18.12.2024, 13:00 ✶
Jej świętej pamięci mama zawsze twierdziła, że rudowłosa była wystarczająco przyzwoita na grzeczne towarzystwo, dopóki się nie odezwała. A ci nieszczęści kuzyni z Selwynów oczywiście musieli ją wyciągnąć na tę sztukę, bo przecież trzeba było liznąć kultury. Co z tego, że sama Mona mimo upływu lat miała ochotę zrobić fikołka na myśl o powrocie na Horyzontalną i nie mogła pojąć dlaczego musiała rezygnować z wolnego dnia, żeby oglądać jakiś mugolopodobny dramat o nagich mężczyznach noszących materiałowe worki na głowie… Kiedy wolała przeznaczyć ten czas na… No… Cokolwiek innego!
— Tak jak o tym wspominasz, to rzeczywiście ich wizja Opalookiego była… Daleka od realiów — odparła bardziej przyjaźniej niż krytycznie, ponieważ to nie była pierwsza sytuacja, kiedy coś związanego z jej pracą miało niewiele wspólnego z rzeczywistością. — No i średnio zrozumiałam też zakończenie. Te worki na głowie… To była jakaś metafora?
Ach, co za słodka panienka (bo tak Mona od razu ją w myślach ochrzciła) z tej Bletchleyównej była. Nie dość, że przesympatyczna i śliczna jak skowronek, to jeszcze pochwaliła jej strój! Szkoda tylko, że Rowle była w swoich roboczych ubraniach, rzadko też zwracała uwagę na to, w co się ubierała.
— W tym czym jestem teraz, karmię smoczogniki — powiedziała, bo Mona nie byłaby Moną, gdyby nie wspomniała o dowolnym gadzie w rozmowie. — Dosłownie! Raz taki mały z Archangielska próbował przeżuć mi rękaw, a ja go po prostu potem zszyłam. Nie sądziłam, że ktoś nazwie to strojem wartym uwagi — wyszczerzyła się.
— Tak jak o tym wspominasz, to rzeczywiście ich wizja Opalookiego była… Daleka od realiów — odparła bardziej przyjaźniej niż krytycznie, ponieważ to nie była pierwsza sytuacja, kiedy coś związanego z jej pracą miało niewiele wspólnego z rzeczywistością. — No i średnio zrozumiałam też zakończenie. Te worki na głowie… To była jakaś metafora?
Ach, co za słodka panienka (bo tak Mona od razu ją w myślach ochrzciła) z tej Bletchleyównej była. Nie dość, że przesympatyczna i śliczna jak skowronek, to jeszcze pochwaliła jej strój! Szkoda tylko, że Rowle była w swoich roboczych ubraniach, rzadko też zwracała uwagę na to, w co się ubierała.
— W tym czym jestem teraz, karmię smoczogniki — powiedziała, bo Mona nie byłaby Moną, gdyby nie wspomniała o dowolnym gadzie w rozmowie. — Dosłownie! Raz taki mały z Archangielska próbował przeżuć mi rękaw, a ja go po prostu potem zszyłam. Nie sądziłam, że ktoś nazwie to strojem wartym uwagi — wyszczerzyła się.