16.12.2024, 11:00 ✶
- Hm - powiedziała, przeżuwając powoli jedzenie. Popiła je sokiem, głębiej zastanawiając się nad tym, co mówił Anthony. Rowle poparłby jego teorię, chociaż oczywistym było, że brakowało badań, które by to potwierdziły. Ona sama skłaniała się ku temu, że zadbane zwierzęta to mocniejsze składniki, nie wspominając już o etycznym pobieraniu ich. Problem w tym, że nie wszystkie gatunki dało się... Nawet nie szanować, a traktować tak, jakby nie chciały ich zabić. To była dość złożona, skomplikowana sprawa, o której wolała nie rozmawiać tutaj, wśród mugoli.
Gdy wspomniał o tym, że mogłaby go zastraszyć, zakrztusiła się. Nie w taki uroczy sposób, że haha hihi patrzcie na mnie, ja nawet nie czerwienieję, ja pąsowieję - o nie. Faye daleko było do eterycznej damy, wychowanej na salonach, i nie miało to żadnego związku z jej drugą naturą, a raczej z wychowaniem. Momentalnie zrobiła się czerwona na twarzy, oczy zaszły jej łzami, a cała struga soku poleciała prosto na Shafiqa. Słowo daję, trochę tego soku poleciało jej też nosem, a sama Faye zaniosła się kaszlem, skupiając na sobie wzrok innych osób, przebywających w pomieszczeniu.
- Panie Anthony, w życiu bym panu nie groziła! - powiedziała energicznym szeptem, zachrypniętym przez chwilowy brak oddechu. Uderzyła się kilka razy otwartą dłonią w klatkę piersiową, żeby na powrót móc swobodnie oddychać. I nawet sięgnęła po chusteczkę, jedną żeby mu podać, a drugą żeby wytrzeć najpierw swoją twarz, a potem stolik. - Chodziło mi o to, że Nicholas wbrew pozorom potrafi być nadopiekuńczy. Może robić problemy, jeśli się dowie. To wszystko.
Dodała wyjaśniającym tonem, wycierając sok z blatu.
- Ale ma pan moją uwagę, brzmi naprawdę ciekawie. To oficjalna wyprawa z ramienia Ministerstwa? - czy mi za to zapłacisz, Shafiq? zdawało się krzyczeć jej spojrzenie.
Gdy wspomniał o tym, że mogłaby go zastraszyć, zakrztusiła się. Nie w taki uroczy sposób, że haha hihi patrzcie na mnie, ja nawet nie czerwienieję, ja pąsowieję - o nie. Faye daleko było do eterycznej damy, wychowanej na salonach, i nie miało to żadnego związku z jej drugą naturą, a raczej z wychowaniem. Momentalnie zrobiła się czerwona na twarzy, oczy zaszły jej łzami, a cała struga soku poleciała prosto na Shafiqa. Słowo daję, trochę tego soku poleciało jej też nosem, a sama Faye zaniosła się kaszlem, skupiając na sobie wzrok innych osób, przebywających w pomieszczeniu.
- Panie Anthony, w życiu bym panu nie groziła! - powiedziała energicznym szeptem, zachrypniętym przez chwilowy brak oddechu. Uderzyła się kilka razy otwartą dłonią w klatkę piersiową, żeby na powrót móc swobodnie oddychać. I nawet sięgnęła po chusteczkę, jedną żeby mu podać, a drugą żeby wytrzeć najpierw swoją twarz, a potem stolik. - Chodziło mi o to, że Nicholas wbrew pozorom potrafi być nadopiekuńczy. Może robić problemy, jeśli się dowie. To wszystko.
Dodała wyjaśniającym tonem, wycierając sok z blatu.
- Ale ma pan moją uwagę, brzmi naprawdę ciekawie. To oficjalna wyprawa z ramienia Ministerstwa? - czy mi za to zapłacisz, Shafiq? zdawało się krzyczeć jej spojrzenie.