Morpheus był nerwowy od momentu, gdy otworzył oczy nad ranem. Dlatego też, równie nerwowo odstawił filiżankę na spodek, gdy tknęło go jakieś przeczucie. To nie była wizja per se, raczej drgnienie czasu, słyszalne w tle, jak pojedyncza nuta wygrana na fortepianie z zamkniętym skrzydłem w łagodności dotyku. Samotna, bez kontynuacji, dalszej części taktu. Po prostu jedna nuta przyszłości.
— Będziesz miał gości, Antoniuszu — stwierdził nieco nieobecnym głosem, gdzieś na linii teraźniejszości i przyszłości. Coś się zmieniło w Morpheusu w ostatnich tygodniach, ale teraz ta zmiana dotknęła również namacalnej rzeczywistości. Od momentu, gdy się poznali, Anthony mógł rozpoznać moment, gdy przyjaciel przegracza granicę czasu i widzi to, co dopiero nadejdzie, przez nieco rozmyte spojrzenie, coś co przypominało astralny błogostan. Chociaż z wiekiem to znikało, zmieniało się, tak jak zmieniał się on, czasami wręcz zakrawając o rozmycie na konturach cielesności, to teraz to zniknęło. Zostało tylko echo przyszłości w głosie, które zdawało się być zachowane celowo. Jak podkreślenie w notesie, równa linia od linijki.
Morpheus był niespokojny i dlatego był na Horyzontalnej. Z żadnego innego powodu.
Wstał ze swojego miejsca, wygładził szatę w kolorze kiru, poza ciemną, granatową lamówką, haftowaną różnymi odcieniami niebieskiego w letniej kwiaty, jakby chciał zatrzymać tę porę roku samym swoim odzieniem. Lekki len. Habry. Byle nie pamiętać, że jest wrzesień, a liście żółkną. Zniknął na chwilę w pokoju gościnnym, czy raczej, swoim pokoju, ucieczce od Warowni, od rodziny, do swojego sanktuarium, wrócił z książką. Usiadł. Dwukrotnie czytał to samo zdanie, nie rozumiejąc, co czyta.
Rozległo się pytanie, a on spojrzał wymownie na Shafiq'a. A nie mówiłem nie wybrzmiało, ale wisiało w powietrzu z humorem. Zaczarowany imbryk dolał mu herbaty. Nie zamierzał zaglądać do fusów, jeszcze nie teraz, bo już byłyby naznaczone oczywistościami wędrowców.
— Usunę się. Będę udawać, że mnie nie ma, chyba że to Erik, ale jego poznam po krokach — rzucił z humorem, wstając po raz kolejny. I tak nie czytał, nie mógł się skupić. Wszystko w nim drgało, a on poważnie zaczynał zastanawiać się, czy to nie skutki uboczne herbaty z mandragory, którą tak zachwalał mu Anthony. — Wtedy natomiast wyjdę oknem.
Dużo to mówiło o poświęceniu Morpheusa, którego paraliżował lęk przed wysokościami, gdy oferował (sobie bardziej niż przyjacielowi) tak drastyczną formę uniknięcia kontaktu z bratankiem. Są rzeczy których nie chce się wiedzieć, znać i widzieć. To była właśnie jedna z nich. W przypadku innych gości zaś, cóż, to już nie są sekrety Shafiq'a tylko ich wspólne sekrety. W końcu, jedna dusza.