16.12.2024, 16:52 ✶
Wytrzymał jego spojrzenie. Nie spuszczał wzroku z jego twarzy, nie zamierzając nawet się odchylać, gdy zawisł nad nim te kilka centymetrów. Pojedynek na spojrzenia był czymś, co praktykował od lat - jeżeli Black próbował go zawstydzić, to nie udało mu się. W zasadzie nikomu się chyba nie udało, przynajmniej do tej pory. Wydawało się, że pomimo tej całej otoczki którą wokół siebie tkał, ten człowiek po prostu nie miał wstydu.
- Na ten moment plan małżeństwa nie jest mi po drodze - odpowiedział, unosząc kubek z herbatą. Umoczył w naparze usta, wpatrując się gdzieś ponad ramieniem Perseusa. Bellatrix była jedyną osobą, którą kochał. Kto wie: być może nadal ją kochał? Lecz chyba nie tak mocno, by postawić ją wyżej niż siebie samego. Może tu tkwił problem, może zbyt mocno kochał samego siebie? O ile można było to nazwać miłością. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, czy gdyby doszło do walki, to czy dałby radę stanąć przeciwko komukolwiek z rodziny. Gdy był z Black, nawet tego nie rozważał: mieli iść ramię w ramię i kroczyć obok siebie, paląc po drodze świat. Nie przeszło mu nigdy przez myśl, że mogliby stanąć po przeciwnych stronach barykady. Teraz w sumie też o tym nie myślał, bo ona nigdy nie wystąpiłaby przeciwko Voldemortowi a to, co robił Rodolphus, było pokierowane dobrem wyższym i zakładało wierność względem Mistrza.
Przeniósł z powrotem wzrok na Blacka, gdy ten zaczął mówić o Vesperze. Obserwował jego reakcję. Chciał wybadać, jak bardzo kochał kobietę i jak bardzo chciał z nią być. Po co? W zasadzie to z przyzwyczajenia. Nawet w takiej sytuacji zbierał informacje o drugiej osobie, by potem w spokoju, w zaciszu swojego domu, móc włożyć je do odpowiednich szufladek. Żeby były gotowe do wyciągnięcia i użycia tak szybko, jak to tylko możliwe. Widział, że poruszył wrażliwy temat, ale oko za oko: co prawda on sam zaczął temat związany z Trix, ale to Perseus pociągnął go dalej. Między nimi istniała jednak bardzo wyraźna różnica - Lestrange nie przejmował się tak bardzo tym, co teraz robiła kobieta, jak Perseus przejmował się stanem Vespery.
- Jeżeli to klątwa, to powinno dać się ją złamać - odpowiedział cicho, lekko przekrzywiając głowę. Zmarszczył brwi. - Perseuszu, czyż to nie jest oczywiste? Jeżeli w grę wchodzi rodzina, nasz osąd jest z reguły zaburzony. W diagnozę wchodzą emocje, niezwykle silne, co widać po twojej reakcji. Jesteś lekarzem, lecz czy jesteś uzdrowicielem? Jesteś klątwołamaczem? Tworzysz eliksiry, które pozwalają oszukać śmierć?
Zapytał retorycznie, nie robiąc sobie nic z tego nagłego wybuchu. Odstawił na bok swój kubek, jednocześnie odsuwając się na krześle, by resztki herbaty nie poplamiły świeżo umytego ciała. Sięgnął do ciała Perseusa, by otoczyć je ramieniem. Tego oczekiwała każda żyjąca istota, która posiadała emocje wyższe. Przycisnął go do siebie, wolną dłonią przejeżdżając po czarnych jak noc włosach.
- Jeżeli stan jest stabilny, a ona jest pod opieką najlepszych, pozostaje tylko czekać i mieć nadzieję - powiedział cicho. Mógłby dodać jeszcze jakiś debilny frazes o tym, że mógłby się modlić do Matki, ale to chyba nie przeszłoby mu przez gardło.
- Na ten moment plan małżeństwa nie jest mi po drodze - odpowiedział, unosząc kubek z herbatą. Umoczył w naparze usta, wpatrując się gdzieś ponad ramieniem Perseusa. Bellatrix była jedyną osobą, którą kochał. Kto wie: być może nadal ją kochał? Lecz chyba nie tak mocno, by postawić ją wyżej niż siebie samego. Może tu tkwił problem, może zbyt mocno kochał samego siebie? O ile można było to nazwać miłością. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, czy gdyby doszło do walki, to czy dałby radę stanąć przeciwko komukolwiek z rodziny. Gdy był z Black, nawet tego nie rozważał: mieli iść ramię w ramię i kroczyć obok siebie, paląc po drodze świat. Nie przeszło mu nigdy przez myśl, że mogliby stanąć po przeciwnych stronach barykady. Teraz w sumie też o tym nie myślał, bo ona nigdy nie wystąpiłaby przeciwko Voldemortowi a to, co robił Rodolphus, było pokierowane dobrem wyższym i zakładało wierność względem Mistrza.
Przeniósł z powrotem wzrok na Blacka, gdy ten zaczął mówić o Vesperze. Obserwował jego reakcję. Chciał wybadać, jak bardzo kochał kobietę i jak bardzo chciał z nią być. Po co? W zasadzie to z przyzwyczajenia. Nawet w takiej sytuacji zbierał informacje o drugiej osobie, by potem w spokoju, w zaciszu swojego domu, móc włożyć je do odpowiednich szufladek. Żeby były gotowe do wyciągnięcia i użycia tak szybko, jak to tylko możliwe. Widział, że poruszył wrażliwy temat, ale oko za oko: co prawda on sam zaczął temat związany z Trix, ale to Perseus pociągnął go dalej. Między nimi istniała jednak bardzo wyraźna różnica - Lestrange nie przejmował się tak bardzo tym, co teraz robiła kobieta, jak Perseus przejmował się stanem Vespery.
- Jeżeli to klątwa, to powinno dać się ją złamać - odpowiedział cicho, lekko przekrzywiając głowę. Zmarszczył brwi. - Perseuszu, czyż to nie jest oczywiste? Jeżeli w grę wchodzi rodzina, nasz osąd jest z reguły zaburzony. W diagnozę wchodzą emocje, niezwykle silne, co widać po twojej reakcji. Jesteś lekarzem, lecz czy jesteś uzdrowicielem? Jesteś klątwołamaczem? Tworzysz eliksiry, które pozwalają oszukać śmierć?
Zapytał retorycznie, nie robiąc sobie nic z tego nagłego wybuchu. Odstawił na bok swój kubek, jednocześnie odsuwając się na krześle, by resztki herbaty nie poplamiły świeżo umytego ciała. Sięgnął do ciała Perseusa, by otoczyć je ramieniem. Tego oczekiwała każda żyjąca istota, która posiadała emocje wyższe. Przycisnął go do siebie, wolną dłonią przejeżdżając po czarnych jak noc włosach.
- Jeżeli stan jest stabilny, a ona jest pod opieką najlepszych, pozostaje tylko czekać i mieć nadzieję - powiedział cicho. Mógłby dodać jeszcze jakiś debilny frazes o tym, że mógłby się modlić do Matki, ale to chyba nie przeszłoby mu przez gardło.