18.12.2024, 00:27 ✶
Senny obraz, który właśnie wykreowała na swój wizerunek nie miał zawierać w sobie trzęsących się dłoni ani, co najważniejsze, satynowego szlafroku, który dawał tyle, co nic. To był naprawdę dziwny sen — przeciąg, wijący się przy kostkach i chuchający zimnymi podmuchami w ucho, zdawał się aż nazbyt prawdziwy. Na całe szczęście równie materialny zdawał się być Selwyn, który… pieprzył jakieś głupoty.
Mądry był z niego facet, nawet bardzo, ale takie odchyły od normy nie były czymś szczególnie zaskakującym. Tessa właśnie dlatego lubiła spędzać z nim czas, bo nieważne o czym gawędzili i czy aktualnie pili herbatę na jej ganku, czy może kawę w jakiejś restauracji na Pokątnej, zawsze potrafił ją rozśmieszyć.
Ale tak, jak tym razem nie było jej za bardzo do śmiechu, to nadal parsknęła niekontrolowanym śmiechem — wyrwał się jej wbrew woli, kiedy chwyciła rękę przyjaciela.
— Co ty… — zaczęła z czystym niedowierzaniem, które wraz z eskalującym poczuciem braku przynależności do tego snu całość zmieniła się w coś na kształt dyskomfortu.
Jednocześnie czuła się jakby nie była w swojej głowie, ale cały dzisiejszy repertuar był poświęcony właśnie jej samej. Nie sądziła czy takie światło reflektorów jej odpowiadało.
— Nie chodzi mi o żadne kapelusze! Błagam, Jonathan, musisz zrozumieć, że to chyba nie jest sen… Znaczy, jest, ale coś tutaj nie gra. Przepraszam, wiem, że mówię od rzeczy, ale ja wiem, że śnię. Na wróżbiarstwie zawsze powtarzali, że to znaczy coś złego.
Miała kontynuować, kiedy w biurze nagle wszystko ucichło.
Wcześniej panował w nim względny szum, który mógł skutecznie utwierdzać w fakcie, że znajdowali się w faktycznym Ministerstwie, ale teraz? Cisza.
Spojrzała na Selwyna, samej pocierając własne ramię, by pozbyć się gęsiej skórki.
Właśnie wtedy ktoś rzucił w pobliskie biurko bombardą.
Tessa instynktownie pociągnęła czarodzieja ze sobą do tyłu, chcąc uniknąć ekspozji.
Mebel roztrzaskał się w jednej chwili, wyrzucając w powietrze chmurę papierów, drzazg i srebrnych klamek.
— Merlinie— Zdążyła tylko wydusić, kiedy ktoś chwycił ją boleśnie za przegub i chciał odciągnąć od ogłuszonego towarzysza.
Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby Tessa mogła podpiąć to wszystko pod najzwyklejszy koszmar. Ale coś szeptało pod jej kopułą, że to nie był zwykły sen; wiedziała, że kiedy wstanie rano, to siniaki na nadgarstkach też tam będą, świadcząc o przygodach tej nocy. Dlatego wyrywała się, szarpała z nieznajomym i próbowała od niego uciec.
Mądry był z niego facet, nawet bardzo, ale takie odchyły od normy nie były czymś szczególnie zaskakującym. Tessa właśnie dlatego lubiła spędzać z nim czas, bo nieważne o czym gawędzili i czy aktualnie pili herbatę na jej ganku, czy może kawę w jakiejś restauracji na Pokątnej, zawsze potrafił ją rozśmieszyć.
Ale tak, jak tym razem nie było jej za bardzo do śmiechu, to nadal parsknęła niekontrolowanym śmiechem — wyrwał się jej wbrew woli, kiedy chwyciła rękę przyjaciela.
— Co ty… — zaczęła z czystym niedowierzaniem, które wraz z eskalującym poczuciem braku przynależności do tego snu całość zmieniła się w coś na kształt dyskomfortu.
Jednocześnie czuła się jakby nie była w swojej głowie, ale cały dzisiejszy repertuar był poświęcony właśnie jej samej. Nie sądziła czy takie światło reflektorów jej odpowiadało.
— Nie chodzi mi o żadne kapelusze! Błagam, Jonathan, musisz zrozumieć, że to chyba nie jest sen… Znaczy, jest, ale coś tutaj nie gra. Przepraszam, wiem, że mówię od rzeczy, ale ja wiem, że śnię. Na wróżbiarstwie zawsze powtarzali, że to znaczy coś złego.
Miała kontynuować, kiedy w biurze nagle wszystko ucichło.
Wcześniej panował w nim względny szum, który mógł skutecznie utwierdzać w fakcie, że znajdowali się w faktycznym Ministerstwie, ale teraz? Cisza.
Spojrzała na Selwyna, samej pocierając własne ramię, by pozbyć się gęsiej skórki.
Właśnie wtedy ktoś rzucił w pobliskie biurko bombardą.
Tessa instynktownie pociągnęła czarodzieja ze sobą do tyłu, chcąc uniknąć ekspozji.
Mebel roztrzaskał się w jednej chwili, wyrzucając w powietrze chmurę papierów, drzazg i srebrnych klamek.
— Merlinie— Zdążyła tylko wydusić, kiedy ktoś chwycił ją boleśnie za przegub i chciał odciągnąć od ogłuszonego towarzysza.
Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby Tessa mogła podpiąć to wszystko pod najzwyklejszy koszmar. Ale coś szeptało pod jej kopułą, że to nie był zwykły sen; wiedziała, że kiedy wstanie rano, to siniaki na nadgarstkach też tam będą, świadcząc o przygodach tej nocy. Dlatego wyrywała się, szarpała z nieznajomym i próbowała od niego uciec.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you