17.12.2024, 20:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.12.2024, 20:34 przez Alice Bletchley.)
– Naprawdę, nic mi nie jest – powiedziała Brennie. – Nie musisz się tak o mnie martwić, choć jest to bardzo miłe z twojej strony.
Towarzystwo Brenny ogólnie było miłe. Zarówno w Hogwarcie, jak i poza nim, dziewczęta świetnie się dogadywały. Brenna była natomiast osobą, która zawsze była skłonna pomóc Alice (i oczywiście vice versa, choć ku temu zdarzało się mniej okazji). Lato też spędzały często obok siebie, od najmłodszych lat. Przez chwilę Bletchley bała się, że w pewnym momencie ich drogi się rozejdą. W końcu było naturalne, że ludziom, z biegiem lat, zmieniały się zainteresowania. Z Alice i Brenną było jednak inaczej. Owszem, interesowały się innymi rzeczami, lecz potrafiły mimo tego się świetnie ze sobą dogadywać.
Dobrą rzeczą było to, że mama nie była zła. Może miała w pracy do czynienia z o wiele bardziej kłopotliwymi ludźmi niż dwie nastolatki. Na recepcji w Mungu spotykało się różne osoby, czego (mimo swojej towarzyskości) Alice wcale mamie nie zazdrościła.
– Brenna ma rację. A aura Stuarta była tak wyraźna, że nawet nie trzeba było za bardzo się wysilać. Tylko trzeba było zadrzeć głowę do góry – poniekąd pochwaliła się tym, jak jej dar okazał się przydatny. Szczególnie, że to właśnie z mamą go ćwiczyła. – Chyba powinnyśmy się przebrać. W tych ubraniach naniesiemy błota do domu.
Towarzystwo Brenny ogólnie było miłe. Zarówno w Hogwarcie, jak i poza nim, dziewczęta świetnie się dogadywały. Brenna była natomiast osobą, która zawsze była skłonna pomóc Alice (i oczywiście vice versa, choć ku temu zdarzało się mniej okazji). Lato też spędzały często obok siebie, od najmłodszych lat. Przez chwilę Bletchley bała się, że w pewnym momencie ich drogi się rozejdą. W końcu było naturalne, że ludziom, z biegiem lat, zmieniały się zainteresowania. Z Alice i Brenną było jednak inaczej. Owszem, interesowały się innymi rzeczami, lecz potrafiły mimo tego się świetnie ze sobą dogadywać.
Dobrą rzeczą było to, że mama nie była zła. Może miała w pracy do czynienia z o wiele bardziej kłopotliwymi ludźmi niż dwie nastolatki. Na recepcji w Mungu spotykało się różne osoby, czego (mimo swojej towarzyskości) Alice wcale mamie nie zazdrościła.
– Brenna ma rację. A aura Stuarta była tak wyraźna, że nawet nie trzeba było za bardzo się wysilać. Tylko trzeba było zadrzeć głowę do góry – poniekąd pochwaliła się tym, jak jej dar okazał się przydatny. Szczególnie, że to właśnie z mamą go ćwiczyła. – Chyba powinnyśmy się przebrać. W tych ubraniach naniesiemy błota do domu.