• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine

[01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#37
15.12.2024, 21:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.12.2024, 21:03 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)  
- Będzie z ciebie stara miła rodzynka? Wybacz, ale jakoś w to nie wierzę - parsknął pod nosem, nie kryjąc przekornego rozbawienia, bo za bardzo na niego kurwiła, aby mógł jej uwierzyć w to, że zamierzała być naprawdę poczciwą staruszką.
Nie, nie jego Rina. Ona miała mieć pazur do końca życia i jeszcze dłużej. Nawiedzać ludzi po śmierci. Łypać na nich z portretów. Komentować decyzje podejmowane na jej oczach. Zapewne nawet znaleźć sposób na to, aby w dalszym ciągu pilnować swojego wampirzego brata. Nie, bycie milusią starszą panią zdecydowanie odpadało.
- Miejmy nadzieję - to nie była łatwa odpowiedź, bo przecież sytuacja wyglądała zgoła inaczej.
Jak mogli mieć jakąkolwiek nadzieję, gdy ich relacja już nie istniała? Nie mieli przyszłości. Ani teraz, ani za wiele lat. Dziesięć, dwadzieścia czy dziewięćdziesiąt. Jeśli kiedykolwiek była jakaś nadzieja na to, że cokolwiek jeszcze się poukłada to ich ostatnia kłótnia całkowicie ją wymazała. Nie było między nimi niczego prócz wyrzutów i krzywdy, nawet jeśli ich rozmowa wcale na to teraz nie wskazywała.
Od początku pobytu w tym domu karmili się złudzeniami. Dlaczego? Nie miał pojęcia. Być może to była aura tego miejsca. Możliwe, że byli zbyt zmęczeni, instynktownie powracając do starych nawyków. Cokolwiek to sprawiało, w tym momencie chyba nie był w stanie z tym walczyć. Po prostu się temu poddał, pozwolił na to, aby gniew opadł i chwila spokoju znowu trwała.
- Ta. Już mnie o tym zapewniała. Wymyśliła cały plan, w którym wychodzi na skrzywdzoną przez Borgina, łapie go na zdradzie czy inny chuj i z nim zrywa - stwierdził z goryczą, bo ani przez sekundę nie sądził, żeby to rzeczywiście mogło zadziałać. - Tyle tylko, że wróćmy do tego, że to dobra partia. Jaka dobra partia weźmie na siebie podobne oskarżenia? Nawet jeśli tak jej wmawia, to nie wypali - tak, był bardzo szybki, aby oceniać czyjeś założenia, ale nie widział w tym zbyt dużego pola do manewru.
To była wyłącznie tania wymówka. Chwilowy wykręt, niczym niepoparte założenia, że gdy przyjdzie co do czego, kuzyn Geraldine rzeczywiście postanowi postąpić zgodnie z malutkim, wcale nie tak niewinnym planem Roselyn, po którym jego reputacja poleci na łeb na szyję. A w świecie, w którym pozycja liczyła się jak mało co, trudno było w to uwierzyć.
- Nawiasem mówiąc, to była naprawdę dobra konsolka - tym razem nie potrafił powstrzymać chwilowego rozbawienia, błysnęły mu oczy a kąciki ust zadrżały w stłumionym uśmiechu. - Circa tysiąc osiemset dziewięćdziesiąty. Rzemieślnicza robota. Prawdopodobnie jedyna taka - cóż, wcześniej się o to wkurwił, ale przecież to nie była wielka strata.
Nie wobec tego, co faktycznie mogło się stać tamtego wieczoru i nie mówił o pochopnym zrobieniu czegoś, czego potem by żałował. Wbrew pozorom nie o zabiciu Astarotha, choć był wtedy bliski odbicia ataku dokładnie w ten sposób. Ani o kłach w swojej szyi, bo mimo że za cholerę by tego nie przełknął (za to Yaxley bardzo chętnie), miał raczej na myśli coś zupełnie innego. Któreś z nich mogło skończyć w znacznie gorszy sposób od ugryzienia.
- A gdyby baba miała jaja to byłaby chłopem - skwitował ciężko i ponuro wcale nie po to, żeby robić sobie z niej jaja czy ponownie się z nią kłócić tylko raczej dla zasady, bo mówiła o czymś, co było poza zakresem jej możliwości.
Nie chciał, żeby się o cokolwiek obwiniała. Stanowczo zbyt często to robiła. Doskonale pamiętał jak podejmował starania, aby cokolwiek zmienić w tym zakresie, bo tak naprawdę nigdy tego nie zaakceptował. Paradoksalnie wolał, gdy wszystko było jego winą, nawet jeśli te słowa nieodmiennie go wkurwiały, niż gdy ona tak o sobie mówiła. Wtedy ściskało go w piersi. Nie mógł przechodzić obojętnie wobec jej załamanego spojrzenia. Nie zasłużyła sobie na to.
Tak jak na ten pierwszy komentarz, nawet jeśli to była u niego norma. Zazwyczaj miał tendencję do odruchowego wydobywania z siebie czegoś takiego, dopiero później przechodząc do rzeczy. Tak jak teraz, choć nie bez zawahania. Starał się dobierać odpowiednie słowa. Naprawdę o tym myślał, potrafił nie mówić bez namysłu, to co czuła przecież było do zrozumienia.
- Przeżył, kochanie, przeżył to a ty nie zawiniłaś. Nawet, jeśli bestia go prawie zabiła, byłaś przy nim. Znalazłaś go. Nie był wtedy sam - powiedział spokojnie, bardzo miękko jak na kogoś, kto raczej zazwyczaj nie miał żadnych predyspozycji do pocieszania ludzi, a jednak teraz mocniej ją do siebie przygarnął, ściskając chłodną dłoń dziewczyny. - To się liczy. To ma znaczenie. Nie jesteś w stanie cofnąć czasu, żeby temu zapobiec, ale przy nim byłaś - tyle mógł jej powiedzieć bez poczucia, że kłamał w jakimkolwiek zakresie.
Poprzedni wieczór był dowodem tego jak bardzo liczyła się czyjaś obecność w obliczu śmiertelnego zagrożenia, prawda? Ciepła dłoń drugiej osoby, gdy wszystko dookoła pogrążało się w mroku i w chłodzie, gdy nadzieja zaczynała gasnąć a wizja śmierci przestawała być czymś odległym. Nie była już tylko wyobrażeniem a czymś, co niemal się działo.
Było blisko. Nie tak blisko jak w przypadku Astarotha, którego faktycznie opuściło życie, lecz gdy on zmienił się w wampira, oni mogli po prostu przestać istnieć dla świata. Los potępionego z pewnością znaczyła wieczna męczarnia, ale śmierć sama w sobie też nie była niczym wiele lepszym. Zwłaszcza z rąk bytu, który wpierw wysysał szczęśliwe wspomnienia, karmiąc się ofiarą a dopiero potem odbierał jej resztki życia.
Roise nie mógł powiedzieć Rinie, że nie zawiniła. Nie wierzył w to, by to była jej wina, ale nie mógł uciec się do czegoś, czego i tak nie chciała słyszeć. Już kiedyś miała rację mówiąc mu, że go przy tym nie było. Chuja wiedział o tym jak wyglądała tamta sytuacja. Co dało się zrobić a co było z góry przesądzone. Ona też mogła tam zginąć. Z pewnością była tego świadoma. I jak zwykle mimo wszystko się winiła.
Obiecał tego nie oceniać, prawda? Przynajmniej nie na głos, więc tego nie robił. Obejmował ją ramieniem, czując jak dziewczyna mocniej się w niego wtula i reagując na to głaskaniem jej po ramieniu. Daniem Yaxleyównie ciepła, którego teraz potrzebowała a nie bezsensownych słów bez większego znaczenia.
Potrafił się zamknąć, gdy to było konieczne. Umiał trzymać usta zamknięte. Szczególnie teraz, gdy dookoła działo się tyle zła, że czasami po prostu zaczynało brakować mu słów. Nawet on potrafił ich po prostu nie mieć. Nie wiedzieć, w jaki sposób skomentować sytuację, czuć, że nieważne, co powie, to niewiele zmienia.
Było trudno i ciężko. A przecież oboje mieli pełną świadomość tego, że z upływem czasu wcale nie miało być łatwiej. Czasami nadzieja zwyczajnie go opuszczała. Tak jak w tej chwili, gdy siedzieli tuż obok siebie. Zupełnie jak niegdyś, gdy była jeszcze dla nich wspólna przyszłość.
Wszystko zniszczyli. Zepsuli nie tylko marzenia, lecz także wspomnienia wszystkich chwil, jakie mieli. Tamtych pięknych momentów będących jak rozbłyski w mroku. Jak świetliki na bagnie, choć może bardziej jak błędne ogniki zwodzące w kierunku potępienia? W końcu nigdy nie były prawdziwe. Nie mieli szans. Od początku byli skazani na porażkę.
Teraz trudno mu było stwierdzić, co było rzeczywistością a co ułudą. Ile razy wyłącznie wydawało mu się, że wszystko się między nimi układa, podczas gdy ona wcale tak nie myślała. Nie chciał wierzyć w tamte słowa, szczególnie że sam przecież nie miarkował się w gorzkich stwierdzeniach nie mających zbyt wiele związku z prawdą, jednak Geraldine brzmiała zupełnie tak, jakby szczerze myślała to, co mówiła. Jakby to płynęło prosto z jej zranionego serca.
W tym momencie domyślał się tego, co mogła czuć wtedy na wiosnę. Nie chciał, by tak było, ale taka była prawda. Odrzucił ją, dał jej do zrozumienia coś, czego nie chciał. Nic dziwnego, że mu się zrewanżowała, że coś w niej pękło i jedynym, co miała mu szczerze do powiedzenia było właśnie to, że w niego nie wierzyła, ale to bolało.
Być może teraz już tego nie okazywał. Z pozoru kłótnia wygasła, jednak ilość milczenia, która się między nimi pojawiła nie była naturalna. Tak samo jak to, że instynktownie unikali swoich spojrzeń, nawet jeśli wyciągnął ku niej ramiona a ona się w niego wtuliła.
- Pozbiera się po tym - odpowiedział po stanowczo zbyt długiej chwili. - To silny dzieciak. Pozbierałby się nawet bez wsparcia - a przecież je miał, prawda? - Nie zapominaj, że jesteś kurewsko uparta, jak coś sobie założysz to nie ma chuja, że będzie inaczej. Podkładasz go, zawsze umiałaś wyciągać ludzi nawet z najgłębszego bagna - bardzo nieznacznie uniósł kącik ust, odruchowo trącając ją bokiem w bok.
Ich historia była skomplikowana, ale na kilka lat rzeczywiście była w stanie go ze sobą pociągnąć, prawda? Przez parę lat naprawdę sądził, że go poskładała. Nikt mu tyle nie dał, z nikim nie czuł się w ten sposób i nie wątpił w to, że to była ta jedna jedyna szansa w życiu. Miała sobie poradzić z Astarothem. Wiedział, że miała.
A w przeciwieństwie do niego, Yaxley miał rzeczywiste szanse powodzenia. Był porywczy, ale w gruncie rzeczy nie aż tak pojebany. Tak, nadal nie zamierzał mu ufać, zresztą nie planował podtrzymywania tej relacji, ale to, co mówił płynęło z serca. Kiedyś lubił tego smarka, teraz nie przepadał za jego wampirzą wersją, ale to była chyba głównie kwestia ponownego przechodzenia okresu dojrzewania u Astarotha. Może kiedyś miał przestać być takim dupkiem. Choć rodzina Yaxleyów miała tendencję do fiksowania.
- Sprowadziłaś go na siebie czy nie, już go nie ma. Nie wróci - próbował być spokojny, nie dać jej odczuć tego, jak bardzo irytowała go tą swoją tendencją do szukania w sobie najgłębszego problemu.
Nie chciał się dłużej wściekać. Był na to zdecydowanie zbyt mocno zmęczony. Zresztą przecież dostatecznie dużo sobie już powiedzieli. Nie musieli mówić nic więcej, co zniszczyłoby im tę najpewniej ostatnią spokojną chwilę.
Zamiast tego skupił się na najważniejszym. Na tym, czego nie mógł popsuć, jeszcze bardziej skopać. Wystarczyło, że skopał wszystko, co było dla niego najistotniejsze a resztą zajęły się czynniki zewnętrzne albo ludzie. Machnął ręką na komentarz o znajomościach, cóż, Rina z pewnością miała co nieco doświadczenia w tym zakresie wyniesionego z Ministerstwa. Byli tu na tej samej stopie.
W przeciwieństwie do widm. Cholernie mocno wiedział, że wciąż zamierzała się w to angażować. Szczególnie, gdy dotarło do niego to, że najwyraźniej była w tym bardziej doświadczona, posiadając wiedzę, której on nie miał.
- Krąg chroniący przed widmami? - Powtórzył, marszcząc przy tym czoło. - Wiesz, na jakiej zasadzie? Magiczna tarcza w stylu Protego? Pole siłowe? Inna energia? Jak się zachowuje? Co tak właściwie robi? Jak wygląda? Musisz mi to pokazać. Koniecznie - w tej jednej chwili poczuł coś na kształt przypływu zainteresowania, coś w rodzaju fascynacji, która instynktownie sprawiła, że nie zważał na słowa.
Nie dostrzegał tego, co jej powiedział. Nie zwrócił uwagi na tworzenie kolejnych nieprawdopodobnych planów. Nie w obliczu odkrycia, które mogło coś zmienić. Możliwe, że było w stanie dać im jakąś szansę. Jeśli Geraldine faktycznie miała rację, a przecież nie miał podstaw ku podważaniu tego, to mogło wiele zmienić.
- Jeśli dowiedzielibyśmy się, co sprawia, że krąg jest skuteczny, można byłoby to przenieść na inną płaszczyznę. Przeskalować tak, żeby objąć nim jak największy teren a jeszcze lepiej przekierować siłę w taki sposób, żeby obrócić sposób, w jaki działa przeciwko nim. Przekręcić pole do spodem do góry, wierzchem w drugą stronę, rozumiesz, o co mi chodzi? Odbić je tak, żeby zamknęło widma w środku, wtedy je zmniejszyć - rozgadał się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, przynajmniej tego wieczoru, tym razem emanując znacznie większą ekscytacją, mimowolnie patrząc na dziewczynę ze znacznie większą energią. - Metafizyczna pułapka na muchy - tak, to było całkiem niezłe określenie, nawet jeśli trochę zbyt lekkie jak na to, o czym teraz myślał.
Przez chwilę, przez moment sądząc, że to faktycznie mogłoby zadziałać. Jednak ta chwila przygasła wraz z kolejnymi myślami, bo cóż, to nie było tak proste. Nie tak łatwe i banalne jak mogło się wydawać w pierwszej chwili.
Zresztą, przecież nie byli już zespołem, nie chciał, żeby się narażała, szczególnie nie w ten sposób. Tak samo jak nie chciał angażować jej we wszystkie tajniki tego, co mogło być konieczne, by w ogóle byli w stanie być na tej samej stronie. By móc rozmawiać o opcjach.
Entuzjazm opadł tak szybko jak się pojawił. Ambroise pokręcił głową, ponownie opierając się o ścianę i kląskając językiem o podniebienie.
- Rozrysujesz mi to w domu? - Mimo to przynajmniej próbował podtrzymać temat rozmowy, lepsze to niż nic, nie? - Wygląd okręgu. To, na jakim dokładnie jest planie. Ile ma punktów zewnętrznych i tak dalej - potrzebował tych informacji, nawet jeśli ostatecznie prawdopodobnie nie miały mieć praktycznego wykorzystania.
Przynajmniej mógł zaktualizować swoją wiedzę. Przez całą tę rozmowę to robił. Zarówno o te przydatne elementy, jak i rzeczy, których nie chciał słyszeć. Cóż, te ostatnie dwa dni dosyć dużo zmieniły.
- Zapamiętam - kiwnął głową w odpowiedzi, nawet jeśli nie było tu zbyt wiele do zapamiętania.
To kiedyś był też jego dom. Zostawił tam wiele wspomnień, wiele szczęścia, niemalże wszystkie swoje rzeczy i marzenia o przyszłości. Nawet jeśli to już nie było jego mieszkanie to aż za dobrze pamiętał wszystko, co było do pamiętania. A nawet znacznie więcej.
- Ameryka Południowa, mówisz? To rzeczywiście musiała być - pierwsza zima od wielu lat, którą spędzili z osobna, cholernie trudny okres, szczególnie w okolicach Yule, ale nie tylko, bo od wiosny nie było dnia, by cokolwiek było łatwe - miła odmiana od zimna - stwierdził mając nadzieję, że zabrzmi to lekko i przyjemnie, jednak nie miał złudzeń - brzmiał jak ktoś przygnieciony świadomością tego, że oboje wrócili do rzeczywistości sprzed lat.
On się zaharowywał, ona wyjeżdżała. Realia nie wyglądały już tak pięknie jak niegdyś. Nie mieli lekkiego życia, tak właściwie to nigdy. Razem z pewnością było im dużo łatwiej dźwigać ciężar wszystkiego, co się działo. Nawet jeśli musieli przy tym iść na jakieś ustępstwa, to było niczym w porównaniu do tego jak teraz wyglądała rzeczywistość.
Z dnia na dzień sytuacja dookoła robiła się coraz bardziej skomplikowana. Odnalezienie się w nowym świecie, gdy nie miało się dawnego oparcia było trudne, dziwne, niewłaściwe. Łatwo było się w tym pogubić, zapominając o wszelkich wartościach, o rzeczach wartych starania. Być może nie chciał tego przyznać, ale gdzieś w głębi duszy wcale nie chciał się w tym odnajdywać. Nie, gdy wiedział, że kiedyś miał wszystko.
Jak mógł budować nową rzeczywistość, kiedy jego stara nadal gdzieś tam była? Tęsknił za nią bardziej niż mógłby powiedzieć. Nie chciał wychodzić na kogoś takiego, nie był miękki, to była jego własna decyzja. Zresztą słuszna, więc czemu coraz bardziej ją podważał? Czemu ich rozmowa odbiegała w kierunku, przez który było mu coraz ciężej trzymać się powziętego postanowienia?
Ich świat już nie istniał. To były wyłącznie złudzenia. Ta chwila nie miała żadnego znaczenia wobec tego, co z siebie wylali. Jeśli coś mogło być w tym wszystkim jeszcze trudniejsze niż kilka dni temu to właśnie ta świadomość, że jeszcze parę minut wcześniej być może było co ratować, o co walczyć. Choć czy prawda i tak nie wyszłaby na jaw? Zaufanie nie istniało od dawna. Teraz ta walka była stracona, ale już wcześniej nie przyniosłaby nic dobrego. Złudzenia miały to do siebie.
Wbrew temu, co powiedział kilka minut wcześniej, nie miał ich wobec tego, że ich współpraca w zakresie zajęcia się problemem widm nie istniała. Nie zamierzali utrzymywać relacji, która zbyt mocno by im ciążyła. Bycie sojusznikiem nie było tym, czego by pragnął ani tym, czego ona chciała od niego zanim wszystko spierdolili. Teraz nie wiedział, jakie mogła mieć oczekiwania i czy w ogóle jakieś miała.
Gubił się w tym wszystkim, jednak jedno było pewne - cokolwiek każde z nich zamierzało zrobić, to była odobna sprawa. Dlatego postanowił się odezwać, choć przecież nie chciał, żeby znała go od tej strony. Nie chciał, żeby wiedziała o tym zbyt wiele. Ani żeby sama zbyt głęboko w to wszystko wnikała. Mimo to nie dostrzegał innego rozwiązania.
- Nie wiem, ale to jedyna możliwość, jaka przychodzi mi do głowy. Nie próbuj innego rozwiązania - stwierdził nie bez wahania, bo przecież był całkowicie świadomy tego, że to nie jedyna, jaka istniała.
Tyle tylko, że tak jak sam dawał jej przecież do zrozumienia: nie sądził, by udźwignęła jakąkolwiek inną. Nie bez wcześniejszego przygotowania. Nie bez podjęcia ryzyka, którego nie powinna podejmować, nie mówiąc tu o samych widmach, tylko o całej reszcie. O P
pokłosiu decydowania.
- Ale to mroczna energia. Widma. Możliwe, że to okaże się za słabe albo da wręcz odwrotny efekt do założenia - mruknął, wbijając wzrok w wyładowania na ciemnym niebie. - Nigdy nic nie wiadomo. To zawsze jest kwestia teoretyzowania - dodał powoli, bo przecież tym tak naprawdę była nekromancja.
Działanie na energiach nigdy nie było do końca przewidywalne. Zawsze pozostawiało wiele pola do nadużyć i niedoszacowań. Nekromancja nie była stabilna w żadnym znaczeniu tego słowa.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (43832), Geraldine Greengrass-Yaxley (31861)




Wiadomości w tym wątku
[01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.12.2024, 03:12
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.12.2024, 14:04
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.12.2024, 15:55
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.12.2024, 22:29
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.12.2024, 00:31
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.12.2024, 14:21
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.12.2024, 16:29
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.12.2024, 22:16
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 05.12.2024, 00:49
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.12.2024, 20:40
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 05.12.2024, 22:51
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.12.2024, 00:08
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 06.12.2024, 04:59
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.12.2024, 15:31
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 06.12.2024, 17:56
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.12.2024, 11:49
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 07.12.2024, 14:22
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.12.2024, 23:50
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 08.12.2024, 00:58
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.12.2024, 22:43
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 09.12.2024, 00:53
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 09.12.2024, 13:42
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 09.12.2024, 15:58
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 09.12.2024, 22:51
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 10.12.2024, 00:56
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.12.2024, 14:35
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 10.12.2024, 17:04
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.12.2024, 00:01
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 11.12.2024, 04:43
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.12.2024, 00:48
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.12.2024, 05:08
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.12.2024, 13:44
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.12.2024, 23:59
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.12.2024, 23:55
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.12.2024, 03:51
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.12.2024, 23:29
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.12.2024, 21:01
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.12.2024, 23:30
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.12.2024, 02:07
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.12.2024, 13:43
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.12.2024, 16:22

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa