej ostrożności połączonej – być może – z jakimś ciemnym, ale tak naprawdę nieszkodliwym sekretem. Ostatecznie ten mógł przecież skrycie chodzić na dziwki lub namiętnie uprawiać hazard w piwnicy kasyna Prewettów. To nieskrywana niechęć, gdy mówił do Hardwicka tak zaniepokoiła Patricka.
Odruchowo przestąpił z nogi na nogę, siłą powstrzymując się przed zasłonięciem Thomasa przed wzrokiem Chestera. Znowu popatrzył na Lucy, tym razem intensywniej, najwidoczniej zastanawiając się, czy pomyślała o tym samym co on. A myśli miał niewesołe. Jeśli doświadczony auror, stróż prawa i porządku, miał problem z zaakceptowaniem w szeregach brygadzistów mugolaka, jak wielka niechęć mogła tkwić w reszcie czarodziejskiego świata?
Ale nie przyłączył się do grupowego usadzania Rockwooda. Z jednej strony nie sądził, by teraz był na to czas i miejsce, z drugiej nie rozumiał po co auror próbował nagrabić sobie u całej grupy młodych i aktywnych zawodowo brygadzistów. Gdyby sam miał dowodzić, zachowywałby się raczej podobnie do Erika, wysłuchując uważnie wszystkich propozycji a na końcu i tak podejmując kluczowe decyzje samodzielnie (nawet jeśli reszta uważałaby, że podejmował je po wysłuchaniu i uwzględnieniu ich uwag).
- Zdaje się, że najważniejsze sprawy mamy już ustalone? – zapytał, zamiast tego.
Rozstawienie patroli, choć traktował poważnie, przyjmował raczej dość umownie. W czasie Beltaine będzie tłum ludzi, będą chodzili, pewnie dojdzie do jakiegoś incydentu (tu nie potrzeba było nawet śmierciożerców, wystarczył jeden, drugi, trzeci pijany i krewki czarodziej). Najważniejszą więc sprawą w ustawieniu było zapewnienie odpowiedniego poziomu przepływu informacji między nimi. Tu zresztą też wszystko zostało już dopowiedziane. Mieli fale, flary, iskry. Zresztą, gdyby było naprawdę źle, wrzaski i wybuchy zawsze przyciągają uwagę.
Służbista – odpowiedział w myślach Mavelle.
Było jednak coś, co i Stewarda zaniepokoiło w zachowaniu Rockwooda. Do tej pory uważał Chestera za oschłego, ale jednocześnie całkiem przyzwoitego aurora. Jasne, nie byli przyjaciółmi, Patrickowi – jako aurowidzowi ciężko było zaufać komuś, kogo aury nie mógł zobaczyć, ale jej brak u doświadczonego aurora zrzucał na karb raczej zbytniej ostrożności połączonej – być może – z jakimś ciemnym, ale tak naprawdę nieszkodliwym sekretem. Ostatecznie ten mógł przecież skrycie chodzić na dziwki lub namiętnie uprawiać hazard w piwnicy kasyna Prewettów. To nieskrywana niechęć, gdy mówił do Hardwicka tak zaniepokoiła Patricka.
Odruchowo przestąpił z nogi na nogę, siłą powstrzymując się przed zasłonięciem Thomasa przed wzrokiem Chestera. Znowu popatrzył na Lucy, tym razem intensywniej, najwidoczniej zastanawiając się, czy pomyślała o tym samym co on. A myśli miał niewesołe. Jeśli doświadczony auror, stróż prawa i porządku, miał problem z zaakceptowaniem w szeregach brygadzistów mugolaka, jak wielka niechęć mogła tkwić w reszcie czarodziejskiego świata?
Ale nie przyłączył się do grupowego usadzania Rockwooda. Z jednej strony nie sądził, by teraz był na to czas i miejsce, z drugiej nie rozumiał po co auror próbował nagrabić sobie u całej grupy młodych i aktywnych zawodowo brygadzistów. Gdyby sam miał dowodzić, zachowywałby się raczej podobnie do Erika, wysłuchując uważnie wszystkich propozycji a na końcu i tak podejmując kluczowe decyzje samodzielnie (nawet jeśli reszta uważałaby, że podejmował je po wysłuchaniu i uwzględnieniu ich uwag).
- Zdaje się, że najważniejsze sprawy mamy już ustalone? – zapytał, zamiast tego.