17.12.2024, 20:59 ✶
Być może Charles uważał, że nie pokazał się od najlepszej strony. Być może uważał, że ocenią go jako nieprzydatnego. Ale czy tak naprawdę było? Lestrange nie zrobił nic, by dać mu odczuć, że się nie spisał. Bo przecież nie ściągnął go tu po to, by sprawdzić czy umie proste zaklęcia. Ściągnął go tutaj w zupełnie innym celu. Uniósł jednak kącik ust w reakcji na groźby, które wypłynęły z ust Charlesa. Było w nim więcej Mulcibera, niż pewnie chciałby przyznać przed samym sobą.
Leon jęknął, nie wiadomo czy w odpowiedzi na to, co powiedział Rodolphus, czy Charles. A może to była po prostu reakcja na to, że ból który na samym początku odczuwał, zelżał i było to jęknięcie ulgi? Nie wiadomo, raczej nie mieli okazji go o to zapytać, bo szli już schodami na górę. W milczeniu, bo Rodolphus nie miał zamiaru dyskutować w tym miejscu o niczym, jeżeli nie zostanie do tego zmuszony. Zgodnie z obietnicą jednak odłożył różdżkę na stół, tę którą podniósł z podłogi. Odezwał się dopiero, gdy opuścili nie tylko dom, ale i ogródek Leona.
- Dobrze się spisałeś - powiedział miękko, zwalniając nieco kroku. - Potrzebujemy kogoś, kto będzie w stanie kontrolować tego typu cwaniaków. Ludzie w tych czasach są okropnie kłamliwi.
Powiedział niejako z żalem, chociaż sam należał do tego sortu. Jakby żałował, że nie ma wśród nich ludzi prawdomównych, którym można ufać i na których można polegać.
- Dlatego potrzebujemy osób, którym możemy zaufać - powiedział, wpatrując się w Mulcibera. Czy to oznaczało, że mu ufał? Na pewno to sugerował - w innym przypadku by go w to nie wciągał, prawda? - I którym będziemy mogli powierzyć ważniejsze zadania. Ludzi, których potencjał będziemy mogli wykorzystać w stu procentach.
Wiadomym było, że na tym się nie skończy. Charles wypunktował mężczyznę tak, jak tego oczekiwał Lestrange. Miał większą wiedzę, niż Rodolphus się spodziewał - to dobrze. Być może w przyszłości nie będą potrzebować usług Leona, a miast tego to właśnie Mulciber zajmie jego miejsce?
Gdy dotarli do jego domu, zatrzymał się. Spojrzał jeszcze na Charlesa, myśląc czy chciałby coś dodać. W zasadzie wszystko zostało już powiedziane, lecz obstawiał, że chłopak może mieć jakieś pytania. Nie był jednak pewny, czy będzie w stanie na nie wszystkie odpowiedzieć.
- Wejdziesz jeszcze na chwilę, czy obowiązki cię wzywają? - zapytał, rozpraszając zaklęcia zabezpieczające, które chroniły drzwi do jego domu.
Leon jęknął, nie wiadomo czy w odpowiedzi na to, co powiedział Rodolphus, czy Charles. A może to była po prostu reakcja na to, że ból który na samym początku odczuwał, zelżał i było to jęknięcie ulgi? Nie wiadomo, raczej nie mieli okazji go o to zapytać, bo szli już schodami na górę. W milczeniu, bo Rodolphus nie miał zamiaru dyskutować w tym miejscu o niczym, jeżeli nie zostanie do tego zmuszony. Zgodnie z obietnicą jednak odłożył różdżkę na stół, tę którą podniósł z podłogi. Odezwał się dopiero, gdy opuścili nie tylko dom, ale i ogródek Leona.
- Dobrze się spisałeś - powiedział miękko, zwalniając nieco kroku. - Potrzebujemy kogoś, kto będzie w stanie kontrolować tego typu cwaniaków. Ludzie w tych czasach są okropnie kłamliwi.
Powiedział niejako z żalem, chociaż sam należał do tego sortu. Jakby żałował, że nie ma wśród nich ludzi prawdomównych, którym można ufać i na których można polegać.
- Dlatego potrzebujemy osób, którym możemy zaufać - powiedział, wpatrując się w Mulcibera. Czy to oznaczało, że mu ufał? Na pewno to sugerował - w innym przypadku by go w to nie wciągał, prawda? - I którym będziemy mogli powierzyć ważniejsze zadania. Ludzi, których potencjał będziemy mogli wykorzystać w stu procentach.
Wiadomym było, że na tym się nie skończy. Charles wypunktował mężczyznę tak, jak tego oczekiwał Lestrange. Miał większą wiedzę, niż Rodolphus się spodziewał - to dobrze. Być może w przyszłości nie będą potrzebować usług Leona, a miast tego to właśnie Mulciber zajmie jego miejsce?
Gdy dotarli do jego domu, zatrzymał się. Spojrzał jeszcze na Charlesa, myśląc czy chciałby coś dodać. W zasadzie wszystko zostało już powiedziane, lecz obstawiał, że chłopak może mieć jakieś pytania. Nie był jednak pewny, czy będzie w stanie na nie wszystkie odpowiedzieć.
- Wejdziesz jeszcze na chwilę, czy obowiązki cię wzywają? - zapytał, rozpraszając zaklęcia zabezpieczające, które chroniły drzwi do jego domu.