16.12.2024, 21:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.12.2024, 21:24 przez Rodolphus Lestrange.)
Ach, gniew... Gniew, który pojawiał się tym gwałtowniej, im bardziej coś szło nie po ich myśli. W normalnych warunkach być może by doradził, by Mulciber trzymał nerwy na wodzy, bo przecież nie wiedzieli, z jakim przeciwnikiem mieli do czynienia. Ale to nie była normalna sytuacja: Leon był związany, nie stanowił już zagrożenia, nawet jeżeli wciąż trzymał różdżkę w dłoni. Jego ciało zostało oplątane sznurami, związane jak kawał mięsa, za którego po części go uważał. A gdy Charles wykorzystał pokłady gniewu, nie tylko ciało Leona zostało odepchnięte przez pęd powietrza: również jego różdżka wyskoczyła z dłoni, a krzesło na które upadł mężczyzna, przesunęło się tak gwałtownie, że uderzyło o stół alchemiczny. Kociołek się przewrócił, podobnie jak fiolki i inne rzeczy, które znajdowały się na blacie.
- Przykro mi, że musiało do tego dojść - powiedział spokojnie, zbliżając się do Leona. Na wszelki wypadek odkopnął jego różdżkę w kąt pomieszczenia. - Gdybyś chciał współpracować, nie musielibyśmy uciekać się do takich drastycznych środków.
Westchnął z udawanym przejęciem. Nie planował jednak nikogo nabierać na tę gierkę, jad i sarkazm wylewały się z jego ust w sposób tak oczywisty, że nawet idiota by się zorientował, że wcale mu nie było przykro. Wręcz przeciwnie.
- Puszczajcie mnie, gówno ode mnie dostaniecie! - Leon szarpnął się, ale nie był w stanie się uwolnić. Zresztą Lestrange nie chciał dawać mu czasu, niezbędnego do chociażby ześlizgnięcia się z krzesła na ziemię. Nie kłopotał się także z odpowiedzią: po prostu wycelował różdżką między jego oczy i uśmiechnął się.
To, co zamierzał zrobić, było magią zakazaną, ale wiedział, że pozyskane w ten sposób informacje zabezpieczą ich przed ewentualną zemstą Leona. Sprawdził go już wcześniej, te kontakty na Nokturnie to było nic w porównaniu z kontaktami, które miała ich organizacja. Podejrzewał nawet, że te nasiona zostały skradzione, nie zakupione, a listy z ofertami nie tylko nigdy by się nie pojawiły teraz, ale i później.
Legilimencja, zauroczenie 4
Mężczyzna stawiał opór, lecz nie był oklumentą. Nie był w stanie ochronić swojego umysłu przed wdzierającym się we wspomnienia Rodolphusem, który wszedł do jego pamięci jak do siebie do domu. Z tym, że u siebie w domu wytarłby dokładnie buty: tu nie musiał. Nawet mu ręka nie zadrżała, gdy Leon wrzasnął, próbując oprzeć się zaklęciu. Wygiął ciało w łuk, a na czole sperlił mu się pot. Wiedział jednak, że ta walka jest przegrana. Nie musiał stawiać więcej oporu: Rodolphus przeglądał jego wspomnienia do tygodni wstecz, wertując je jak wyjątkowo czytelną gazetę.
- Nie ma żadnych kupców. Nie ma żadnych znajomości na Nokturnie. Mamy za to przed sobą zbyt ambitnego zielarza, który bardzo by chciał coś osiągnąć - powiedział cicho, ledwo poruszając ustami. Nie słychać już było krzyków, on widział tylko obrazy, sceny przeszłości. - Jeżeli potrzebowałeś pieniędzy, trzeba było przyjąć ofertę.
Lestrange wycofał się ze wspomnień Leona, uśmiechając dwuznacznie, paskudnie.
- Martha... Piękne imię, prawda? - zapytał ni to Charlesa, ni to Leona. Ten drugi jednak zbladł na samo wspomnienie kobiety, którą musiał zobaczyć Lestrange. - Wracamy do pierwotnej stawki. Przyłóż się jednak, zgodnie z tym co powiedział mój kolega. Jeśli wrócimy i będzie zadowolony: porozmawiamy o podwyżce.
Nie zamierzał go wprost szantażować. Nie musiał. Wystarczyło tylko odkryć, o kogo najbardziej się bał. Obiecać, że dostanie pieniądze, choć nie w takiej kwocie, która przez chwilę była na szali. Strach potrafił być bardzo potężnym narzędziem.
Rodolphus podniósł różdżkę Leona i schował ją do kieszeni.
- Różdżkę zostawimy na górze, na stole - poinformował, bo przecież nie zniżyłby się do tego, żeby go okradać. Nie był złodziejem, on tu miał jeden cel. No, w sumie dwa. I oba osiągnął. Spojrzał na Charlesa, czy ten nie chce aby jeszcze porozmawiać z ich kolegą.
- Przykro mi, że musiało do tego dojść - powiedział spokojnie, zbliżając się do Leona. Na wszelki wypadek odkopnął jego różdżkę w kąt pomieszczenia. - Gdybyś chciał współpracować, nie musielibyśmy uciekać się do takich drastycznych środków.
Westchnął z udawanym przejęciem. Nie planował jednak nikogo nabierać na tę gierkę, jad i sarkazm wylewały się z jego ust w sposób tak oczywisty, że nawet idiota by się zorientował, że wcale mu nie było przykro. Wręcz przeciwnie.
- Puszczajcie mnie, gówno ode mnie dostaniecie! - Leon szarpnął się, ale nie był w stanie się uwolnić. Zresztą Lestrange nie chciał dawać mu czasu, niezbędnego do chociażby ześlizgnięcia się z krzesła na ziemię. Nie kłopotał się także z odpowiedzią: po prostu wycelował różdżką między jego oczy i uśmiechnął się.
To, co zamierzał zrobić, było magią zakazaną, ale wiedział, że pozyskane w ten sposób informacje zabezpieczą ich przed ewentualną zemstą Leona. Sprawdził go już wcześniej, te kontakty na Nokturnie to było nic w porównaniu z kontaktami, które miała ich organizacja. Podejrzewał nawet, że te nasiona zostały skradzione, nie zakupione, a listy z ofertami nie tylko nigdy by się nie pojawiły teraz, ale i później.
Legilimencja, zauroczenie 4
Rzut PO 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!
Mężczyzna stawiał opór, lecz nie był oklumentą. Nie był w stanie ochronić swojego umysłu przed wdzierającym się we wspomnienia Rodolphusem, który wszedł do jego pamięci jak do siebie do domu. Z tym, że u siebie w domu wytarłby dokładnie buty: tu nie musiał. Nawet mu ręka nie zadrżała, gdy Leon wrzasnął, próbując oprzeć się zaklęciu. Wygiął ciało w łuk, a na czole sperlił mu się pot. Wiedział jednak, że ta walka jest przegrana. Nie musiał stawiać więcej oporu: Rodolphus przeglądał jego wspomnienia do tygodni wstecz, wertując je jak wyjątkowo czytelną gazetę.
- Nie ma żadnych kupców. Nie ma żadnych znajomości na Nokturnie. Mamy za to przed sobą zbyt ambitnego zielarza, który bardzo by chciał coś osiągnąć - powiedział cicho, ledwo poruszając ustami. Nie słychać już było krzyków, on widział tylko obrazy, sceny przeszłości. - Jeżeli potrzebowałeś pieniędzy, trzeba było przyjąć ofertę.
Lestrange wycofał się ze wspomnień Leona, uśmiechając dwuznacznie, paskudnie.
- Martha... Piękne imię, prawda? - zapytał ni to Charlesa, ni to Leona. Ten drugi jednak zbladł na samo wspomnienie kobiety, którą musiał zobaczyć Lestrange. - Wracamy do pierwotnej stawki. Przyłóż się jednak, zgodnie z tym co powiedział mój kolega. Jeśli wrócimy i będzie zadowolony: porozmawiamy o podwyżce.
Nie zamierzał go wprost szantażować. Nie musiał. Wystarczyło tylko odkryć, o kogo najbardziej się bał. Obiecać, że dostanie pieniądze, choć nie w takiej kwocie, która przez chwilę była na szali. Strach potrafił być bardzo potężnym narzędziem.
Rodolphus podniósł różdżkę Leona i schował ją do kieszeni.
- Różdżkę zostawimy na górze, na stole - poinformował, bo przecież nie zniżyłby się do tego, żeby go okradać. Nie był złodziejem, on tu miał jeden cel. No, w sumie dwa. I oba osiągnął. Spojrzał na Charlesa, czy ten nie chce aby jeszcze porozmawiać z ich kolegą.