Charlie, a raczej Julien je znalazł. Nie wyglądał najlepiej, znaczy oczywiście, że był przystojny jak zawsze, jednak zdecydowanie widać było, że nie sypiał ostatnio najlepiej. Heath byłą tym wszystkim trochę zmartwiona. Miejsce, które wybrali na pierwsze spotkanie, po ataku o którym jej napisał nie do końca chyba dobrze zostało przemyślane. Wokół było pełno ludzi i tak naprawdę nie mieli do końca jak porozmawiać na osobności. Ktoś mógłby ich podsłuchać, a to mogło nieść ze sobą ogromne konsekwencje.
Przemierzały z Adą stragany, kiedy poszedł zapalić. Miała wrażenie, że zniknął na długo. Zaczęła się martwić, co jeśli ktoś go zobaczył? Jeśli ktoś się domyślił i postanowił dokończyć dzieła? Czuła dziwny ciężar na żołądku, nie chciała znowu być gdzieś indziej, skoro mogło mu się przydarzyć coś złego. Jak wtedy na balu u Longbottomów wyśmienicie się bawili, kiedy śmierciożercy atakowali go i na jego oczach zabili Christie i jego brata. Ciągle miała do siebie o to wyrzuty sumienia, w końcu i Charlie mógł wtedy zginąć.
Na całe szczęście znalazł się, znowu ją znalazł w tłumie. Przeprosiła na chwilę Adę i podeszła do Juliena. - To był głupi pomysł, może chodźmy stąd, bez sensu w ogóle, że Cię namówiłam, żebyś tu przyszedł. - Szkoda, że wcześniej na to nie wpadła, no ale jak to z Heather, najpierw robi później myśli. Pożegnała się z Adą, po czym postanowiła odprowadzić Charlesa choć kawałek.