18.12.2024, 02:29 ✶
Kiedy Charlie przez większość czasu wpatrywał się w Scylle, Lyssa świdrowała go okazjonalnie spojrzeniem z gatunku tych, które mało subtelnie sugerowały szybkie ukręcenie głowy, jeśli się nie opanuje. Scylla była jej - pomijając oczywiście fakt, że przede wszystkim należała do Vakela - a Mulciber zaburzał jakąś dotychczas utworzoną i wypracowaną równowagę. Nie podobało jej się to, tym bardziej że młoda panna Dolohov miała tendencję do uważania, że ludzi można posiadać; przez pieniądze, wspólne miejsce pracy, czy w jej przypadku spędzanie bardzo dużej ilości czasu w tym samym miejscu. To wystarczyło.
Charles natomiast, oprócz tego że zaburzał rozłożenie sił na jakichś wyimaginowanych szalkach, całą swoją osobą wprowadzał zamęt gdziekolwiek się nie pojawił. Oczywiście, jedyne doświadczenie z nim, Lyssa miała podczas Lammas, ale to jej absolutnie wystarczało by wydać swój własny wyrok na jego osobę. Annaleigh powinna go chociaż zamknąć u siebie na klucz i w ogóle nie wypuszczać do ludzi do momentu aż nie nabyłby ogłady.
- Gdzieś kiedyś czytałam o sposobach wróżenia celtów podczas których dana osoba spożywała surowe mięso, podczas czego była zaszywana w skórze niedźwiedzia, by przez następnych parę dni spać i uprawiać głodówkę, w warunkach ograniczających doznania zmysłowe, żeby tym samym doświadczać profetyczne sny - rzuciła, skoro Scylla okazała się niezwykle niepomocna, nawet jeśli sama zadała to pytanie tylko z grzeczności. Sposób brzmiał nieco makabrycznie i na jej gust zwyczajnie mugolsko, ale kto tam wiedział. Ważne, że wpisywał się w kategorię sposobów dziwnych.
Lyssa mrugnęła. Bardzo powoli i z pewnym zdegustowaniem, które potem rozlało się na całą jej twarz. Wyprostowała się też mimowolnie na swoim siedzeniu, bo tego to już było za wiele. Mogła się spodziewać, że kuzyn okaże się bezużyteczny.
- Żartujesz? Zapomniałeś portfela? Nie możesz sobie wymyślić jakiejś lepszej wymówki? - zapytała, unosząc jedną brew, jednak wbite w chłopaka spojrzenie było pełne potępienia. Tak się nie zachowywał mężczyzna z dobrego domu, a nawet jeśli Lyssa nauczyła się gardzić rodziną matki, to wciąż nosili czystokrwiste nazwisko. Nikt ich niczego nie nauczył?
Obrzuciła Scyllę szybkim spojrzeniem i wyciągnęła w jej stronę dłoń we wstrzymującym geście. Obie nie powinny mieć obowiązku by płacić za siebie, przynajmniej jej zdaniem.
- Wyciągaj tę sakiewkę, Charles, albo przysięgam na Matkę, że powiem o wszystkim Annaleigh. Może ci się wydawać, że jej to nie obchodzi, ale obiecuję ci, że się mylisz - syknęła, marszcząc groźnie brwi i nachylając się w jego stronę, ale oprócz tego że była zła, to czuła jak wzbiera w niej zażenowanie i czerwienieje na twarzy. Bo jeśli to prawda to... to żadne z nich przecież nie miało portfela.
Charles natomiast, oprócz tego że zaburzał rozłożenie sił na jakichś wyimaginowanych szalkach, całą swoją osobą wprowadzał zamęt gdziekolwiek się nie pojawił. Oczywiście, jedyne doświadczenie z nim, Lyssa miała podczas Lammas, ale to jej absolutnie wystarczało by wydać swój własny wyrok na jego osobę. Annaleigh powinna go chociaż zamknąć u siebie na klucz i w ogóle nie wypuszczać do ludzi do momentu aż nie nabyłby ogłady.
- Gdzieś kiedyś czytałam o sposobach wróżenia celtów podczas których dana osoba spożywała surowe mięso, podczas czego była zaszywana w skórze niedźwiedzia, by przez następnych parę dni spać i uprawiać głodówkę, w warunkach ograniczających doznania zmysłowe, żeby tym samym doświadczać profetyczne sny - rzuciła, skoro Scylla okazała się niezwykle niepomocna, nawet jeśli sama zadała to pytanie tylko z grzeczności. Sposób brzmiał nieco makabrycznie i na jej gust zwyczajnie mugolsko, ale kto tam wiedział. Ważne, że wpisywał się w kategorię sposobów dziwnych.
Lyssa mrugnęła. Bardzo powoli i z pewnym zdegustowaniem, które potem rozlało się na całą jej twarz. Wyprostowała się też mimowolnie na swoim siedzeniu, bo tego to już było za wiele. Mogła się spodziewać, że kuzyn okaże się bezużyteczny.
- Żartujesz? Zapomniałeś portfela? Nie możesz sobie wymyślić jakiejś lepszej wymówki? - zapytała, unosząc jedną brew, jednak wbite w chłopaka spojrzenie było pełne potępienia. Tak się nie zachowywał mężczyzna z dobrego domu, a nawet jeśli Lyssa nauczyła się gardzić rodziną matki, to wciąż nosili czystokrwiste nazwisko. Nikt ich niczego nie nauczył?
Obrzuciła Scyllę szybkim spojrzeniem i wyciągnęła w jej stronę dłoń we wstrzymującym geście. Obie nie powinny mieć obowiązku by płacić za siebie, przynajmniej jej zdaniem.
- Wyciągaj tę sakiewkę, Charles, albo przysięgam na Matkę, że powiem o wszystkim Annaleigh. Może ci się wydawać, że jej to nie obchodzi, ale obiecuję ci, że się mylisz - syknęła, marszcząc groźnie brwi i nachylając się w jego stronę, ale oprócz tego że była zła, to czuła jak wzbiera w niej zażenowanie i czerwienieje na twarzy. Bo jeśli to prawda to... to żadne z nich przecież nie miało portfela.