19.12.2024, 01:23 ✶
No popełniła błąd, zrobiła głupio. Zapomniała, że Stanley nawet na trzeźwo miał jakiś problem z łapaniem metafor, styki mu się przegrzewały, jak ktoś nadużywał sarkazmu, więc co dopiero teraz, kiedy był pijany jak kukułka i naszprycowany czymś zdecydowanie gorszym od alkoholu. Mogła sobie darować te insynuacje o rzekomym inceście, zamiast tego zwracając się doń jak do pięciolatka, wtedy byłaby większa szansa, że przekaz dotrze do odbiorcy. No ale, jak to się mawiało, Chińczyk jest zawsze mądry po szkodzie.
Zaklaskała w dłonie, kiedy przeliterował współpracę. Staszka trzeba było chwalić za każdym razem, kiedy nie przegrywał z dysleksją, zwłaszcza w momentach sążnego upojenia. Zadarła wręcz głowę, przyjmując wyraz wielkiej dumy.
- A kto to tak pięknie literuje? - Zadroczyła, ale tylko troszeczkę, nie chcąc, żeby wyszło, że się nabija. Czasami krążyły jej myśli zwątpienia po głowie, czy aby na pewno dobrze zrobiła, pomagając im wszystkim przejść z klasy do klasy, ale prawda była taka, że ani by się w ten sposób nie pozbyła ich z życia, ani nawet tego nie chciała. Może Borgin był gałganem, ale takiego kumpla to ze świecą szukać. Poza tym, nikt z nich nie robił też w życiu niczego, do czego potrzebne było im wykształcenie - Mewa odstawiała szarlatana, Sauriel bawił się w lokalny postrach, a Stanley... nadal nie rozumiała, jakim cudem przyjęli go wtedy do tego BUMu bez grupy inwalidzkiej. Może wyczytali z oczu, że pod pewnymi względami jest lekko upośledzony.
Popatrzyła na niego jak na debila, trochę skołowana w sumie kwestią Lorraine.
- Nie wiedziałam, że to jest jakaś nowość - odezwała się, marszcząc przy tym brwi. - Gdzie ty masz oczy? Przecież ślinię się do niej od czasu Hogwartu - przyznała się bez bicia, choć uciekła wzrokiem mówiąc to, bo mimo wszystko jakoś niezręcznie mówić takie rzeczy facetom. - A staremu możesz mówić, mogę mu dać korki z tego, jak zadowolić kobietę tak, żeby z nim została. - Wzruszyła ramionami. W sumie nie miała żadnej pewności, że faktycznie spłodził ich ten sam Mulciber, ale jeśli wierzyć słowom matki, ten co się przyczynił do powstania Maeve, za bardzo się nie popisał.
Uśmiechnęła się wręcz podniecona, kiedy usiadł na krześle. W końcu jakiś sukces w tej walce z wiatrakami, w końcu ofiara wpadła w pułapkę. Opanowała się jednak, nie chcąc zdradzić podstępu - zwłaszcza wtedy, kiedy spostrzegła, że Stanleyowi kleją się oczka i zaczyna odpływać.
- Jasne, Cesarzu. Ja pobruszę, a ty poczywaj - rzekła łagodnie, głaszcząc go po plecach, licząc, że zezgonuje prędzej niż później. Rzuciła tym tekstem, choć nie do końca pojmowała znaczenie, ale wydawał się wpasowywać w brednie, które ostatnią godzinę do niej wygadywał. Po chwili nachyliła się nad Stachem, słysząc lekkie chrapnięcie. Chciała się upewnić, że nie udaje.
War is over. Spał jak zabity.
Mewa wydała z siebie niemy okrzyk zwycięstwa, zacisnęła pięść w geście radosnej glorii, a potem cichutko czmychnęła na zewnątrz, aby przywołać Francisa. Trzeba było teraz ich Cesarza gdzieś umościć, żeby spał smacznie i nic mu tej alkoholowej śpiączki nie przerwało.
Zaklaskała w dłonie, kiedy przeliterował współpracę. Staszka trzeba było chwalić za każdym razem, kiedy nie przegrywał z dysleksją, zwłaszcza w momentach sążnego upojenia. Zadarła wręcz głowę, przyjmując wyraz wielkiej dumy.
- A kto to tak pięknie literuje? - Zadroczyła, ale tylko troszeczkę, nie chcąc, żeby wyszło, że się nabija. Czasami krążyły jej myśli zwątpienia po głowie, czy aby na pewno dobrze zrobiła, pomagając im wszystkim przejść z klasy do klasy, ale prawda była taka, że ani by się w ten sposób nie pozbyła ich z życia, ani nawet tego nie chciała. Może Borgin był gałganem, ale takiego kumpla to ze świecą szukać. Poza tym, nikt z nich nie robił też w życiu niczego, do czego potrzebne było im wykształcenie - Mewa odstawiała szarlatana, Sauriel bawił się w lokalny postrach, a Stanley... nadal nie rozumiała, jakim cudem przyjęli go wtedy do tego BUMu bez grupy inwalidzkiej. Może wyczytali z oczu, że pod pewnymi względami jest lekko upośledzony.
Popatrzyła na niego jak na debila, trochę skołowana w sumie kwestią Lorraine.
- Nie wiedziałam, że to jest jakaś nowość - odezwała się, marszcząc przy tym brwi. - Gdzie ty masz oczy? Przecież ślinię się do niej od czasu Hogwartu - przyznała się bez bicia, choć uciekła wzrokiem mówiąc to, bo mimo wszystko jakoś niezręcznie mówić takie rzeczy facetom. - A staremu możesz mówić, mogę mu dać korki z tego, jak zadowolić kobietę tak, żeby z nim została. - Wzruszyła ramionami. W sumie nie miała żadnej pewności, że faktycznie spłodził ich ten sam Mulciber, ale jeśli wierzyć słowom matki, ten co się przyczynił do powstania Maeve, za bardzo się nie popisał.
Uśmiechnęła się wręcz podniecona, kiedy usiadł na krześle. W końcu jakiś sukces w tej walce z wiatrakami, w końcu ofiara wpadła w pułapkę. Opanowała się jednak, nie chcąc zdradzić podstępu - zwłaszcza wtedy, kiedy spostrzegła, że Stanleyowi kleją się oczka i zaczyna odpływać.
- Jasne, Cesarzu. Ja pobruszę, a ty poczywaj - rzekła łagodnie, głaszcząc go po plecach, licząc, że zezgonuje prędzej niż później. Rzuciła tym tekstem, choć nie do końca pojmowała znaczenie, ale wydawał się wpasowywać w brednie, które ostatnią godzinę do niej wygadywał. Po chwili nachyliła się nad Stachem, słysząc lekkie chrapnięcie. Chciała się upewnić, że nie udaje.
War is over. Spał jak zabity.
Mewa wydała z siebie niemy okrzyk zwycięstwa, zacisnęła pięść w geście radosnej glorii, a potem cichutko czmychnęła na zewnątrz, aby przywołać Francisa. Trzeba było teraz ich Cesarza gdzieś umościć, żeby spał smacznie i nic mu tej alkoholowej śpiączki nie przerwało.
Koniec sesji
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —