17.12.2024, 03:43 ✶
Leviathan drgnął, słysząc wreszcie głos nie należący ani do niego, ani do Scylli. Niby powinni się spodziewać, ale próbą podjęcia rozmowy z dziewczyną chyba niepotrzebnie tylko się rozproszył. Ale czy to w sumie było ważne? Nie mieli jeszcze w sobie strzał, więc równie dobrze można to było uznać za bardzo dobry początek.
Odwrócił do nich twarz i mimowolnie wyprostował się, uśmiechając przy tym ledwo zauważalnie. Scylla opuściła dłonie, a on natomiast uniósł je lekko, rozkładając na boki w uniwersalnym geście głośno głoszącym, że nie przychodzili tutaj ze złymi zamiarami, a do tego nie mieli zamiaru im się stawiać. Klonowa różdżka Rowla spokojnie spoczywała w kieszeni szaty, kiedy on skinął przybyszom głową z szacunkiem.
Obejrzał się na Greyback kiedy mówiła. Jego domeną zawsze pozostawały magiczne stworzenia i mimo że opanował sztukę posługiwania się językiem niektórych istot, zawsze brakowało mu charyzmy. Jej głowa natomiast były miękkie i jego zdaniem odpowiednio zaadresowane, przynajmniej w przypadku kogoś takiego jak centaury. On natomiast, cóż... jakby mógł to by się w ogóle nie odzywał.
- Wysłuchacie nas? To jedyne, na czym nam faktycznie zależy, przedstawić wam to co dotyczy tego lasu i jego duchów - na czym jemu zależało. Albo raczej Czarnemu Panu i jego Lewej Ręce. Bo Leviathan był im w stanie udzielić odpowiedzi od ręki - takiej, która wydawała im się najbardziej prawdopodobna i najbezpieczniejsza. Takiej, która nie równałaby się z prawdopodobieństwem bycia kukłą treningową dla strzelania z łuku. Jego gadzie oczy mrugnęły leniwie w wyczekiwaniu na to co powiedzą i czy w ogóle zgodzą się poświęcić im jeszcze chwilę, zanim na nowo znikną w gęstwinie.
Odwrócił do nich twarz i mimowolnie wyprostował się, uśmiechając przy tym ledwo zauważalnie. Scylla opuściła dłonie, a on natomiast uniósł je lekko, rozkładając na boki w uniwersalnym geście głośno głoszącym, że nie przychodzili tutaj ze złymi zamiarami, a do tego nie mieli zamiaru im się stawiać. Klonowa różdżka Rowla spokojnie spoczywała w kieszeni szaty, kiedy on skinął przybyszom głową z szacunkiem.
Obejrzał się na Greyback kiedy mówiła. Jego domeną zawsze pozostawały magiczne stworzenia i mimo że opanował sztukę posługiwania się językiem niektórych istot, zawsze brakowało mu charyzmy. Jej głowa natomiast były miękkie i jego zdaniem odpowiednio zaadresowane, przynajmniej w przypadku kogoś takiego jak centaury. On natomiast, cóż... jakby mógł to by się w ogóle nie odzywał.
- Wysłuchacie nas? To jedyne, na czym nam faktycznie zależy, przedstawić wam to co dotyczy tego lasu i jego duchów - na czym jemu zależało. Albo raczej Czarnemu Panu i jego Lewej Ręce. Bo Leviathan był im w stanie udzielić odpowiedzi od ręki - takiej, która wydawała im się najbardziej prawdopodobna i najbezpieczniejsza. Takiej, która nie równałaby się z prawdopodobieństwem bycia kukłą treningową dla strzelania z łuku. Jego gadzie oczy mrugnęły leniwie w wyczekiwaniu na to co powiedzą i czy w ogóle zgodzą się poświęcić im jeszcze chwilę, zanim na nowo znikną w gęstwinie.